Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15716 miejsce

Duzi chłopcy bawią się w wojnę?

"Dwóch naszych kolegów biegło po wybuchających ładunkach. Była to trudna przeprawa, ale udało się nam sforsować rzekę..."

Z Andrzejem Gładyszem, członkiem Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39",
odgrywającym rolę plutonowego 20 Pułku Piechoty Ziemi Krakowskiej rozmawia Kamil Wszołek.

Andrzej Gładysz podczas rekonstrukcji pracy szpitala wojskowego. Warszawa 2008 / Fot. Paweł CiołekRekonstrukcja historyczna to przywołanie dziś, wydarzeń minionych. Odgrywasz rolę plutonowego 20 Pułku Piechoty Ziemi Krakowskiej. Czy jesteś bardziej aktorem czy bardziej wojskowym?
- Myślę, że tu jest granica dosyć płynna i zależna od tego jaką idee w danym momencie chcemy pokazać. Raz jest się bardziej wojskowym, a czasami trzeba się wcielić w rolę aktorską. Nasza grupa rekonstrukcyjna jest czasem angażowana przez telewizję, w produkcjach filmowych. Trzeba się dostosować do wymogów kamery i jakoś tak z tych obowiązków wojskowego zrezygnować. Także trochę aktor, ale przede wszystkim wojskowy.

Jak wygląda techniczna strona organizacji takiej rekonstrukcji? Czy to jest zaplanowane, że padasz w konkretnej minucie, przy jakimś płocie, rowie itd. Czy to jest raczej spontaniczne działanie?
- Są odgórne ustalenia, które zakładają, że w tej części bitwy jest tylu zabitych, tylu rannych. W kolejnej tylu zabitych, tylu rannych itd. To jest uzgodnione wcześniej. Zawsze mamy wgląd do scenariusza przed bitwą, są próby takiej rekonstrukcji. Wszystko musi być zgodne z warunkami bezpieczeństwa i jak najbliższe prawdzie historycznej, wszystko to tez musi być przećwiczone i dograne. Także wiadomo zawsze wcześniej czy się zginie, czy przeżyje i ewentualnie w którym momencie.

Czy to jest niebezpieczne?
- Mówią, że niebezpieczna jest jazda samochodem. Natomiast tak na serio, to trochę chyba jest niebezpieczne. Na polu często rozmieszczane są ładunki pirotechniczne. Oczywiście robią to koncesjonowane firmy i zawodowi saperzy, którzy znają się na swoim fachu i robią to świetnie. Zawsze jednak istnieje jakieś ryzyko, że jakiś odłamek czy coś takiego może trafić w człowieka.

Wyry 2008 / Fot. wrzesien39.plJeśli podczas rekonstrukcji są używane ładunki pirotechniczne to jakie środki bezpieczeństwa trzeba zachować? Czy są jakieś strefy w których można się poruszać?
- Są wyznaczone strefy pirotechniczne. Również z bronią hukową czy salutacyjną, którą wykorzystujemy do rekonstrukcji trzeba uważać. Ale zasadniczo w historii polskich rekonstrukcji nie było jakiś poważniejszych obrażeń. W ciągu dziesięciu lat to chyba jedno stracone oko i jedno dosyć ciężkie poparzenie. Ale generalnie nie boimy się chyba.

A co z przypadkami, gdy jakiś młody adept sztuki rekonstrukcyjno-wojskowej nie zastosuje się do wyznaczonych standardów bezpieczeństwa? Emocje towarzyszące walce przecież są spore – można popełnić błąd, nie pohamować emocji.
- Zawsze jest to ogromne przeżycie emocjonalne. Ale tylko dlatego, że odtwarzamy kawałek historii. Starsi rekonstruktorzy już wiedzą o co chodzi. Młodszych często trzeba pilnować, bo mają tendencje np. do położenia się w polu pirotechnicznym. Trzeba ich jak najszybciej stamtąd ściągać. Ale ja nigdy nie miałem jakiś takich przygód, żeby się coś poważnego stało. Zasadniczo każdy rekonstruktor posiada przeszkolenie w zakresie obsługi broni powtarzalnej, którą się najczęściej się posługujemy.

Jaka to broń i jak ją zdobywacie na rekonstrukcje?
- Zasadniczo rekonstrukcja opiera się na replikach. Na czas jej trwania, licencjonowane firmy użyczają broni, które maja w swoim posiadaniu. Są to karabiny typu Mauzer albo Mosin. Niestety Kałasznikow też bardzo często wykorzystywany jest w rekonstrukcji kampanii wrześniowej. Jest problem z bronią maszynową, nie ma oryginałów, które się zachowały i które mogły by strzelać. Są repliki, ale to są zazwyczaj tylko odlewy, które są po prostu niesprawne.

