Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

54379 miejsce

Dwa oblicza katowickiego dworca

Katowicki dworzec kolejowy, drugi co do wielkości w kraju, uważany jest jednocześnie za jeden z najbrudniejszych. Ma jednak swoich zwolenników, którzy nie zgadzają się z pomysłem jego wyburzenia. Dla nich ten dworzec ma w sobie coś magicznego.

Peron / Fot. Marcin NowakCodziennie mijałem setki, a potem już tysiące ludzi, zapatrzonych przed siebie, mocno ściskających w dłoniach bilety, walizki i krakowskie obwarzanki. Na dworcu bywałem często przez pierwsze dwa lata studiów, jeżdżąc z Sosnowca do Katowic, a stamtąd do Zabrza. Spędziłem w pociągach kilkadziesiąt dni. W tym kilka na samym dworcu. W końcu zrozumiałem, że stałem się jego zakładnikiem, a potem...częścią.

Katowice są podzielone jak średniowieczny Londyn. City wyrasta setkami anten i szklanych domów, po drugiej stronie szarzy się ceglany las portali. Wyjątkowo mroźne zimy nie łączą wcale obydwóch brzegów. Środkiem miasta płynie żelazna Tamiza, nad którą mostów nie ma. Dlatego ludzie przedostają się na drugą stronę podziemnymi tunelami. W dworcowych katakumbach i labiryntach nie jest ciepło, bo nie są na tyle blisko piekła. Czuć jednak odór siarki, o którą biją się łajdacy, stęchłego moczu i papierosów bez filtra. Krążyły pogłoski o psychopacie, który miał szafir w oczach. Wyskakiwał z zgrzybiałych galerii i wbijał strzykawkę. Nie należał do hordy tych, którzy najpierw żądają pieniędzy. Słuch po nim zaginął, gdy pojawił się On.

Facet ubrany w czarny prochowiec, nie patrzył nikomu w oczy. Łamał golenie jak setnik i ciął szaty jak setnik. Superbohater na jeden sezon. Szczurołap z dworca głównego. Też nie miał domu, ale miał zasady. Mówią, że wyszedł z jednej ze szczelin i tam też wrócił. Dziś bezpieczniej przechodzi się na drugi brzeg, nawet mnie...
Mimo wszystko wyprawa pomiędzy korzonkami betonowego miasta budzi niepokój, u każdego.

Na Śląsku, miejscu wypełnionym kwintesencją socrealistycznego myślenia przestrzennego (oczywiście nie tylko!), dworzec ma swoją określoną pozycję i rangę. Ludzie często używają wobec niego określeń takich jak "naj"... - Zdecydowanie najbrudniejszy dworzec w Polsce, co ja mówię, w Europie - mówi Monika, studentka romanistyki. - Można by było jeszcze się zastanawiać nad jakimkolwiek remontem, ale tu chodzi o przerażający smród i duchotę - dodaje Ania, również codziennie korzystająca z dworca. - Burzyć czy nie burzyć dziewczyny? - Burzyć! - odpowiadają jednogłośnie.

Ale są ludzie, którzy mówią "dworca nie oddamy". I nie chodzi tu o grupkę dworcowych kupców czy bezdomnych. Chodzi np. o architektów... I to z całego świata (zobacz tutaj)
Dla Wiadomości24.pl mówi Jacek Tomaszewski ze Stowarzyszenia Moje Miasto, architekt: - Katowicki dworzec PKP jest jednym z najwybitniejszych przykładów architektury brutalistycznej na świecie (brut z franc. surowy). Dzięki zastosowaniu nowej technologi, jaką był wtedy szalunek wraz z żelaznym Tunel pod peronami / Fot. Marcin Nowakzbrojeniem, wypełniany surowym betonem, architekci mogli pozwolić sobie na kształtowanie nowych konstrukcji - przekonuje Tomaszewski. - Takim przykładem jest katowicki dworzec i zastosowanie w jego projekcie konstrukcji hiperbolicznych kielichów, stanowiących dominantę konstrukcyjną - dodaje architekt.

Nigdy nie patrzyłem w górę. Zazwyczaj przed siebie albo po nogi. Świadomość wylądowania na szaroburej posadzce pokrytej nieciekawymi substancjami mocno trzymała mnie w pionie.
Zastanawiam się czy tęskniłbym i rozpaczał, gdybym pewnego dnia zamiast zakorzenionego betonowego giganta zobaczył puszkę szkła i stali... Po głębszym namyśle mówię. Tęskniłbym. I tak twierdzi spora część mieszkańców Śląska. Dworzec ma swoją magię. Mimo, że przewija się przez niego tysiące osób dziennie są miejsca, w których nie był nikt. Ot choćby tajemnicze drzwi żelazne pomiędzy kolorowymi billboardami. Stałem nie raz przed nimi i myślałem do jakiego świata prowadzą. Co lub kto żyje pod peronami, pod miastem. Nade mną małe stalaktyty, które bezczelnie zwisają w sąsiedztwie małej szczeliny, ociekając wilgocią. Kapnęła kropla. Na powierzchni pewnie przechodzi burza... Nie słyszę dokładnie, bo dokoła muzyka i stukot milionów butów.

