Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10919 miejsce

Drugie życie Premier League. Zakończył się jeden z najbardziej zaskakujących sezonów w historii

O zmianach, które czekają fanów Premier League już od sierpnia, czyli początku nowego sezonu. Czy będą to zmiany na lepsze?

 / Fot. AP Photo/Frank AugsteinNiespodzianki

Wczoraj oficjalnie do historii przeszedł 24, sezon Barclays Premier League – prawdopodobnie jeden z najbardziej zaskakujących i niezwykłych w swej historii. Niech o wydarzeniach z tego sezonu przemówią liczby – 5000 do 1 Ł płacone za zwycięstwo Leicester w Premier League. Chelsea, mistrz Anglii, w drugiej dziesiątce? 250 do 1. Jeśli jakiś fan pod wpływem natchnienia bądź stanu upojenia alkoholowego zdecydowałby się na takie zakłady, mógłby przeliczać pieniądze. Leicester sięgnęło po tytuł dwie kolejki przed końcem, a Claudio Ranieri w końcu sięgnął po upragnione trofeum.

Ostanie dziewięć, niewiarygodnych miesięcy to radość dla postronnych kibiców, którzy na własne oczy doświadczyli, że pieniądze nie oznaczają gwarancji sukcesu. Sezon ten ma jednak również drugą, ciemniejszą stronę medalu. Premier League dobiła do ściany. Angielskie kluby od kilku lat nie mają się czym chwalić na arenie europejskiej, rok w rok ponosząc wyjątkowo wstydliwe porażki (Odpadnięcie Chelsea w fazie grupowej w sezonie 12/13, blamaże Manchesteru City czy tegoroczny Manchesteru United), a Premier League z ledwością utrzymała 3 miejsce w rankingu lig, broniąc się przed atakiem zdecydowanie uboższej Serie A. Także ogromne kwoty wydawane na przeciętnych piłkarzy (14 mln Ł za Townsenda) czy bajońskie sumy płacone przeciętniakom (Tygodniówka Jonjo Shelveya ze słabego Newcastle jest wyższa niż Neymara). Oczywiście można również stwierdzić, że wcale nie jest tak źle, Premier League to najbardziej wyrównana i najlepsza liga na świecie, a wyniki w Europie wynikają z przypadku.

Pytanie brzmi - czy może być gorzej? Owszem, może. Niewykluczone również, że nadchodzące sezony będą dla klubów po prostu wspaniałe. Czy właściciele, kibice i trenerzy wspólnie sforsują ową ścinane, czy jednak będzie to przysłowiowe bicie głową w mur?

Heavy metal football

Jak na razie można stwierdzić, że w Anglii następuje tzw. „dobra zmiana”. Co prawda nie od dziś wiadomo, że nie jest to kraj postępowy, a taki, który trzyma się wcześniej sprawdzonych metod, ale również tam powoli wzrasta świadomość, że bez zmian się nie obejdzie. Pierwszym sygnałem było zatrudnienie Claudio Ranieriego w Leicester. Przyznaję; byłem przekonany, że skompromitowany pracą z reprezentacją Grecji Włoch z hukiem zleci z Leicester z ligi. Jednak jak to trenerzy wywodzący się z Półwyspu Apenińskiego mają w zwyczaju, wiedza taktyczna pozwoliła odnieść „Tinkermanowi” niesamowity sukces.

Kolejny przykład to zatrudnienie Jurgena Kloppa. Jego „geggenpressing” odmieniony został już przez wszystkie przypadki, a „heavy metal football” to synonim ofensywnej, bezpośredniej gry. Niemiec pracuje jak na razie na materiale, który zakupił mu poprzednik, ale mimo to były szkoleniowiec Borussi zdołał odcisnąć na klubie swoje piętno, czego najlepszym przykładem niech będzie niedawne spotkanie z byłym pracodawcą Kloppa, wygrany przez „the Reds” 4-3.

Wreszcie Rafael Benitez – do stycznia pracujący w jednym z największych klubów świata, Realu Madryt, teraz nie zdołał obronić się przed spadkiem z Newcastle. Paradoksalnie może on w jednym sezonie przyczynić się do zdobycia przez Real Ligi Mistrzów, jednocześnie mając w CV spadek z Premier League z Newcastle. Już sam fakt zatrudnienia tak utytułowanego szkoleniowca w klubie takim jak Newcastle musi wywoływać podziw, to na dodatek Benitez poważnie zastanawia się nad kontynuacją pracy z Newcastle klasę rozgrywkową niżej. Co to oznacza? Prawdopodobny koniec marazmu dla „Srok”. Z takim zapleczem finansowym i doświadczonym strategiem jak Benitez, Newcastle nie tylko mogłoby szybko wrócić do elity, ale również solidnie w niej zamieszać. Czy tak będzie? Okaże się w nadchodzących dniach.

