Facebook Google+ Twitter

Dwa i pół dnia wędrowali do Maryi

Już 24 raz wyruszyła Sosnowiecka Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę. Przyciągnęła ponad 1200 osób. Pielgrzymi przez 2,5 dnia przeszli ponad 60 kilometrów, aby pokłonić się Królowej Jasnej Góry.

 / Fot. Diecezja SosnowieckaJasnogórskie pielgrzymowanie jest znane od wieków. Przed obraz Matki Boskiej Częstochowskiej przychodzili pieszo nasi przodkowie. Nie odstraszyły ich ani zabory, ani straszne widma wojen światowych. Dla nich ważne było aby dojść do celu, nieraz i kilkaset kilometrów, aby pokłonić się cudownemu wizerunkowi Czarnej Madonny, powierzyć jej swoje troski, podziękować za otrzymane łaski.
Jak można wyczytać ze źródeł, pierwsza piesza pielgrzymka na Jasną Górę wyruszyła we wrześniu 1626 roku z Gliwic, jako podziękowanie za ocalenie miasta przed wojskami duńskimi podczas wojny trzydziestoletniej. Piechurzy dotarli przed Czarną Madonnę 29 września, tego też dnia umieścili sztandar z wizerunkiem Maryi. Jako drudzy do Częstochowy wyruszyli mieszkańcy Kalisza w 1637 roku. Jako ciekawostkę można tutaj podać, że jej uczestnicy, jako jedyni w kraju, pokonują trasę w obie strony pieszo. Jest ona też uważana za najdłużej trwającą pielgrzymkę, ponieważ ani razu nie nastąpiła przynajmniej roczna przerwa w jej odbywaniu. Najsławniejsza chyba, warszawska pielgrzymka do Częstochowy, została zapoczątkowana 6 sierpnia 1711 roku i była podziękowaniem złożonym Maryi Pannie za ocalenie stolicy z zarazy. Trasa tej pielgrzymki liczy 248 kilometrów, które jej uczestnicy pokonują w 9 dni. Pielgrzymka kończy się 14 sierpnia, w wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.
Tradycja pielgrzymowania w naszej diecezji sosnowieckiej jest trochę krótsza. W tym roku w dniach 23 – 25 sierpnia ponad 1200 osób wyruszyło na XXIV Sosnowieckiej Pieszej Pielgrzymce na Jasną Górę. W 2,5 dnia piechurzy pokonali blisko 65 kilometrów, niejednokrotnie z pęcherzami, czy wręcz ranami na stopach, aby we wtorkowe popołudnie pokłonić się częstochowskiej panience.
Pielgrzymka rozpoczęła się w niedzielę, 23 sierpnia, uroczystą Mszą świętą sprawowaną w kościele w Będzinie-Syberce(zwanej podczas pielgrzymki żartobliwie Syberią) pod przewodnictwem księdza biskupa, jego ekscelencji Grzegorza Kaszaka. Ksiądz biskup wrócił o 4 nad ranem z uroczystości jakie miały miejsce poprzedniego dnia w Warszawie, toteż jego obecność na Mszy świętej, a także wygłoszone kazanie, było czymś niezwykłym. Kazanie w tym roku opierało się na haśle tegorocznej pielgrzymki na Jasną Górę, które jest takie samo przynajmniej dla większości pieszych pielgrzymek w tym roku – „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”(Mk. 1,15). Jest ono ściśle związane z ogłoszonym przez papieża Franciszka Rokiem Życia Konsekrowanego. Podczas kazania padły ważne dla każdego katolika pytania: czy na pewno jesteśmy nawróceni? Czy wierzymy w to, co głosi Ewangelia? Za kim idę? Kogo słucham? Warto aby każdy z nas odpowiedział sobie na te pytania w głębi duszy nie tylko w obliczu pielgrzymki, ale i całego swojego życia.
Po zakończeniu nabożeństwa, uzyskaniu biskupiego błogosławieństwa na drogę oraz odśpiewaniu pieśni „Jest zakątek na tej ziemi” pielgrzymi wyszli przed kościół, aby uformować się w odpowiednie grupy, które najczęściej, chociaż nie było to regułą, składały się na dekanaty. Wszystkich grup było 14, a ostatniego dnia dołączyła do nas 15 grupa – dekanat siewierski. Na każdą grupę składał się przewodnik pielgrzymki będący kapłanem, kilku kierujących ruchem drogowym oraz niekiedy ojciec duchowy. Każda grupa niosła też emblematy rozpoznawcze oraz cztery flagi z symbolami Światowych Dni Młodzieży, które w przyszłym roku będą się odbywały nie tylko w Krakowie, ale też we wszystkich diecezjach naszego kraju. To chyba kolejny, obok hasła, ogólnopolski znak tegorocznych pielgrzymek.