Rekonstrukcja w Kosakowie. / Fot. Agata GładyszJak wygląda żołnierz-rekonstruktor w waszej grupie? Jak zdobyć replikę munduru?
- Nasza grupa posługuje się polskimi mundurami sukiennymi wzoru 36. Natomiast w przypadku sekcji niemieckiej mundurami M35. Mundury są szyte na zamówienie. Buty w piechocie to podkute trzewiki. Najczęściej wykorzystywane są w tym momencie w trzewiki Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego, ale trzeba w nich wprowadzić pewne zmiany – odpruć skórzany opinacz, który jest w górnej części buta. W kawalerii najdroższe są buty, bo kosztują ok. 700 zł. Nie można ich nigdzie kupić. Można je jedynie uszyć od podstaw. Na głowie rogatywka wojskowa albo furażerka. Oporządzenie to pas skórzany szyty i nielakierowany, na pasie dwie pary ładownic. Obok ładownic łopatka w skórzanej ramce i bagnet...

Używacie bagnetów w starciach wręcz?
- Teoretycznie bagnet powinien być wtedy użyty, ale w praktyce po kilku drobnych wypadkach, które miały miejsce raczej rezygnuje się z tego, żeby bagnet w ogóle zakładać na karabin. Tylko do wystąpień uroczystych takich jak defilady, uroczystości państwowe czy kościele. Na pasie chlebak, torba na maskę i tornister z kocem. Waga tego całego oporządzenia, które żołnierz nosi na sobie to ok. 20kg.

Rekonstrukcja w Przemyślu / Fot. wrzesien39.plA jak wygląda kwestia pojazdów z epoki?
- Rzecz jest skomplikowana. Jest kilka osób, które posiadają własne samochody. Najczęściej to niemieckie ciężarówki, polskie motocykle Sokół oraz przedwojenne niemieckie motocykle BMW w malowaniu zbliżonym do oryginałów, a często oryginały. Są także transportery opancerzone, nawet czołg Panzer II i niemiecki czołg rozpoznawczy. Mamy także jeden samolot. Zazwyczaj lata w barwach Luftwaffe, ponieważ mamy takie prawo, które zabrania latania jednostkom paramilitarnym z polską szachownicą.

Sprzętu jest dużo, kto to finansuje wszystko?
- Sfinansujemy to generalnie sami.

Czyli musi być to hobby i zarazem pasja?
- Tak, traktujemy to jak hobby, które daje też możliwość rozwoju własnej wiedzy. Czasami jesteśmy proszeni o pomoc przy okazji produkcji filmowych czy jakiś świąt i za to otrzymujemy jakąś gratyfikacje, ale generalnie cały ten osprzęt którego wartość wynosi ok. 3 – 3,5 tys. zł finansujemy sami. Na pewno ten, kto myśli o rekonstrukcji jako tylko o zabawie nigdy nie będzie prawdziwym rekonstruktorem, bo nie będzie w stanie nigdy takich pieniędzy zainwestować.

Kadr z filmu "Kleberg odszedł kleberczycy zostali". Andrzej Gładysz po lewej. / Fot. Krzysztof SilkowskiWspomniałeś o filmie...
- Nasza grupa brała udział w trzech większych produkcjach filmowych. Były to: „Kleberg odszedł, kleberczycy zostali”, „Generał polskich nadziei... Władysław Anders 1892-1970”, a tydzień temu zakończyliśmy zdjęcia do filmu „Żołnierze wyklęci” opowiadającym o oddziałach partyzanckich z Lubelszczyzny i Żywiecczyzny.

O rekonstruktorach różnie się mówi. Jedni są pełni zachwytu nad tym co przedstawiacie, a inni mówią o was – „duzi chłopcy bawią się w wojnę”. Powiedziałeś, że jesteś bardziej wojskowym niż aktorem, co zatem skłoniło cię do rozpoczęcia przygody z rekonstrukcją historyczną?
- Zamiłowanie do matki historii, patriotyzm, jakieś takie zapatrzenie w wojsko, w sylwetkę żołnierza polskiego w przestrzeni historycznej i społecznej. Warto pamiętać o tych którzy kiedyś o niepodległość Polski walczyli, przelewali za Polskę swoją krew i jest to też jakiś sposób na oddanie mi czci.

A sekcje niemieckie? To też ludzie z zamiłowania do mundury niemieckiego?
- Żeby pokazać wojnę muszą być obie strony. Tutaj też ogromny ukłon w stronę kolegów w niemieckich mundurach, bo na pewno nie jest to łatwe. Nie znam żadnej osoby, która występując z niemieckim mundurze szerzyła by faszystowskie ideały. Myślę, że to z zamiłowania do historii.

