Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3113 miejsce

Drzewa, to dzięki nim mamy czym oddychać! Starcie tytanów (cz.3)

Gdyby nie potężne, wiecznie zielone obszary Ameryki Południowej, już dawno zabrakłoby nam tlenu.

Czytaj cz. I tutaj
Czytaj cz. II tutaj

leśna polana / Fot. Artur HampelTrwa walka cywilizacji z naturą. Co prawda wysiłki wielu państw zmierzają do ograniczenia emisji szkodliwych substancji w spalinach, w tym CO2, ale niestety natura nadal przegrywa z człowiekiem.

Co daje nam jedno średniej wielkości drzewo?
Jedno drzewo produkuje w ciągu roku mniej więcej tyle tlenu, ile zużywa dorosły człowiek w ciągu dwóch lat. Pamiętać musimy jednocześnie, że rośliny również pochłaniają dwutlenek węgla, który jest odpowiedzialny między innymi za efekt cieplarniany.

To tyle na temat jednego drzewa. A co dzieje się w skali globalnej?
Zacznę może od ubytków powierzchni leśnej na naszym globie. Otóż w ciągu 1 sekundy Ziemia traci około 1 ha lasów, co daje mniej więcej ubytek rzędu 30 mln hektarów lasów rocznie.

Zobacz też:
Starcie Tytanów: populacja - środowisko
Starcie Tytanów: urbanizacja - środowisko

W skali globalnej lasy wytwarzają około 26 mld ton tlenu, co stanowi ponad połowę rocznego zapotrzebowania wszystkich ludzi i zwierząt na Ziemi. Drastyczny spadek zasobów leśnych, będzie skutkował nie tylko brakiem potrzebnego nam pierwiastka. Zarówno olbrzymie kompleksy leśne takie jak Puszcza Amazońska, jak i mniejsze - np. mazurskie lasy, Puszcza Notecka czy Kampinowska, mają ogromny wpływ na tworzenie klimatu.

Jaka jest sytuacja Polski?
Otóż jako obywatele i rezydenci naszego państwa, możemy być z siebie dumni. Od kilku lat polscy leśnicy pracują z sukcesem nad zwiększeniem lesistości naszego kraju. Prace te kontynuowane są w dwóch kierunkach: powierzchniowo, jak również pod względem przyrostu masy drzewnej. Mówiąc w skrócie, lasów mamy coraz więcej, a drewna pozyskuje się mniej, niż go przyrasta.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Ciekawy materiał, a dyskusja pod nim bardzo rozbudowana, przekraczająca znacznie jego zawartość. Jest co czytać...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bartku, tak jak Ty uważam,, że troska o ostańce, o przyrodnicze matuzalemy jest istotna i niezbędna. Jest to przejawem innego spojrzenia na przyrodę, przejawem kultury i świadomości narodu oraz cechą jednostkowej ochrony przyrody. W lasach jest mnóstwo pozostawionych starych drzew, nie tylko dębów. Pozostawionych przez leśników z przyczyn emocjonalnych lub pozostawionych z przyczyn urzędowego uznania ich za pomniki przyrody (zdecydowanie rzadziej). Często mają one zwiazki z historią regionu czy kraju. Bardzo często są podporą i ostoją maleńkich kapliczek - też często związanych z osobnymi historiami ludzkich losów.
Osobiście uważam, że są cenne bardziej z przyczyn pozaprzrodniczych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie jestem leśnikiem tylko szeregowym ogrodnikiem. O drzewach pisałem już wiele, posadziłem ich tysiące.
Cywilizacji nie zdoła powstrzymać już nikt, można ją tylko lekko spowolnić. A żeby wrócić z powrotem w konary drzew, wystarczy tylko kilka naście dni no może tygodni braku prądu elektrycznego.