Albo historie, które zapadły mi w pamięć. Setki. Nie sposób było być jak miedź brzęcząca. Kiedyś widziałem ją jako elegancką kobietę. Zawsze w żakiecie – nigdy bez torebki. Czytała Twój Styl i pachniała swoją szlachetną trzydziestką.

Minimalizm dworca / Fot. Jacek TomaszewskiPewnego dnia jątrzyła się czerwona szrama na jej skroni, znikając prędko pod słonecznymi okularami. A gdy kobieta ubiera okulary przeciwsłoneczne w pochmurny kwietniowy dzień, rodzi się złość, albo chęć poznania tego s... Pracowała ciężko, aby jak najbardziej schować twarz, pełną goryczy. Schować przed żurnalistycznymi i zarazem czysto detekcyjnymi spojrzeniami tych, którzy przecież nic nie rozumieli. Takiej goryczy sprzed kilku chwil, może sprzed chwili, tego mi było żal. Jej 8-letni synek tak jakby na nią nie działał. Zaabsorbowany dużą podróżną torbą wołał coś co jakiś czas, a ona tylko zaczesywała dłońmi zaskakująco tłuste włosy.
- Mamo – grymas. – Mamo! – powtórzył – ja chcę Kubusia. - Słońce, nie mam Kubusia. Herbatka troszkę ostygnie w termosie to się napijesz. Kupię ci dużego Kubusia w Krakowie. - Z Jagodami? - Z jagodami, z jagodami – w tym samym momencie, spojrzała na mnie, wzrokiem jakby oskarżycielskim, jakbym to ja wypił, jakbym to ją bił? Albo jakby chciała powiedzieć „pomocy".

Albo zupełnie inny świat: - Do Sosnowca jedzie? - Do dupy! - Acha, a wolne to miejsce? - Zasrane (z akcentem na "sss' i "rrr") - Tu jest wolne proszę pana - A, dziękuję...

Albo jeszcze inny. To był, że tak powiem, kurs sponsorowany. Wolne? Wolne? Wolne? Tak. Tak. Tak. Trzy płaszcze smoliste, trzy nesesery, trzy inne wody kolońskie, trzy sapnięcia. No! Byłem sam pośród nowej, kapitalistycznej, przedsiębiorczej Polski.
– No Kazik. Widzisz. Jedziemy wszyscy z Warszawy. W końcu się spotykamy. I to na miejscu. Ale do Częstochowy to jechałem Ondraszkiem, potem się przesiadłem na ten wasz. Na którą masz być w Gliwicach?
- tubalnie wyrecytował, oparty o kolana własne.
Obok siedziała kobieta. Kobieta! Szykowna babeczka. Czterdzieści sześć, czterdzieści siedem lat. Młodsza o kilka lat. Gdy kolega Kazika ją zauważył, powtórzył prędko pytanie, puszczając żurawia na czytającą. - Księgowa? - pomyślałem.
– To znaczy na którą masz być w Gliwicach na posiedzeniu rady? Acha, acha, no tak.. Nie, no, to słusznie, słusznie. Ja jutro rano mam posiedzenie - rzut oka - mam posiedzenie rady. Omówimy dokapitalizowanie z ministerstwa. Ty! A wiesz kto został szefem departamentu? No.. no. No dokładnie - rzut oka - Skurczybyk. No. Dworzec wita. Katowicka "twierdza". / Fot. Jacek TomaszewskiAle w Konstancinie bankietem już czuć - rzut oka - No! Skurczybyk. Księgowa uniosła wzrok. Kazimierzowy kolega brylował. – Ja w Gliwicach? No za jakąś godzinę mam spotkanie. Co? No, nie, no, Kazik. Jaka kochanka – zaśmiał się, wpatrzony szpiegowsko w kobietę. Język wyciągnął, umieścił go w kąciku ust i rzucił w kierunku czytającej: - Ale ja tam kochankę chętnie! Jeszcze swoją młodość trzymam na wodzy. Ale jak spuszczę to wiooo! - i barytony trzy spuściły swój śmiech.
Wtem wtrącił się zasapany Jerzy. Nieśmiały chłop chyba jednak.
– Panowie spójrzcie, co dostałem od pośredników. Palmtopik. Oklaski. Perfumki za tyle i tyle. Oklaski. Sekretarzyk, skóreczka. Oklaski.
– A to co?
– To jakiś... no ten, komputerek.
– Pokaż. Nie, no, masz tu temperaturę. Oklaski. I Budzik. Oklaski. A wagę?
- No Panowie! Co tak stoimy? Jedźmy już!

