Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

71836 miejsce

Druga strona książki

Książek w moim domu nigdy się nie wyrzuca. Odkurza się je, czyta lub przegląda. Są częścią mojej rodziny.

książkaPokolenie dzisiejszych pięćdziesięciolatków nie miało tylu rozrywek ile pokolenia, które dziś uznawane są za młodzież i za „młodzież w wieku średnim”. Internet, gg, viva, mtv – nie istniały. Wolny od nauki i domowych obowiązków czas spędzaliśmy na sportowym boisku lub nad książką.

Czytaliśmy zachłannie – wszystko co wpadło w rękę. Biblioteki szkolne i publiczne były wiecznie oblężone. Na niektóre książki trzeba było się zapisywać i czekać tygodniami w kolejce. Książki stanowiły najmilszy i najbardziej oczekiwany prezent.

Dziś miejsce książek w domowych bibliotekach zajęły sterty kaset magnetowidowych i płyt cd. Polacy czytać przestali! Z badań przeprowadzonych przez Bibliotekę Narodową wynika, że połowa Polaków nie przeczytała w ubiegłym roku ani jednej książki! Jedna trzecia badanych przeczytała od jednej do sześciu książek, a nieco ponad 17 proc. zadeklarowało, że przeczytało ponad siedem. Dwie trzecie Polaków nie przeznaczyło na książki ani złotówki.

Dramatyczne to dane. Dla pokolenia ludzi urodzonych przed 50 laty – szczególnie. Coraz trudniej bowiem prowadzić towarzyską rozmowę. Coraz częściej brakuje mi wspólnych pojęć z interlokutorem. Prowadząc dyskusję zmuszony jestem tłumaczyć podstawowe pojęcia –odwoływanie się do wspólnych lektur straciło sens. Lektury bowiem wspólne być przestały.

Miłość do książek pozostała we mnie. Nie wyobrażam sobie dnia bez czytania. Książek w moim domu nigdy się nie wyrzuca. Odkurza się je, czyta lub przegląda. Są częścią mojej rodziny. Nic mnie bardziej nie martwi jak sterty porzuconych, bezpańskich książek.

Przed chwilą wróciłem ze spaceru z psami. Na szkolnym boisku chłopcy zorganizowali sobie ognisko. Kilkadziesiąt książek płonęło. Słów brakuje. Barbarzyństwo! Jedyne słowo, które przychodzi mi na myśl. W głowie kołaczy się przeczytany dawno cytat. Przeczytajcie i zadumajcie się chwilę, proszę :

...„ Nasamprzód co się tyczy otwierania i zamykania ksiąg, niech to z winnym czynią szacunkiem; nie zrywać ich z nieopatrznym pośpiechem i po przeczytaniu nie zostawiać ich na miejscu, lecz raczej umieszczać je tam, dokąd w dobrym przynależą zamknięciu. Albowiem księga na większą zasługuje troskliwość niż obuwie [...] Widzieliście może tego rodzaju lekkomyślnego chłystka, jak postępuje sobie bałwan ten przy czytaniu, jak zimą w czasie mrozu z zakatarzonym i mokrym siada nosem, jak nie myśli o tem, aby go wytrzeć i plugawemi smarkami nie zapaskudzać, książki przed nim leżącej. Że też Panie Boże, zamiast książki nie dano mu raczej fartucha i ścierki. Paznokcie ma pełne cuchnącego brudu, czarnego jak sadza i niemi to zaznacza sobie dogadzający mu ustęp z książki. Rozdziela pomiędzy rozmaite kartki niezliczoną ilość słomek z wystającymi końcami, aby istny siennik przypominał mu to, czego pamięć jego zachować nie zdoła. Ponieważ książki nie mają żołądka. Który by słomę strawił, wypycha ona nasamprzód książkę z jej oprawy, ażeby w końcu zgnić zapomniana. Nie wstydzi się śmierdziel taki jeść owoców i sera nad otwartą książką, albo każe spacerować szklance to po jednej, to po drugiej stronnicy, a nie mając swej sakwy dziadowskiej pod ręką, pozostawia w książce resztki obiadu. Gada bez przerwy, zajmuje czas kolegom nieustannym szczekaniem i racząc ich kupą zdań wszelkiego pozbawionego sensu, opluwa śliną książkę otwartą, położoną na kolanach. Ba!, w ferworze wymachując rękami opiera się na książce i po krótkim rozkoszowaniu się wiedzą w długą zapada drzemkę, a potem budząc się i naciągając brwi, miętosi marginesy książki nie bez małej dla książki szkody. Ale deszcz przestaje padać i już wystrzelają kwiaty spod ziemi; oto wzmiankowany uczniak, nienawidzący raczej książek, niż je rad widzący, napełnia tom mnóstwem fijołków, pierwiosnków, róż i listków kończyny; wilgotną, spotniała ręką posługuje się przy odwracaniu stronnic, brudnymi rękawiczkami dotyka się białego pergaminu i za wierszami idzie palcem, tkwiącym w starej skórze; czując, że gryzie go pchła, rzuca księgę świętą na ziemię i ta leży miesiąc nie ruszona i tak pokrywa ją kurz, że odmawia posłuszeństwa usiłującemu ją zamknąć. Istnieją też bezwstydni młodzi ludzie, którym szczególnie należałoby zakazać dotykania się książek; zaledwie bowiem nauczyli się odcyfrowywać litery, a już bawią się w nieszczęśliwych komentatorów tych tomów przecudnych, świecaktóre im powierzono, a gdzie dawniej był margines naokoło tekstu widać potworny alfabet, albo jakąś inną bezwstydność, tak, jak przedstawia się w ich wyobraźni i jak ją w czelności swej maluje cyniczne pióro. Tam jakiś łacinnik, tam sofista, tam inny niedowarzony jakiś pisarek, próbuje zręczności swego pióra i w ten sposób widzimy bardzo często, że najpiękniejsze księgi tracą wartość i pożyteczność”... Fragment traktatu „Philobiblion” Ryszarda de Bury, kanclerza wielkiego króla Edwarda III, w tłumaczeniu Jana Kasprowicza

