Facebook Google+ Twitter

Duszoszczypatielnyje, czyli wierność bez ślubu

Pani Marta Jenner wybaczy, proszę, że podejmuję „psi” temat, kiedy jej tekst pt. "Psi żywot" jest aktualnie komentowany. Ale - to nie konkurencja. To się zdarzyło dzisiaj i musiałam…

„Uwieszona na drugim końcu psiej smyczy, nosi jak dawniej, przedwieczną damską torebkę, ale tej wielkiej, wypchanej, już nie.”

Takie zdanie zawiera moja opowiastka o dwojgu ludzi, o których losie zadecydowała wódka. Końcowy akapit niósł wprawdzie wątły płomyczek nadziei, ale nadzieja sobie, a życie sobie. Nie wszystko poszło dobrze, ale w dzisiejszej historii ważny jest trzeci członek tej rodziny, a mianowicie - pies.

Rasowy, jeden z najdłuższych jamników jakie w życiu widziałam, po wyjeździe Reni miewał kiepskie chwile, kiedy „tatuś” w pijanym widzie zapominał go wyprowadzić na spacer. Szczekanie i wycie rozlegało się czasem przez całą dobę; nic więc dziwnego, że w momencie wywiezienia nieszczęsnego alkoholika na przymusowe leczenie, pies został oddany do schroniska, a następnie - podobno przez kogoś przygarnięty.

R., właściciel jamnika, a bohater mojej opowiastki, po kilku miesiącach wrócił ze szpitala i prowadzi, pod życzliwym okiem rodziny oraz kuratora spokojne, uregulowane życie. Przyjmuje leki, jest człowiekiem fizycznie podupadłym, ale przecież normalnym i spokojnym.
- Wiesz - mówi kiedy mijamy się czasem - miałem psa i chyba muszę sobie znowu kupić, bo taki jestem sam. Renia już nie wróci.
- A jak zachorujesz, to co z psem zrobisz? - pytam.
- No niby tak, ale sama wiesz…

Wiem, bo mam Fumcię, która po kilku miesiącach od mojego wypadku, wróciła w domowe pielesze. Znowu jesteśmy we dwie, znowu wychodzimy na spacerki, znowu obwąchujemy się z zaprzyjaźnionymi pieskami i handryczymy z konkurentkami sikającymi na nasze terytorium.
I oto dzisiaj, wracając z porannej przechadzki, Fumcia pognała na trawniczek, gdzie w odrośniętej trawie zaczęła coś obtańcowywać i zachęcać do zabawy. „Coś” uniosło długi, smutny pyszczek, wyprostowało zębaty, wychudzony grzbiet, usiłowało dowlec się do drzwi i… padło bez sił w trawę.

Nie miałam wątpliwości - nawet stara, czerwona obróżka ta sama! Rubinek! Wymęczony, wychudzony, słaby, ale przecież ten sam, przywlókł się nie wiadomo po jakich perypetiach pod własna klatkę i spędził noc w trawie pod murem. Zapominając o swoich 4 piętrach pognałam na górę po karmę, którą nieszczęsne psisko żarło razem z trawą i poszłam po R.,
- Słuchaj! Rubinek jest na dole!
- Chyba żartujesz!
Zbiegliśmy oboje; Rubinek wylizywał miejsce po chrupkach, szukając dokładki; R. osłupiały w pierwszej chwili porwał go na ręce i… reszty powitania już nie potrafię opisać. Wracałam do siebie stawiając kroki ostrożnie, bo przed oczami wszystko mi się jakoś dziwnie zamazywało.
Czy ktoś prócz psa, potrafi być taki wierny?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Chciałoby się dodać ... i żyli długo i szczęśliwie, wierny pies i jego Pan. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Marto - oczywiscie "Rubinek" to imie wymyslone na potrzeby tekstu i jesli jest gdzies jakis prawdziwy Rubinek - nie ma nic wspólnego z psim bohaterem mojego opowiadania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

a mówiłam.... łączmy się właściciele zwierzaków? :)))pozdrowienia dla Fumci od mojego kociego futra szt.2

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oj, rzeczywiście duszoszczypatielnyje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, oczywiście. Lessi. :) Pani Jadwigo. zazdroszczę i gratuluję genialnej pamięci. :)))
Pozdrowenia :))) dla Rubinka i Fumci.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Barbaro :) - nazywała się Lessi - była to suka rasy border collie, a film nosił tytuł "Lessie wróć" i powstało wiele jego wersji.
http://film.onet.pl/F,11463,1329727,1,artykul.html
Niezawodny wyciskacz łez dla starych i młodych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie dziwię się, że obraz sie zamazywał.
"wierny jak pies"
pamiętam z dzieciństwa była taka książka. Rodzice zapbrali dzieci i wyprowadzili sie, odjechali, o psie zapomnieli, nie zabrali, ale pies ich znalazł, szukał dzieci tak długo az znazł. Miał milion przygód. Nie mogę sobie przypomnieć jaki to tytyuł. .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Jadwigo, nie dziwię się, że Pani musiała. I czekam na doniesienia o dalszych losach Rubinka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.