Pierwszy, tzw. śniadaniowy postój, mieliśmy zaledwie kilka kilometrów od rozpoczęcia trasy naszej pielgrzymki, w parafii p.w. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny mieszczącej się na Będzinie – Łagiszy. Tam, zaraz po przybyciu, każda grupa miała pamiątkowe zdjęcie, które później można było sobie kupić. W Będzinie-Łagiszy po raz pierwszy mogliśmy doświadczyć ludzkiej życzliwości, kiedy to parafianie przygotowali nam poczęstunek w postaci ciast. Takie gesty serdeczności spotykaliśmy niemal na całej drodze – ciasta, słodycze, kubki z zimną wodą, a nade wszystko zbieranie się miejscowej ludności na trasie marszu skutecznie motywowały wszystkich do dalszej wędrówki.
Kolejny postój, tym razem dwugodzinny, mieliśmy w okolicy południa w Targoszycach. Wiele grup po przybyciu na miejsce poszło do kościoła, inni zmęczeni drogą pokładli się wprost na ziemi w celu odpoczynku oraz nabrania sił. W tym drugim z całą pewnością pomogła zupa pomidorowa przygotowana przez miejscową ludność oraz pałaszowanie własnych zapasów pożywienia. Po dwóch godzinach powoli zaczęliśmy się zbierać w dalszą, wcale nie łatwiejszą drogę. Około godziny 16 dotarliśmy do Mierzęcic, gdzie pod remizą OSP przewidziane było nabożeństwo pokutne. Naszym oczom ukazał się prowizoryczny ołtarz oraz porozstawiane gdzie niegdzie krzesła imitujące konfesjonał. Kapłani co rusz zachęcali, aby jak najwięcej osób skorzystało z sakramentu pokuty i pojednania, a w konsekwencji nazajutrz mogli przystąpić do Stołu Pańskiego podczas uroczystej Mszy świętej pod przewodnictwem księdza biskupa. Wszyscy, którzy zaś byli w stanie łaski uświęcającej, czynnie uczestniczyli w Liturgii Słowa oraz obrzędom jej towarzyszącym. Następnie przez ponad dwie godziny zmierzaliśmy do Zendka, gdzie przewidziany był nocleg. Część pielgrzymów miało zaklepane miejsca u rodzin goszczących, inni nocowali w miejscowej szkole podstawowej. Wielu pielgrzymek, pomimo zmęczenia po pokonaniu 23 kilometrów drogi, znalazło jeszcze czas, aby udać się do miejscowego kościoła na Adorację Najświętszego Sakramentu zakończoną Apelem Jasnogórskim.
Nazajutrz wyruszyliśmy w dalszą drogę tuż po godzinie 7. W poniedziałek mieliśmy do pokonania najdłuższy odcinek drogi liczący prawie 30 kilometry. To prawdziwe wyzwanie, zwłaszcza dla osób na co dzień poruszających się samochodem. Pierwszy postój mieliśmy przewidziany już po półtorej godzinnym marszu na niewielkiej polance. Po drodze każdy pielgrzym otrzymał słodką bułkę, dzięki której mógł się nieco wzmocnić. Pierwsza przerwa trwała krótko, bo po zaledwie 30 minutach ruszyliśmy w dalszą drogę. Następna, przeszło dwugodzinna, była w niewielkim miasteczku Woźniki. Tuż przed wejściem do niego wszyscy byliśmy zaskoczeni widokiem biskupa Kaszaka, który jak gdyby nigdy nic dołączył w marszu do pielgrzymów, a podczas postoju podchodził do nas, zagadywał. Dołączył również do grupy, kiedy po odpoczynku wyruszyliśmy w dalszą wędrówkę do Ligoty Woźnickiej, gdzie na rozległej łące przewidziana była uroczysta Msza święta pod przewodnictwem księdza biskupa. Podczas sprawowanej liturgii zbierana była taca na „bilet dla brata” mająca na celu dofinansowanie pobytu na Światowych Dniach Młodzieży ludzi z uboższych państw. Podczas kazania zastanawialiśmy się natomiast nad pytaniem zadanym przez Nikodema w Ewangelii: „Czy może być coś dobrego z Nazaretu?”