Nieopodal dworca PKP znajduje się stary dworzec. Służył miastu, gdy te zwano jeszcze Kattovitz. Może tam przenieść to mrowisko? Przy ulicy Dworcowej stoi słynna "Trzynastka". Kultowy róg kamienicy. Niewiele wiem o niej. Nawet nie jestem pewien czy dobrze robię, nazywając to "rogiem kamienicy". Czytałem kiedyś w pociągu w "Wyborczej". O śpiewającym z okien sąsiedniego hotelu Janie Kiepurze, o Eugeniuszu Bodo, czerwone dywany, takie tam... cuda. Czesław Rymer, syn Józefa Rymera, pierwszego wojewody śląskiego, pisał "Z dzieciństwa pamiętam taki obraz: po czystych ulicach powoli suną dorożki. Wszyscy ludzie elegancko ubrani - i dyrektor, i robotnik. Krój ubrania mają taki sam, tyle że pierwszy zapłacił za materiał 60 zł, a drugi - 12 zł". Widziałem to. zamknąłem oczy i widziałem to. A teraz spojrzałem na Stary Dworzec. Czy ktoś z państwa truchtających bezmyślnie wie, że to kiedyś był dworzec. Wielki, cudowny. Klasycystyczny gmach o dwóch symetrycznych, dwupiętrowych skrzydłach bocznych. W tympanonie nad głównym wejściem zawieszono zegar. Hall dworca / Fot. Jacek TomaszewskiNa dworcu otwarto restaurację, z której korzystali nie tylko podróżni. W latach 70. XIX w. bowiem modne było wśród mieszkańców Katowic w niedzielne popołudnie delektowanie się kawą czy piwem i jednoczesne obserwowanie ruchu podróżnych oraz pociągów, zwłaszcza odjeżdżających w stronę granicy. Restauracja dworcowa słynęła także z przyjmowania pierwszym posiłkiem ważnych gości, przybywających do Katowic na uroczystości państwowe. Na dworcu odbywały się odprawy celne jadących do Sosnowca lub dalej, dlatego część jego hal nazywano polskimi. Z dworca w Katowicach odjeżdżały codziennie 184 pociągi, w tym 68 osobowych...
Dziś sprzedają tu tapety. To znaczy w jednej jego malej części. Na chodnik otwarte były szeroko drewniane drzwi. Szerokie, wysokie, łukowate drzwi. Podrapane farbą. Albo z podrapaną farbą.

Zatrzymałem się i obróciłem głowę w prawo. To wejście główne zamordowanego dworca. Powiało chłodem. Wnętrze było kompletnie zniszczone. Czułem to po zapachu wilgoci, który się musiał przedtem odbić wiele razy od biało-brudnych ścian. Mam taką specyficzną echolokację. Rozglądnąłem się wokół. Parkingowa szła do właśnie parkującego Citroena. Wszedłem.

Na pierwszym planie potężnej hali, której kubatura przypominała dawne szafy grające, zobaczyłem potężną kotarę z folii. Gruba folia, zamazywała wszystko. Na jej tle zdążyłem zobaczyć tylko kogoś, kto mignął w biegu. Człowiek. Rozsunąłem ją na boki, a przyznam, że ręka buntowała się chwilę i moim oczom ukazała się już większa część hali. Pusta, brudna, mokra. Nie było nikogo. Zamknąłem oczy. Kobiety w okrągłych czapeczkach, kapelusze z różą, złote fale na krótkich włosach. Panowie trzymające je pod rękę, surduty, fraki. Te kapelusiki. Zawsze je lubiłem... Podbiega do mnie jakiś chłopiec z zawieszoną papierośnicą. Otwarłem znów oczy. Wyciągnąłem rękę po papierosa...

Pytam jeszcze raz Jacka Tomaszewskiego ze Stowarzyszenia Moje Miasto: - Jacku, ale opinie ludzi są podobno bezlitosne. Mówią, że dworzec po prostu przeraźliwie śmierdzi. - Dobrze, ale gdy jesteś brudny to się myjesz czy popełniasz samobójstwo...?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (16):

Sortuj komentarze:

Rety... Marcin... Dopiero teraz trafiłem na ten tekst.
Znam ten dworzec jak własną kieszeń, kilka fajnych historii też tu przeżyłem, ale w życiu nie widziałem go tak jak Ty.
Niestety, mogę tylko jeden plus dać. :D

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) za całokształt artykułu

Komentarz został ukrytyrozwiń

nie wsylalo punktu ostatnio :P

Komentarz został ukrytyrozwiń

yeah! nie oddamy dworca :D dobry tekst Marcin! tak trzymac :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziekuje. Wiec w wolnych chwilach zapraszam na peron. Perondrugi.prv.pl konkretnie. Stare ale obfite...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.07.2007 17:29

(+) Świetny artykuł!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Brrrrrrrr.... Mam złe wspomnienia związane z katowickim dworcem.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 30.06.2007 23:37

plus za ostatnie zdanie;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 30.06.2007 19:57

Gdy smierdze, myje sie... Ani mi w glowie podcinanie sobie zyl... PLUS!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.