
Ordynariusz diecezji zielonogórsko-gorzowskiej bp Stefan Regmunt poprzez serwis You Tube skonstruował wideoblog, aby jak najskuteczniej dotrzeć do młodych ludzi. Zapragnął poprzez internet dotrzeć swoją osobowością i pobudzić ich do wiary.
- Kiedy rozgrzeszy się wielkiego grzesznika, to człowiek ma radość, bo to nie jest tak, że przyszedł taki drań, niedobry człowiek, i on tu jeszcze chce stać się świętym, jeszcze mnie dogonić. Bóg posługuje się mną, aby komuś przywrócić nowe życie – mówi biskup.
Na początku września br. ordynariusz po raz pierwszy zaprezentował się na wideoblogu. Nie była to, niestety, udana próba. - To jakiś obciach! - oceniła wówczas internetowe wystąpienie biskupa 18-letnia mieszkanka Kożuchowa, Wioletta. - Zabrakło mi szczerości, entuzjazmu, tego wszystkiego, co spotkałam i przeżyłam na Przystanku Jezus na Woodstocku. - Poczułem, że ze mnie robi się jakiego ćwoka – oburzył się wtedy Mariusz z Nowej Soli. - Nie jestem jakimś oszołomem, aby wszystko przyjmować na klęczkach.
Suchej nitki na idei wideoblogu „Biskup z młodymi” nie pozostawiali rodzice młodych ludzi. Tadeusz Lewandowski z Zielonej Góry, ojciec dwóch synów, praktykujący katolik, choć zadowolony był z takiej możliwości kontaktu z ordynariuszem, to w końcu musiał przyznać rację swoim dorastającym synom. - Nikogo się nie ocenia po pierwszym spotkaniu. Na to trzeba czasu – próbował załagodzić pierwsze wrażenia. Nie przekonał jednak swoich synów do obejrzenia wideoblogu. - Wzruszyli ramionami i powiedzieli mi, czy nie mam na głowie innych rzeczy – stwierdził w końcu ze smutkiem.
Katastrofa była tak wielka, że zamiast zapowiedzi, iż biskup spotykać się będzie na wizji co dwa tygodnie, musiał upłynąć ponad miesiąc, by wytworzyć kolejne wystąpienie biskupa. Wówczas trwało ono 4 minuty i 45 sekund, teraz zajęło to aż 12 minut i 49 sekund.
I to był kolejny falstart. Bo, tak naprawdę, nic ciekawego i oryginalnego od biskupa młodzież się nie dowiedziała.
Rzeczywiście, zmieniła się sceneria. Ordynariusz już nie stał sztywno, jak kościelny wysokiej rangi hierarcha; przeciwnie - siedział przy okrągłym stole w towarzystwie dwu uroczych dziewcząt i nieco napuszczonym szefem zielonogórskiego duszpasterstwa młodych, Bartłomiejem Dobrzyńskim. Nazwisk dziewcząt – nie poznaliśmy. Były filiżanki i jeden kawałek ciasta na stole. Wnętrze eleganckiego pomieszczenia przyciemnione, z palącymi się kinkietami, choć za oknem był jasny dzień. Kamerzysta dokonywał kilkanaście zbliżeń, co urozmaiciło statyczny obraz. Ordynariusz też pozbył się początkowej, namaszczonej sylwetki.