Glass i jego zespół kameralny pokazali widowni w Lublinie, co znaczy prawdziwy geniusz w muzyce.
Trudno sobie teraz wyobrazić, jak odebrany zostałby środowy koncert Philipa Glassa, gdyby nie było pierwszej, wtorkowej części. I odwrotnie. Jedna decyzja o dwudniowym występie wpłynęła na percepcję, ocenę artysty i emocje - przynajmniej moje, a myślę, że i większości publiczności. Gdyby nie Retrospektywa, nie byłoby punktu odniesienia dla koncertu kameralnego, gdyby nie koncert kameralny, pozostałoby dość jednolite wrażenie o jego muzyce. Retrospektywa była strukturalna, dynamiczna i pulsująca - koncert Kameralny był, co zrozumiałe, wyciszony, kontemplacyjny, liryczny i minimalistyczny. Mistrzowskie akordy, tworzące ściany dźwięków na pierwszym koncercie, zastąpiła stonowana paleta pojedynczych dźwięków, grających na najgłębszych emocjach publiczności. Pierwszy koncert odwołał się do naszych zmysłów, drugi sięgnął głębiej, do serc i dusz.
Na Metamorfozy z albumu "Solo Piano" czekałam najbardziej - co najlepsze, zabrzmiały dwie najlepsze, połączone właściwie w jedną całość - "Metamorphosis II" i "Metamorphosis IV". Czarny fortepian wydał z siebie cudowne, kojące dźwięki, choć miałam wrażenie, że momentami Glass nie trafiał, całość była pięknym otwarciem. Zobacz także:
Artykuły
(279)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.42)
Wiek: 25 | Miejscowość: Palermo Sicilia | Kraj: Polska
O mnie: but at least i don't see you float away
Ostatnie artykuły autora:
5. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie oraz 80. urodziny Wojciecha Kilara. Relacja
(odsłon: +504)