A tym czasem zabieram się do publikacji galerii drzew uchwyconych obiektywem w tak zwanym czasie polskiej złotej jesieni.
pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arturze
Podjąłem dyskusję, gdyż dostrzegłem brak związku w prezentowanych przez Pana tezach. Takim jest wiązanie przez Pana konieczności ochrony drzew z powodu produkowanego przez nie tlenu z użytkowaniem lasu poniżej jego naturalnego przyrostu. Dla nieświadomych w tym zakresie informacja: do niedawna praktykowano użytkowanie na poziomie 60-70 procent przyrostu, pozostawiając jednocześnie znaczne powierzchnie bez użytkowania (ile procent Panie Arturze: 5-10 czy 15?).
Obrazowo tłumacząc, założono zgnicie co trzeciego drzewa na obszarze Lasów Państwowych. Pan natomiast pisze: ”To, że część powalonych drzew ulegnie rozkładowi nie może zaszkodzić lasom jako zbiorowisku roślin i zwierząt a wręcz przeciwnie.” Nie wydaje mi się by miał Pan świadomość konsekwencji rozmiaru szkód, które nam zagrażają. Bo decydenci się właśnie spostrzegli i skorygowali założenia dotyczące rozmiaru masy przeznaczonej do zgnicia w nowej Instrukcji Urządzania Lasu. Lecz biorąc pod uwagę ilość powierzchni trwale wyłączanych z prac, jestem przekonany, że wciąż planowane jest zgnicie około 30 procent leśnych zasobów kraju! Wiem, że to dla Pana drobnostka. I dlatego nie zgadzam się na nazywanie mnie przeciwnikiem w dyskusji.
Jestem zdecydowanym wrogiem traktowania w ten sposób lasów , ludzi i kraju.
By w takiej sytuacji produkcja tlenu utrzymywała się na obecnym poziomie, należąłoby zwiększyć o 30 procent ilość igieł na sosnach i w podobnej proporcji dokonać rozmnożenia aparatu asymilacyjnego na pozostałych gatunkach drzew. Ma Pan takie możliwości, Panie Arturze?
W swoim komentarzu nie przytaczam przykładu "owiec" lecz przykład zgubnych dla środowiska decyzji. Wskazałem na podobną sytuację, której dziś jesteśmy świadkami na terenie Puszczy Białowieskiej. A może nie ma Pan świadomości co się tam dzieje? Uprzytomnię Panu, że właśnie jednym ministerialnym zawijasem przeznaczono na zgnicie lasy czterech puszczańskich nadleśnictw tylko dlatego, że miejscowe "wsiochy" nie chciały parku. Dziś już lasy tych nadleśnictw są w takim stanie, że nie dają nasion i owoców dla niewielkiej nawet produkcji sadzonek. Tak, wiem, że to nie ma związku z produkcją tlenu. Napomknąłem tylko, by uprzytomnić czytającym do czego prowadzi „warjakowstawo”.
Głośne akcje ekologistów przeciwko gospodarstwu leśnemu, leśnikom i lasom zasadzają się na koncepcji, którą Pan przedstawia w swoim artykule i komentarzach.
Z Pana komentarzy dowiadujemy się ponadto, że nie traktuje Pan człowieka jako pełnoprawnego składnika natury. Ten błąd tłumaczy niemal wszystko.
Traktowanie kornika lepiej niż człowieka?
Badania, prace oraz praktykę dnia, które przwołałem jednoznacznie wskazują, że w działaniach obecnie podejmowanych nie można liczyć na wzrost bioróżnorodności. A z pewnością nie można na nią liczyć w krótkim terminie (ok. 100 lat). Natomiast w dalszej perspektywie (200- 300 lat) też nie ma na to żadnej gwarancji. To klasyka ekologi. Pan natomiast ma inne przemyślenia i spostrzeżenia! To ile Pan lat już trwa?
Pozostawmy więc parki – parkom a Lasy – Lasom, Panie Arturze. Pańskie doświadczenia i przemyślenia, z przykrością zauważam, nie uwzględniają wyników badań, stanu rzeczywistej wiedzy, rzeczywistego obrazu stanu lasu (np.: jakoby pozostawiania na zgnicie jedynie gatunków liściastych) a wyobraźnia nie widzi co jest mu gotowane. Raz jeszcze namawiam Pana do studiów nad Ashem, co być może pozwoli Panu spojrzeć innymi oczy na rzeczywistość. Proszę nie patrzeć na nią przez pryzmat ideologi i propagandy.