Rekonstrukcja w Kosakowie. / Fot. Agata GładyszUczestniczyłeś już w kilkudziesięciu rekonstrukcjach. Jakie wydarzenia najbardziej utkwiły ci w pamięci?
- Pierwsze wspomnienia – w 2005r. byłem gońcem w bitwie nad Bzurą. Kiedy przebiegaliśmy przez most pontonowy okazało się, że żołnierze biegnący po lewej stronie są ciężsi niż ci po prawej i most zaczął się przechylać i wpadać w wodę. Ale jakoś udało się sforsować rzekę. Też takim miłym wspomnieniem było pierwsze spotkanie z prawdziwą pirotechniką. Ładunki były umieszczone w wodzie – słupy wody wypadały na kilkadziesiąt metrów wysokości w górę za naszymi plecami. Także pierwszy kontakt z bronią palną – nawet po przeszkoleniu ręce drżały.

A jakieś ciekawe wydarzenia z tego roku...
- (...) w kwietniu podczas rekonstrukcji przeprawy przez Wisłę udało się pokazać nalot samolotu niemieckiego na pozycje piechoty polskiej. Dwóch uciekających piechurów zostało zestrzelonych przez samolot z broni pokładowej. Odbyło się to z efektem pirotechnicznym. Właściwie dwóch naszych kolegów biegło po wybuchających ładunkach.

Kto organizuje takie rekonstrukcje?
- Jeśli chodzi o organizacje tych imprez to są to inicjatywy zazwyczaj samorządowe. Gmina lub powiat chcą pokazać kawałek swojej historii i właśnie w tym celu wykorzystują rekonstruktorów. Scenariusze piszą zazwyczaj zawodowi historycy albo historycy amatorzy, tacy którzy w tych wydarzeniach orientują się najlepiej. Ale robią to na potrzeby, czy na zamówienie lokalnych samorządów.

Rekonstrukcja - Efekty pirotechniczne na polu walki. / Fot. wrzesien39.plKtóre rekonstrukcje w Polsce są najlepsze? Które warto zobaczyć?
- Dla kogoś kto ogląda to pierwszy raz myślę, że każda będzie ciekawa. Natomiast dla osób które mają ochotę większe wrażenia to polecam rekonstrukcje organizowane w Przemyślu przez Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznych. Naprawdę stoją na najwyższym poziomie. W tym roku podczas rekonstrukcji wypadły okna w urzędzie miasta – i było to o dziwo zaplanowane! Również w środku miasta było pokazane bombardowanie przez niemieckie lotnictwo – wybuchy praktycznie na terenie starego rynku w Przemyślu – efekt niesamowity! Taką sztandarową rekonstrukcją chyba najbardziej znaną w Polsce jest Bzura. Natomiast bardzo ciekawie zapowiada się rekonstrukcja w Mławie. Również godna polecenia jest impreza organizowana przez Stowarzyszanie Lądowa Obrona Wybrzeża tzw. Kępa Oksywska niedaleko Gdyni.

Gdzie w najbliższym czasie można was spotkać?
- 14 września Bitwa nad Bzurą, 20-21 września Tomaszów Lubelski, 27-28 września Łowicz, a wcześniej 23-25 września V Lubelski Festiwal Nauki na którym również występujemy ze swoim projektem dotyczącym kampanii wrześniowej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

iRoYitevHMfAJPum
  • iRoYitevHMfAJPum
  • 22.02.2012 09:23

Gary pisze:Tylko wtedy, gdy pewriszy kontakt ins wlasciciel domu, zrobisz komus wyslac odpowiedz na oferte, a nastepnie powinny one zajmowac sasiadow. W ten sposob, nie klotnie, byl wypadek i gowno sie dzieje. Brzmi jak widzieli krowy i chca wiadro. Czy wielkosci i grubosci, a jesli wyplacone nagrody. Istnieje rowniez opcja, jesli nie ins. maja firmy do wyboru przedstawienia kosztorysu, upewnij sie, ze zwroca sie do sasiadow o pozwolenie, aby ja przejsc na ich wlasnosc. Jesli nie zarzadzenia miasta przed strzelnica bb i problemy spotkanie, zadzwon do policji, aby wypelnic sprawozdanie z wypadku. I mial zastapic dwa pelne drzwi balkonowe do $ 1,000.00 tylko dac wyobrazenie o prics.

Komentarz został ukrytyrozwiń

duzy plus;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetne zdjęcia i bardzo fajny pomysł :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kolejny świetny wywiad ;) Pozdrawiam również Andrzeja!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.