Nowe miotły

Nadchodzący sezon powinien przynieść kolejną porcję świeżości – już wiadomo, że w Anglii pracę zaczną Pep Guardiola i Antonio Conte, a bardzo prawdopodobny jest również powrót Jose Mourinho. W życie wchodzi także nowa umowa telewizyjna, która zagwarantuje klubom 5 miliardów Ł do podziału, czyli 70 % więcej niż poprzednio. Kluby z Premier League już teraz wydają zdecydowanie najwięcej na transfery, a kolejne dochody wpłyną tylko pozytywnie na wydatki. Rzecz w tym, aby wydawać roztropnie, na straży czego stoi jednak Financial Fair Play.

Głównym powodem optymizmu są jednak osoby menadżerów. Tematu ich pracy nie można nie rozwinąć, więc na dobry początek statystyki – w dziesiątce zespołów grających krótkimi podaniami w pięciu najlepszych ligach nie ma żadnego klubu z Anglii. Mało? W dziesiątce klubów najczęściej wybijających piłkę spod własnej bramki osiem pierwszych miejsc zajmują kluby z Anglii.

W takich warunkach przyjdzie rozpocząć pracę Pepowi Guardioli w Manchesterze City. Menadżer, który w ciągu 7 lat swojej kariery siedmiokrotnie doprowadzał swoje zespoły do półfinału Ligi Mistrzów, bez wątpienia stoi przed największym wyzwaniem w swojej karierze. Wydawało się, że podwaliny pod maszynę Hiszpana wybuduje Manuel Pellegrini, lecz mimo wielu uznanych nazwisk i ogromnych pieniędzy wydawanych na transfery, „Obywatele” ligę już dawno przegrali, często kompromitując się w meczach z czołówką (0:3 z Leicester, 1:4 z Tottenhamem). Zespół Pellegriniego wie, jak grać w ataku pozycyjnym, lecz błędy taktyczne Chilijczyka często prowadziły do utraty punktów. Tymczasem Guardiola od swoich piłkarzy w pewnych strefach boiska wymaga pełnego posłuszeństwa. Wyprowadzenie piłki dołem, gra w trójkątach, przemieszczanie się jak po sznurku – tego świadkami byliśmy zarówno w Barcelonie, jak i Bayernie. Hiszpan trafia teraz do najbardziej konkurencyjnej, a zarazem najbardziej chaotycznej ligi.

Guardiola eksperymentów się nie boi, co pokazał przede wszystkim w Bayernie, decydując się w pojedynczych spotkaniach na taktykę 2-6-2. Zespoły Hiszpana od zawsze imponowały również celnością podań i posiadaniem. Menadżer Bayernu nie ukrywa jednak, że potrzebne są wzmocnienia i klub już pracuje nad transferami. Głośno mówi się zwłaszcza o Ilkayu Gundoganie i Aymericu Laporte, którzy doskonale pasują do charakterystyki Pepa - obaj zawodnicy, choć grający na różnych pozycjach, doskonale panują nad piłką i świetnie radzą sobie z grą pod presją. Wydaje się, że jeśli któryś z zespołów w Premier League ma wykonać najszybszy skok jakościowy, będzie to właśnie Manchester City. Tym bardziej, że stronie organizacyjnej klubu niewiele można zarzucić. Zatrudniono w klubie byłego dyrektora Barcelony, Txixiego Berguistana, aby usprawnić szkolenie młodzieży w klubie, a także wybudowano nowy ośrodek treningowy.

Szkolenie hiszpańskie jest prawdopodobnie najbardziej oddalone od tradycji brytyjskich, ale sprawdza się doskonale. Szefowie City trzymają się obranej drogi i krok po kroku stawiają podwaliny pod nowoczesny klub.

Włoskie szaleństwo

Zupełnie inaczej sprawa wygląda w Chelsea. Zwolnienie Jose Mourinho doprowadziło do chaosu. „The Blues” zakończą ten sezon w okolicach 10 miejsca, a od przyszłego sezonu rozpoczynają budowę od początku. Zadanie powierzono włoskiemu selekcjonerowi, Antonio Conte. Wielu podchodzi do tej decyzji sceptycznie, lecz włoscy dziennikarze nie mają wątpliwości – Antonio Conte zaskoczy brytyjskich ekspertów. Gdy Andrea Pirlo i Gianluigi Buffon mówią, że to najlepszy trener, z jakim przyszło im pracować, trzeba im wierzyć. Włoch zasłynął „odkurzeniem” ustawienia 3-5-2 w Juventusie, które przyniosło nie tylko pierwsze od wielu lat mistrzostwo, ale także sezon bez porażki w lidze.

