Facebook Google+ Twitter

Drzewa umierają stojąc

Ochrona środowiska, poszukiwanie nowych źródeł energii stały się popularnym tematem w mediach. Zmniejszamy emisję CO2, stawiamy farmy wiatrowe, w szkołach organizujemy konkursy wiedzy. Czy jednak na co dzień umiemy żyć w zgodzie z naturą?

W ostatnich latach ochrona środowiska, przedsięwzięcia o charakterze ekologicznym, poszukiwanie nowych źródeł energii stały się popularnym tematem w mediach. Politycy tworzą plany zmniejszania emisji CO2, w miastach i gminach rajcy instalują niezliczone farmy wiatrowe, w szkołach i przedszkolach organizuje się zajęcia i konkursy o tematyce ekologicznej.

Mam jednak nieodparte wrażenie, że w tym całym ekologicznym zapędzie mówimy nie o tym co najważniejsze i pierwotne. Jak byśmy umieli patrzeć jedynie przez pryzmat wielkich liczb i dużych obszarów a nie zauważali, że park czy las składa się z pojedynczych drzew, dzięki którym żyje nam się i zdrowiej i ładniej. A przecież powinniśmy wiedzieć, że to właśnie drzewa wokół nas spełniają niebagatelną rolę. To one pochłaniają i neutralizują substancje toksyczne, takie jak: dwutlenek węgla, dwutlenek siarki oraz metale ciężkie (ołów, kadm, miedź, cynk) a świerkowy żywopłot, posadzony wzdłuż ruchliwej ulicy, potrafi zatrzymać do 70% zanieczyszczeń. Gdy dodamy do tego, że jedno drzewo produkuje w ciągu roku tyle tlenu, ile zużywa człowiek w ciągu 2 lat życia to nasze wyobrażenie o roli roślin w świecie będzie pełniejsze. Nie mniej ważną rolę spełnia roślinności w konstruowaniu praktycznego i estetycznego otoczenia człowieka. Stąd też zakładanie żywopłotów, obsadzania drzewami parkowych alei, placów zabaw dla dzieci. Stąd też odwieczna tendencja odgradzania drzewami od głównych ulic kaplic, kościołów czy cmentarzy, które z natury rzeczy kojarzą nam się z powagą, ciszą i spokojem.

Wciąż jednak okazuje się, że tych zasad nie rozumiemy lub zwyczajnie je ignorujemy. Coraz częściej z najbłahszych powodów podejmujemy decyzje o likwidacji skwerów czy wycince drzew zarówno w miastach jak i na wsi. Raz po raz słychać protesty oraz pretensje pod adresem lokalnych władz związane z radykalnym zmniejszaniem powierzchni zielonych na ich terenie. Najczęściej jednak protestujący są zupełnie bezsilni. Szczególnie w sytuacjach, gdy nie mają wpływu na podejmowane decyzje bo zwyczajnie nikt ich o takich decyzjach nie informuje. Jedyne co wtedy pozostaje to poczucie gniewu a zarazem bezradności w reakcji na sytuację dokonana.

W ostatnich latach miałem okazję takiego uczucia doświadczyć przynajmniej trzykrotnie. Być może były inne przypadki jednak nic mi o nich nie wiadomo. Pierwsza z takich sytuacji miała miejsce w roku 2013, kiedy przystąpiono do budowy wiaty i miejsca na ognisko przy miejscowym gimnazjum. Ciekawy pomysł w trakcie realizacji wprawił w osłupienie nie tylko pracowników szkoły ale i część młodzieży, która na własne oczy mogła zobaczyć czym stają się w zderzeniu z rzeczywistością przyswajane na zajęciach ideały miłości przyrody ojczystej. Przykro było patrzeć, kiedy spośród rzędów kilkunastoletnich modrzewi wycinano sztuka po sztuce by potem pociąć je w drągi a gałęzie spalić przed szkołą. / Fot. Krzysztof Masłowski Powód? Tak naprawdę nigdy go nie poznaliśmy. Może chodziło o to, że za jakieś trzydzieści lat któryś z dorodnych modrzewi zagrozi budynkowi szkoły. Mało to jednak przekonujące. Mamy więc za szkołą ładną wiatę, ławeczki i miejsce na ognisko. Nie wiem za jaką kwotę je wybudowano lecz wciąż twierdzę, że przepłacono bez sensu dodając do ceny kilkadziesiąt modrzewi, które mogły do dzisiaj zdobić przyszkolny teren.  / Fot. Krzysztof Masłowski

Jesień tego roku była wyjątkowo piękna. W słoneczne dni drzewa dodawały nam otuchy listowiem pokrytym paletą barw od zieleni do brązu. Przeważające wśród nich żółć i złoto prezentowały się wyśmienicie na niebieskim październikowym niebie. Cieszyło mnie to tym bardziej, że sprzyjało realizacji mojej pasji do fotografowania przyrody. Jednak któregoś z tych dni w okolicach szkoły znów usłyszeliśmy złowieszczy odgłos łańcuchowej piły. Tym razem okazało się, że wyrok śmierci otrzymały dostojne, kilkudziesięcioletnie modrzewie rosnące przy rogu jednej z przyszkolnych uliczek. I znowu to zaskoczenie i bezradność, i znowu ten brak słów, gdy młodzież przechodząc koło stosu gałęzi i jeszcze żywego pniaka pytała - dlaczego?  / Fot. Krzysztof MasłowskiZnów mogłem powiedzieć, że jestem tak samo jak oni zaskoczony, że nie rozumiem decyzji, że nie mam wiedzy. No bo tak naprawdę jaka mogła być przyczyna unicestwienia tych pięknych drzew? Jakaś inwestycja, której realizację modrzewie uniemożliwiały? A może, jak domyślają się niektórzy uczniowie, kierowcom gimbusów trudno było manewrować na tym zakręcie? Lecz przecież w takim przypadku rozsądny gospodarz dokonałby przycięcia gałęzi do wysokości 2-3 metrów a nie wycinał kilkudziesięcioletnie, zdrowe drzewa.  / Fot. Krzysztof Masłowski

