Facebook Google+ Twitter

"Dwa dni w Paryżu" - o seksie po francusku

Czy będąc ze sobą dwa lata można niewiele o sobie wiedzieć? Julie Delpy w swoim kinowym debiucie w zabawny sposób udowadnia, że to możliwe.

"Dwa dni w Paryżu" / Fot. Materiały prasoweAmerykanin Jack i Francuzka Marion, aby przezwyciężyć kryzys w związku, jadą na wakacje do Wenecji – raju dla zakochanych. W drodze powrotnej do Stanów Zjednoczonych, zatrzymują się na dwa dni w Paryżu u rodziców Marion. Zmierzenie się z duchami przeszłości i specyficznymi teściami okazuje się dla Jacka nie lada wyzwaniem.

Na pewno wielkim plusem filmu jest obecny na każdym kroku pieprzny humor. Ciekawie wypada spojrzenie na pruderyjną Amerykę oczami pozbawionych zahamowań Francuzów. Jack ma spore trudności z zaakceptowaniem bogatej seksualnej przeszłości swojej dziewczyny. Z drugiej strony sytuacja, w jakiej się znalazł, budzi współczucie – prawie każdy znajomy Marion, którego poznaje, okazuje się jej byłym kochankiem. Jakby tego było mało, przyszła teściowa z lubością wspomina epokę dzieci-kwiatów, kiedy to obowiązywała pełna swoboda seksualna, a teść tworzy rysunki pełne erotycznych podtekstów. To wszystko sprawia, że neurotyczny Jack, używający ironii jako oręża w walce ze światem, nie wytrzymuje.

„Dwa dni w Paryżu” to trafny obraz współczesnych trzydziestolatków. Wytrwanie w związku przez dwa lata z jedną osobą okazuje się wielkim osiągnięciem, a pozornie bliskie sobie osoby znają tylko część prawdy o sobie. Określenie „społeczeństwo neurotyków” nie byłoby w tym wypadku dalekie od prawdy. Interesujące i bardzo prawdziwe wydało mi się spostrzeżenie Marion o używaniu aparatu fotograficznego jako osłony przed rzeczywistością. Stojąc za obiektywem nie trzeba uczestniczyć w rozgrywających się wydarzeniach. Umożliwia to ukrywanie emocji.

Na pewno obraz Delpy straciłby sporo uroku gdyby nie wykonawcy głównych ról. Adam Goldberg świetnie odnajduje się w roli zagubionego, sarkastycznego Amerykanina, zaś Julie Delpy ukryta za allenowskimi okularami gra bardzo naturalnie. Wspólnie tworzą interesującą parę, której perypetie przykuwają uwagę widza. Warto dodać, że rodziców Marion zagrali prawdziwi rodzice aktorki, co okazało się być dobrym pomysłem.

Jeżeli to jeszcze nie wynika z powyższych akapitów, stanowczo polecam obejrzenie pełnej uroku komedii „Dwa dni w Paryżu”. Na pewno fani allenowskiego humoru nie wyjdą z kina zawiedzeni. Delpy jest jego godną następczynią.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

+... zaciekawiło

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Lucy recenzja jak zwykle palce lizać :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

to tak jak ja;-) Grają go jeszcze u Was? w łodzi już chyba nie;(

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cenię Delpy i jako aktorkę i jako reżysera, a na film się wybieram, tak samo jak wybieram się do Paryża. Tyle tylko, że do Paryża wybieram się jak sójka za morze ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

p.s! już samo słowo "związek" budzi mieszane uczucia;-) dodać 2 lata;) brzmi jeszcze gorzej;-) he,he

Komentarz został ukrytyrozwiń

Lucy;-) aparat chroni przed rzeczywistością;) albo czarne okulary;-)hi,hi,hi

Komentarz został ukrytyrozwiń

no właśnie ja chciałem wybrać się na ten film;) ale w końcu jakoś się nie wybrałem>; ale chyba warto! ;-) mmm; Paryż wciąż na mojej liście do zwiedzenia;-)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

ja w tym filmie odnalazłam jeszcze aspekt narodowych stereotypów i co z tego wynika. Film podobał mi się oraz utwierdziłam się w przekonaniu, że nie pojadę do Paryża;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.