W pierwszym dniu pracy w Turynie Conte po wejściu do szatni powiedział „Pora przestać być gównianymi.” i błyskawicznie wziął się do pracy. Efekty? 3 mistrzostwa w 3 sezonach pracy. Casus Chelsea jest podobny. Zespół notuje najgorszy sezon od ponad 20 lat, a piłkarze sprawiają wrażenie kompletnie rozbitych. Kibice domagają się wprowadzania młodzieży do pierwszego składu, podobnie jak zarząd. Włoch nie raz udowadniał, że ani charakteru, ani motywacji mu nie brakuje, jednak zadanie na pewno nie będzie łatwe. Od „the Blues” wymaga się trofeów, a tymczasem konkurencja w Premier League jest przeogromna. Fani Chelsea mogą być pewni, że klub będzie grał ofensywnie, czyli zupełnie inaczej niż u poprzednika, a jednocześnie mogą być pewni, że włoskie doświadczenie będzie procentowało. Wydaje się również, że młodsi zawodnicy dostaną swoją szanse w pierwszym zespole; wszakże to Włoch pokazał światu talent Paula Pogby.
Jedną z pierwszych decyzji Conte była decyzja o przedłużeniu kontraktu z kapitanem i żywą legendą klubu, Johnem Terrym.
Jednak selekcjoner reprezentacji narodowej już rozpoczął poszukiwania wzmocnień do klubu z zachodniego Londynu, kierując swój wzrok na znane sobie obszary – Serie A. Radja Nainggolan i Kostas Manolas to dwa główne nazwiska na liście życzeń 46-letniego menadżera.

Scheda Portugalczyka

Jose Mourinho mógł zawieść w ostatnim sezonie pracy z Chelsea, ale nie ulega wątpliwości, że wciąż ma on wiele do zaoferowania. Kolejny kierunek Portugalczyka? Wymarzona praca na Old Trafford. W tym wypadku nie doszło do oficjalnego potwierdzenia (jeszcze), ale posada Louisa van Gaala jest zagrożona. Mimo iż obaj panowie współpracowali ze sobą pod koniec ubiegłego wieku w Barcelonie, ich podejście łączy tylko dyscyplina. Holender wymaga jednak schematów ofensywnych i utrzymywania się przy piłce, gdy tymczasem Mourinho jest zwolennikiem twardej defensywy i gry z kontrataku. Wydaje się, że druga, zakończona zwolnieniem przygoda z Chelsea dała jasny sygnał, że Portugalczyk jest trenerem, który wygra i odejdzie, gdyż jego styl pracy na dłuższą metę jest dla piłkarzy zbyt wyczerpujący. Niemniej, marzeniem Mourinho od zawsze było zaprzeczenie tej tezie. A gdzie ma spełnić swoje marzenie, jeśli nie w Manchesterze, gdzie długowieczność menadżerów jest znakiem rozpoznawczym klubu?

Także korzyści wynikające z zainteresowania byłyby nie do przecenienia. Nie od dziś wiadomo, że nikt nie potrafi uprawiać tzw. „mind games” jak Mourinho. Klub z Old Trafford, przeżywający po odejściu Sir Alexa Fergusona drobne problemy tożsamościowe takiej ikony potrzebuje jak ryba woda. Ewentualne przejście Mourinho do Manchesteru United byłoby również kontynuacją pasjonującej rywalizacji między nim, a Guardiolą. I to w klubach z tego samego miasta. To niewątpliwie mogłoby przenieść uwagę fanów z potyczek w Hiszpanii na brytyjskie boiska, ale na pewno wszyscy wyżej wymienieni trenerzy będą potrzebowali czasu na wprowadzenie swoich pomysłów w życie.

Przyszłość

Obecne lato zapowiada się niezwykle ciekawie i nie ulega wątpliwości, że zaczyna się obecnie okres, który zdefiniuje brytyjski futbol na najbliższe lata. Na Wyspach jest cała trenerska śmietanka futbolu – z gwiazd ławki trenerskiej brakuje tylko Carlo Ancelottiego i Diego Simeone. Niemniej, największe kluby są lub będą zarządzane przez uznane nazwiska. Rywalizacja między nimi zapowiada się pasjonująco. Lepszej okazji, aby powrócić na szczyty światowego futbolu może już nie być.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.