Panie Arturze, proszę również nie traktować realnych przykładów, nauki i wiedzy na jakie wskazuję jako całkowitej negacji czegokolwiek, prócz tez, które mnie obruszyły.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szanowny Panie Robercie. Polemika z Panem jest prawdziwą przyjemnością. Sądzę, że w wielu kwestiach jesteśmy zgodni, jednakże postrzegamy pewne sprawy nieco inaczej. To wszystko o czym Pan pisał, między innymi o wieku rębności, pseudo ekologach, korzyściach wynikających z użytkowania lasu w zakresie pozyskania i sprzedaży drewna, miejscach pracy - to wszystko jest prawdą. Pytanie czy całą ?
To co w lesie pozostaje do zgnicia nie jest zjawiskiem zagrażającym leśnej gospodarce a jedynie regulującym kształtowanie pełnych biotopów. To, że część powalonych drzew ulegnie rozkładowi nie może zaszkodzić lasom jako zbiorowisku roślin i zwierząt a wręcz przeciwnie. "Przywoływanie owiec" nie do końca może stanowić adekwatną analogię do opisywanych zjawisk w lasach. Nie mogę się zgodzić z Pańskim twierdzeniem, że masa biologiczna pozostająca w lesie gwarantuje równowagę, bo ta została zachwiana już bardzo dawno temu. Pozostaje jeszcze pytanie co niektórzy mają na myśli używając pojęcia równowaga. Równowaga byłaby dosłownie wtedy, gdyby człowiek wcale nie eksploatował lasu gospodarczo. Już sama ludzka populacja naruszyła równowagę biologiczną świata o czym pisałem w innym artykule.
Gdzie więc jest złoty środek? Obawiam się, że go nie ma, są natomiast podejmowane inicjatywy zmierzające do pro ekologicznego gospodarowania lasami i ja się pod tym podpisuję, choć jak widać, również w Pańskiej osobie przeciwników takich działań nie brakuje. I może Pana zaskoczę, ale twierdzę, że to bardzo dobrze. Opozycja do pewnych inicjatyw poparta analizami i rzeczowymi argumentami powoduje, czy raczej powinna powodować ożywioną dyskusję i w efekcie jak najlepsze rozwiązania dla środowiska naturalnego. Bez słów krytyki i oponentów niemożliwy jest rozwój żadnej idei przeznaczonej do wdrożenia, w pozytywnym oczywiście tego słowa znaczeniu.
Naszą polemiką odbiegliśmy nieco od głównego przesłania mojego artykułu, ale to i dobrze.
Jeżeli chodzi zaś o teorie, które powielam w Pańskim przekonaniu, to proszę mi wierzyć, iż niczego nie powielam. Są to moje osobiste spostrzeżenia i przemyślenia. Jeżeli pokrywają się z wypowiedziami innych osób, które mają podobne zdanie do mojego, to nic na to nie poradzę.
To o czym Pan wspomniał, a co dotyczy wykorzystywania drewna przez ludzi, to można by było z Pańskiej wypowiedzi wnioskować, że w lesie gnije wszystko - to przecież nie prawda. Głównymi gatunkami, które pozostawiane są do rozwoju innych istot są przede wszystkim gatunki liściaste ( oczywiście nie tylko ). To właśnie te gatunki pozostawiają możliwości rozwoju wielu owadom, które są wpisane na Polską Czerwoną Listę Gatunków Zagrożonych. Przy okazji nie uważam, że niniejsze gatunki powinny mieć prawo do rozwoju wyłącznie na obszarach parków narodowych czy rezerwatów, bo to za chwilę może się okazać o wiele za mało. Przykładem mogą być nieco większe zwierzęta jak drop, który niebawem będzie uznany za gatunek wymarły, czy też ryś, który w Polsce ma ogromną "szansę" znaleźć się poza listą gatunkową występujących u nas zwierząt.
