Facebook Google+ Twitter

Duży w małym był najszybszy

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2010-03-16 11:06

Pierwsza tegoroczna eliminacja Włocławskiego Mistrza Kierownicy toczyła się w ekstremalnych warunkach. Kończąca się zima jeszcze raz dała znać o sobie. Nic więc dziwnego, że niespodzianek nie brakowało.

Tomasz Andrzejewski efektowną jazdą niestety nie zdobył podium, ale liczne owacje kibiców i zawodników. / Fot. Michał JasińskiPierwsza runda WMK 2010 zbiegła się w czasie z inauguracją sezonu Formuły 1. W związku z tym obsada zawodnicza była trochę mniej liczna niż zazwyczaj.

- Bardzo możliwe, że właśnie to zatrzymało część startujących w domach - mówi Piotr Zasada, dyrektor imprezy. - Swoje trzy grosze do tego dołożyła jeszcze pogoda.
U progu wiosny zima faktycznie pokazała, że jeszcze nie odpuszcza. Na placu przy ul. Celulozowej i w porcie, gdzie odbywały się próby, było chłodno i nieco wietrznie. Padający chwilami mokry śnieg dawał się we znaki obsłudze imprezy, kibicom i kierowcom. Tym ostatnim zimowa aura szczególnie przeszkadzała w trakcie przejazdów. Kilkunastokilometrowa trasa, podzielona na dwanaście OS-ów, była tego dnia nie lada wyzwaniem. Kłopoty z utrzymaniem aut we właściwych torach jazdy mieli nawet doświadczeni zawodnicy. Breja pośniegowa i błoto były w niedzielę 14. marca przyczyną licznych kłopotów zawodników.

Galeria zdjęć z rajdu

Już podczas jednej z pierwszych prób spory problem miał Tomasz Andrzejewski, ubiegłoroczny zwycięzca cyklu WMK i główny faworyt tego sezonu. Jego Ford Fiesta XR2i wyleciał z trasy i przez przeszło minutę nie był w stanie kontynuować jazdy. Mimo, że zawodnik miejscowego Automobilklubu w kolejnych próbach sporo nadrobił, to jednak tak dużej straty nie udało mu się do końca zniwelować. O zwycięstwie w klasyfikacji generalnej tym razem trzeba było zapomnieć. Co prawda wygrał klasę trzecią, ale w "generalce" był dopiero, nomen omen, czwarty.
- Cóż, taka mała przygoda, ale takie są rajdy - stwierdza pan Tomasz.

Włocławian był niewątpliwie jednym z najbardziej widowiskowo jeżdżących tego dnia zawodników. Spora część startujących zdecydowała się na bardziej asekuracyjną jazdę. Jednak, żeby myśleć o końcowym sukcesie, nie można było się oszczędzać. Ryzyko najbardziej opłaciło się Łukaszowi Bajukowi i Marcinowi Sztombierskiemu. Obaj do ostatniego odcinka walczyli o zwycięstwo w zawodach. Kierowca z Płocka jadący BMW E36 320 ostatecznie okazał się nieco wolniejszy. Wygrał reprezentant Automobilklubu Włocławskiego.
- Bardzo cieszy to zwycięstwo, bo ubiegły sezon w cyklu WMK nie był dla mnie do końca udany - podkreśla Łukasz Bajuk. - W minionym roku skupiłem się przede wszystkim na Mistrzostwach Okręgu KJS. Udało mi się wygrać klasę drugą i załapać się na trzecie miejsce w "generalce". To moje największe dotychczasowe sukcesy sportowe. Przez to trochę odpuściłem sobie Włocławskiego Mistrza Kierownicy. W tym sezonie w naszym cyklu ponownie chciałbym zrobić dobry wynik.

Dodajmy, że włocławianin w latach 2006-2007 wywalczył tytuły WMK. Warto też wspomnieć, że wśród samochodów, które w niedzielę stanęły na starcie, jego VW Polo 1,3 było autem o najmniejszej pojemności silnika. Zwycięstwo wydawało się tym bardziej okazałe, jak spojrzało się na gabaryty kierowcy i pilota, jadących tym małym Volkswagenem.
Zarówno pan Łukasz, jak i jego brat Adam do ułomków bynajmniej nie należą i to niewielkie autko było naprawdę solidnie dociążone.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.