Tego roku uroczystości Wszystkich Świętych miały szczególną oprawę. Pogoda dopisała a na samym cmentarzu wyświęcano nowy, odrestaurowany obelisk na Mogile Zbiorowej Ofiar Niemieckich Okupantów. Harcerki i harcerze z 12 DSH Solaris wystawili honorowe warty a ludzie po odwiedzeniu rodzinnych grobów tradycyjnie przychodzili postawić znicz u stóp mogiły odwetowej zbrodni z 1944 roku. Większość pozytywnie oceniała nowy obelisk, chwaliła pomysł zachowania poprzedniego kształtu, z uznaniem odnosiła się do usunięcia kontrowersyjnej inskrypcji nawiązującej do okresu tzw. "władzy ludowej". Inni w rozmowach nawiązywali do harcerskich wart wspominając jak kilka lub kilkadziesiąt lat temu sami pełnili je przy pomniku. Wkrótce jednak większość rozmów zeszła na temat wycinki drzew jakiej dokonano na granicy cmentarza z ulicą Wojska Polskiego właśnie w okresie poprzedzającym Święto Zmarłych. Wśród ludzi miejscowych wyraźnie zaznaczały się dwie opinie. Jedna przeciwna wycince i druga, którą określić by można mianem "a może tak będzie lepiej". Zupełnie inaczej brzmiały zdania wygłaszane przez osoby, które przyjechały na groby swoich krewnych z pobliskich ale i odleglejszych części kraju. Ci jednoznacznie negatywnie odnieśli się do kwestii wycięcia dorodnych drzew oddzielających część cmentarza od ulicy.  / Fot. Krzysztof MasłowskiTrudno tu przytaczać wyrażane w emocjach opinie bo zarówno te dotyczące decydentów w sprawie jak i administratorów cmentarza do pochlebnych nie należały. Wręcz przeciwnie stawały się wyrazem czegoś co nazwać by można mieszanką smutku, frustracji i zdecydowanej krytyki. Kilka łagodniejszych wypowiedzi brzmiało mniej więcej tak:
- Powiedzcie kto wpadł na taki pomysł? Komu te drzewa przeszkadzały?
- Wie pan, nic się nie mogło stać bez wiedzy proboszcza i wójta. Nie jestem pewna ale może i rada parafialna się zgodziła.
- Wśród nazwisk na tej mogile jest mój krewny i dlatego jestem tu co roku. Piękny jest ten nowy pomnik ale po co wycinali tę piękną brzozę? Dawała cień i trochę oddzielała to miejsce od reszty cmentarza. Szkoda...
- Co oni tu narobili? Co to za niedorzeczny pomysł wycinać takie drzewa na cmentarzu. Zawsze opowiadaliśmy znajomym, że cmentarz w Rutce-Tartak ma swoisty urok właśnie dzięki tym starym drzewom i położeniu na zboczu. Wielu z naszych krewnych i znajomych twierdziło, że jest to jeden z najpiękniejszych cmentarzy w regionie. Niestety, odsłonięcie całego zbocza poprzez wycinkę drzew spowodowało nieodwracalną zmianę wizerunku cmentarza na gorszy. Trudno pochwalać taką decyzję. / Fot. Krzysztof Masłowski
Harcerze, mimowolnie przysłuchując się rozmowom dorosłych, bez zmrużenia oka w postawie zasadniczej oddawali cześć ofiarom okupantów...
Szkoda, że tak często nasze doraźne decyzje nie biorą pod uwagę bliskich i dalszych czasowo konsekwencji. Podejmując je bez konsultacji często narażamy się na ostrą nieraz krytykę. Stawiając ludzi w sytuacjach dokonanych, jakby na własne żądanie narażamy się na oskarżenia, iż postępujemy w sposób autorytatywny nie licząc się ze zdaniem społeczności. Przedstawione wyżej sytuacje mogą jedynie potwierdzać te opinie.
Być może przedstawione wyżej fakty i podejmowane w ich sprawie decyzje miały swój głębszy sens i być może da się je logicznie uzasadnić. Jednak możliwe to będzie tylko wtedy, gdy sens takich działań będzie jasny i powszechnie znany. W innym przypadku oparta na domysłach czy półprawdach krytyka będzie miała swoje uzasadnienie. Tak samo jak wynikające z dotychczasowych, nienajlepszych doświadczeń przewidywanie przyszłych działań. Na przykład takich, jak krążąca obecnie przepowiednia wyroku śmierci dla rosnącego od dziesięcioleci w centrum rutczańskiego cmentarza dostojnego dębu.
Czy znowu będziemy głupi przed szkodą?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.