Podobnie jak większe zwierzęta tak i mniejsze powinny być objęte naszą troską o zachowanie ich dla przyszłych pokoleń. Natura ubożeje w skali światowej w zastraszającym tempie. To, że staramy się temu przeciwdziałać w naszym kraju, może spotykać się z krytyką co do sposobów ( wymagane byłoby wskazanie innych ) ale nie całkowitą negacją działań, bo to co najmniej nieuczciwe.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pozwoli Pan Arturze, że rozwinę teraz sprawę zgnilizny i związaną z nią wg Pana bioróżnorodnością.
Sprawę zgnilizny jak najbardziej trzeba wiązać z ograniczeniem użytkowania poniżej możliwości przyrostowych lasu. Masa biologiczna nie może się odkładać w czasie. Mówimy o żywych drzewach a nie o złocie – ono rzeczywiście się nie psuje. Ale by do niego (złota) dojść, to drzewo w odpowiednim momencie musi zostać ścięte i przerobione. Po to by podtrzymać eksperymenty, o których niżej. Drzewa, tak jak i ludzie, mają swój kres. Drzewa są wykorzystywane przez ludzi (Pan próbuje czegoś odwrotnego, Panie Arturze?). Można to zrobić gdy nie są jeszcze próchnem. Przypomnę więc, że każdy gatunek ma określone, naturalne możliwości trwania. Nie przesądza o tym ani leśnik ani ekolog ani nawet pseudoekolog. Każdy gatunek ma określony wiek rębności wynikający z jego właściwości biologicznych. Wykorzystuje się to w związku z potrzebami społeczeństwa na surowiec i pracę. Roczna strata przychodów rzędu 5 mld złotych to tylko strata w leśnictwie wynikająca z zaniechania prac właściwych dla Lasów Państwowych. Wielokrotność tej kwoty to strata całego społeczeństwa, któremu może z tej właśnie przyczyny podniesiono wiek emerytalny o 2 lata i zabrano fundusze zgromadzone w OFE (póki co jesteśmy przy leśnictwie i nie zamierzamy poszerzać tematu na inne dziedziny, np. autostrady, nieprawdaż?- choć to temat wbrew pozorom wcale nie odległy!)
Pisze Pan, Panie Arturze:„ Jest to krok do odbudowy populacji ogromnej ilości organizmów ( nie tylko zwierząt ), których liczebność drastycznie zmalała na przestrzeni kilkudziesięciu lat”.
Badania i publikacje na które wskazałem mówią dokładnie coś przeciwnego. Teorie, które Pan przedstawia to poprawna politycznie „nowomowa”, która nie sprawdza się ani w Tatrach ani w Puszczy Białowieskiej. Ale jest prezentowana w milionach egzemplarzy. O prawdzie ma świadczyć ten wielomilionowy nakład, Pan wybaczy Panie Arturze – przypominający gebelsowską szczekaczkę. Warto przy okazji wrócić do klasyka psychologii społecznej Solomona Ash’a.
Niemcy wyliczyli, że leśnictwo i przemysł drzewny dają im zdecydowanie większe przychody i korzyści niż przemysł samochodowy!
Masa biologiczna pozostająca w lesie po użytkowaniu jest wystarczającym gwarantem siły środowiska leśnego i rzeczywistej bioróżnorodności gwarantującej równowagę a nie „rządy kornika”. Eksperymenty powinniśmy ograniczyć na obszarach parków. Jak się kończą (np.: w Tatrach), świadczyć może wprowadzony „kulturowy wypas owiec”, który ma przywrócić szatę flory i fauny zniszczoną przez wygonienie owiec z hal w latach 50-tych XX wieku dokonany staraniem ówczesnych oszołomów ekologicznych. W wyniku przegonienia baców „osiągnięto” straty- sięgające ponad 50 procent ulubionej przez Pana bioróżnorodności. Za ten „kulturowy wypas” dziś nie płacą ekologiczni oszołomi lecz płaci podatnik. O innych stratach nie wspomnę.