. Bo czy mogło nam się zdarzyć coś lepszego niż przyjście na świat Zbawiciela? Chyba nie. Tylko że ówcześni ludzie nie zdawali sobie sprawy z tego z kim rozmawiają. Chociaż z drugiej strony to typowa rzecz ludzka – czy gdyby nam zdarzyło się rozmawiać z kimś o sposobie mówienia Jezusa Chrystusa, to rozpoznalibyśmy w nim Syna Bożego? Chyba nie, co najwyżej pomyślelibyśmy, że mamy do czynienia z jakimś fanatykiem religijnym. Mentalność ludzka niestety niewiele się zmieniła przez wieki. Msza święta, oprócz wymiaru duchowego, była też odpoczynkiem dla zmęczonych, pielgrzymich nóg. Tego dnia złagodzono nieco reguły liturgiczne i podróżni mogli mieć nakrycia głowy, a także wodę mineralną pod ręką. Po skończonej liturgii wyruszyliśmy w dalszą, godzinną drogę, którą kończył postój w Starczy. Musieliśmy zachowywać się w miarę cicho, ponieważ w kościele sprawowana była Msza święta. Wielu młodych wykorzystało ten postój, aby zapisać się do wolontariatu przyszłorocznych Światowych Dni Młodzieży na szczeblu diecezjalnym. To niebywała okazja, aby nabrać doświadczenia. Ostatni etap poniedziałkowej wędrówki trwał około półtorej godziny i kończył się noclegiem w Nieradzie. Podobnie jak w poprzednim dniu część z nas spała w szkole, a część po prywatnych kwaterach.
W ostatnim, trzecim dniu naszego wędrowania, mieliśmy do pokonania już tylko ok. 14 kilometrów. Co prawda na Jasną Górę było trochę bliżej, jednak jako grupa musieliśmy wybrać bezpieczeństwo pielgrzymów musieliśmy wybrać dłuższą, prowadzącą przez miasto drogę. Pomimo niewielkiej odległości wyszliśmy z Nierady około 7:30. Wszystko dlatego, że za nami na Jasną Górę wchodziła jeszcze większa pielgrzymka z Tarnowa. Nie chcieliśmy się z nią zderzyć. Po drodze dołączyła do nas pielgrzymka z Siewierza, tworząca szesnastą grupę. Jeszcze przed samym wejściem do Częstochowy czekał nas ponadgodzinny postój w Hucie Starej, podczas którego nie tylko regenerowaliśmy siły, ale również… tańczyliśmy słynnego tańca belgijskiego. Przed nami był ostatni, chyba najtrudniejszy, choćby od strony psychicznej, odcinek drogi. Bo niby już byliśmy w mieście, a jednak musieliśmy je całe przejść. Wszystkich jednak dopingował refren pielgrzymkowej pieśni: „Wybierz się, wybierz się razem z nami, na wspaniały pielgrzymkowy szlak! Jeśli będziesz szedł wytrwale, to na Jasnej Górze, w Jej obliczu ujrzysz Boga znak”, a także świadomość, że już większość trasy jest za nami. W końcu weszliśmy na słynny trakt prowadzący na Jasną Górę, a naszym oczom ukazał się pauliński klasztor. Jeszcze tylko zmusić swoje zmęczone nogi do kilku kroków i będziemy na miejscu… I wtedy stało się coś nieoczekiwanego: po dwóch dniach pogody, tuż przed samą metą naszej wędrówki lunął deszcz. Na szczęście doping miejscowej ludności ustawionej na trakcie nie mógł powstrzymać nikogo od rezygnacji. Stopniowo poszczególne grupy podchodziły przed ołtarz polowy ustawiony na Wałach, gdzie były przedstawiane biskupowi Grzegorzowi Kaszakowi, a następnie zmierzali do kaplicy, aby pokłonić się cudownemu wizerunkowi pamiętającemu najazd Szwedów mający miejsce 360 lat temu(konkretniej od 18 listopada do 27 grudnia 1655 roku). Pielgrzymkę zakończyła Msza święta na Wałach, która była zarazem ostatnim dniem nowenny przed uroczystością Matki Boskiej Częstochowskiej, która przypadała dzień później, 26 sierpnia. Na szczególną uwagę zasługuje zaś wygłoszone przez księdza biskupa Grzegorza Kaszaka kazanie, nawiązujące do grzechu ludzi pierworodnych. Padły w nim mocne słowa oceniające dzisiejsze społeczeństwo, które żyje tak, jakby Boga nie było. Smutne to, lecz prawdziwe. Po Mszy świętej część pielgrzymów udała się do pojazdów w celu powrotu do domów, a pozostali zostali w Częstochowie do następnego dnia, aby uczestniczyć następnego dnia w obchodach odpustu ku czci Matki Boskiej Częstochowskiej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.