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Stara książka ma w sobie to coś... Tak powieść (Przez wydanie "Dywizjonu 303" Fiedlera z lat siedemdziesiątych przekopałem się w trymiga, nowych wydań nie jestem w stanie strawić) jak i książka historyczna ("Wspomnienia Źołnierza" Guderiana z 2002 kontra "Dzieje Bizancjum" Ostrogorskiego sprzed czterdziestu lat - 9:1 dla Cesarstwa) lepiej się czyta gdy papier jest juź pożółkły i czuć od niego zapach starości. :)

Olu - To nie jest problem tylko studencki. Sam niedawno miałem na zakończenie roku maraton - w niecały miesiąc "Nad Niemnem" i "Lalka" do przeczytania, przeanalizowania i napisania dwóch wypracowań. Jak u człowiek ma się interesować czymś, wgryzać w ksiąźkę, gdy musi gonić na czas i to najczęściej wbrew swojej woli?

A domku czeka na mnie drugi tom "Krzyźackiego Pokera" i "Ostatni zjazd przed Litwą" :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ossad, wziąłeś je do domu, jak rozumiem?
Zawsze tak robię, gdy widzę książkę na śmietniku. Nawet jeśli mnie kompletnie nie interesuję - najwyżej oddam w dobre ręce.

Mam za dużo książek. Wyprowadzając się, postanowiłem wziąć z domu tylko dziesięć najniezbędniejszych mi do życia (czterotomowe wydanie wierszy potraktowałem jako jedną). Po trzech miesiącach, pożyczeniu sześciu książek przyjaciołom, oddaniu kilku do domu, mam ich dwie półki... a to tylko te książki, które MUSIAŁEM nie tylko przeczytać, ale i kupić.
Nałóg to ciężka sprawa. Nie wyleczyły mnie z niego nawet studia polonistyczne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za zwrócenie uwagi na ważny problem spadku czytelnictwa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moje osiedle, średnia warstwa spoleczna, raczej wykształceni ludzie, śmietnik, a w nim: niemieckie wydanie bajek bałkańskich z l. 20-tych, książka opisująca podróż do Indii, ze zdjęciami, z l. 30-tych i jeszcze powieść z początku wieku. Stan opraw - idealny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No, i masz rację. A przypomina mi się plan studiów polonistycznych, zakładający czytanie na czas, testy z treści etc. Koszmar. I jak tu kształcić czytelników?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Książka ma w sobie coś magicznego. Oprócz treści, którą zawiera, zaklęta jest w formę. Projekt okładki, oprawa, stopień
zużycia i cały szereg innych elementów razem z treścią, składają się na to małe cudeńko, jakim jest książka.

Myślę, że nie jest tak źle, to znaczy, że nie jest jakoś diametralnie gorzej, niż kiedyś. Pamiętam, że w czasach braku internetu, gier komputerowych, książka wcale nie stanowiła dobra powszechnego i to bynajmniej nie przez swoją trudnodostępność.

I jeszcze o samej informacji. Kiedyś był problem z dostępem do niej. Dziś jest problemem wyłowienie jej z potoku informacyjnego bełkotu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.