W Polsce niczym nie udokumentowane idee nadrzędnej roli kornika w lesie ogłupiły bardzo wielu. Ale proste skojarzenia powodują, że oczy coraz szerzej się otwierają.
Z niedowierzaniem i przerażeniem.
Pozdrawiam również leśnym Darz bór - co traktowane dosłownie, jakże jest znaczące w całej dyskusji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rzeczywiście dyskusja z Panem trochę się rozwleka. Nie chce jednak pisać kolejnego osobnego artykułu na temat, który już poruszałem wielokrotnie. Temat, który generalnie jest związany z mottem jakie umieściłem pod swoim nazwiskiem na W24.
Zmuszony jestem podzielić odpowiedź na dwie części.
Na początek o lesistości:
Lesistość kraju nie jest zwiększana zgodnie z przyjętym Programem sejmowym - wciąż pozostaje poniżej średniej europejskiej. O tym mówią wnioski prof. Paschalisa zawarte w jego ostatniej publikacji. Można jdo nich dojść samemu bazując na ogólnie dostępnych danych. Można też, nie sięgając po nie, wskazywać na ogromne postępy, Panie Arturze. Mamy zresztą z tym do czynienia rokrocznie w Sejmie (prezentacja stanu lasu i zalesień).
Jakie mogą być lasy na gruntach porolnych – pyta Pan. Mamy ich już ponad 760 tys hektarów, pochodzących z zalesień 1945-1965. Są to lasy dostępne dla człowieka, dające opał, papier, deski a także grzyby, jagody, wytchnienie i bioróżnorodność większą niż na roli . Wszystkie dane wskazują, że wraz z wejściem do UE skala zalesień radykalnie się zmniejszyła (w latach 1991-2006 zalesiono łącznie ok. 276 tys. ha, czyli średnio ok 17 tys ha rocznie a po akcesji do UE w latach 2007-2010 zalesiono ok 32,7 tys. ha czyli średnio rocznie ok. 8 tys ha; łącznie zalesiono w mienionym niemal już ćwierćwieczu powierzchnię dwa razy mniejszą niż zaraz po wojnie ). Nie jest to oczywiście sprawa UE ale sprawa wewnętrzna Polski i realizowanych realnie priorytetów. Podsumowałem to jednym zdaniem w poprzednim komentarzu. Przypomnę: „Decydenci zdecydowanie bardziej wolą orzecha.”
Warto wyjaśnić czemu wolą orzecha: otóż każdy uchwalony przez sejm, czy odpowiedniego ministra program dopłat pozwala na wielokrotne korzystanie ze środków na tej samej powierzchni gruntu ale na zwiększanie lesistości już nie. Warto przy okazji wiedzieć, że w tym samy czasie ci co sieją pszenicę i robią dla nas chleb, wciąż nie mogą się doczekać dopłat w identycznej wysokości do tych obowiązujących w "Starej Europie" (choć PSL od dawna wspiera rządzących i to różnych opcji). Są więc "obywatele ziemscy" , którzy przez pięć lat prowadzą orzecha, później czerpią korzyści z innego rodzaju plantacji, których żywot jest krótki. W rzeczywistości nie daje to żadnych korzyści krajowi. Sejm jest oczywiście zadowolony z takiego postępu zwiększania lesistości kraju.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Robercie, poruszył pan jednocześnie kilka wątków i chcąc wejść w polemikę musiałbym napisać bardzo długi komentarz :)
Lesistość kraju jest zwiększana, można się jedynie sprzeczać jaka jest to skala, ale generalnie powierzchnie leśne są ściśle ewidencjonowane jak pan wie, więc pewnym wskaźnikom można zaufać. Oczywiście jeżeli mówimy o zwiększaniu lesistości, to jedynie możemy mieć na myśli grunty porolne. Jak wiemy super las tam nie wyrośnie, ale następne pokolenia drzew będą już miały właściwe warunki rozwoju. Jeżeli chodzi zaś o zgniliznę, o której pan wspomniał. Hmmm.. nie odnosiłbym tego do kwestii przyrostu i pozyskania drewna, bo skala wbrew pozorom nie jest aż tak wielka. Nie można jednak ukrywać, że obecnie pozyskuje się znacznie mniej drewna niż jeszcze 20 czy 15 lat temu ( nie wspominając już lat 70-tych czy 80-tych ) Więc do czego bym to odniósł? Otóż do tego co pan napisał, wyręczania parków narodowych. Jestem przekonany, że doprowadzenie do bioróżnorodności w naszych lasach poprzez powolne wprowadzanie mechanizmów nazwijmy to umownie "naturalnie kształtujących środowisko" jest ze wszech miar właściwe i pożyteczne. To nie pozostała część lasów wyręcza parki narodowe, tylko parki narodowe powstały dlatego, że w lasach zagospodarowanych naruszone zostały zależności biocenotyczne (brak spróchniałych pni, dziuplastych drzew, stojących drzew uschniętych itd.)
Obecnie zwraca się na to uwagę i moim zdaniem bardzo dobrze. Jest to krok do odbudowy populacji ogromnej ilości organizmów ( nie tylko zwierząt ), których liczebność drastycznie zmalała na przestrzeni kilkudziesięciu lat.
Którego profesora zatem jestem zwolennikiem? Osobiście nie będę się szufladkował wg takich kryteriów. Kształciłem się w pewnym kierunku i nauczyłem się wypracowywać własne zdanie w oparciu o nabytą wiedzę i doświadczenie. Nie twierdzę jednak, że jestem nieomylny, jednakże sądzę, że moje przemyślenia są merytorycznie uzasadnione.
Dziękuję panie Robercie za ciekawy komentarz. Z leśnym pozdrowieniem - "Darz Bór"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arturze, jestem leśnikiem i uważam tak jak Pan, że należy chronić drzewa i całą przyrodę. Nie tylko dlatego, że dają tlen.
Jednak wskazywanie z dumą na coraz większą skalę leśnej zgnilizny w Polsce (gdyż tym kończy się użytkowanie mniejsze od przyrostu) nie powoduje wzrostu produkcji tlenu. A wręcz przeciwnie. Teoria ta wprowadzana w życie pod presją ekologicznych środowisk, nie zawracających sobie głowy podręcznikiem profesora Zygmunta Obmińskiego, sieje spustoszenie w coraz szerszych kręgach. Swego czasu napisałem "Zrobieni w wariaka".
Proszę sięgnąć raz jeszcze do klasyka leśnej ekologii (Obmińskiego), poczytać prace prof. Bogdana Brzezieckiego czy prof Zajączkowskiego.
A może też jest Pan zwolennikiem teorii prof Gutowskiego, który wskazuje, że kluczowym organizmem lasu jest kornik - a nie żywe i dające tlen drzewo. Bo ostateczne konsekwencje wprowadzanych w LP biogrup, powierzchni referencyjnych, ekotonów, czy mikrosiedlisk nie mówiąc już o powierzchni ponad 170 tysięcy hektarów przeznaczonych niemal w całości na zgnicie (tyle co obszar wszystkich parków narodowych) z powodu występujących tam gniazd to krok w kierunku realizacji idei życia profesora Gutowskiego. Nieśmiało wspomnę, że Lasy Państwowe zgodnie z pierwotnymi zasadami nie powinny przejmować kompetencji Parków Narodowych, tak jak te ostatnie nigdy nie miały zamiaru przejmować ich od LP. Niszczenie gospodarczego znaczenia Lasów Państwowych wcale nie daje więcej tlenu. Tlen dają obszary zielone. A tych w lasach coraz mniej.
Również sprawa zwiększania lesistości kraju wkroczyła w fazę przepychanek statystycznych a nie realnego wzrostu. Decydenci zdecydowanie bardziej wolą orzecha.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.