Pozycja materiału w rankingach:
Zachód usłyszał o Khmerach, kiedy w połowie XIX wieku francuski odkrywca Henri Mouhot wydał książkę o swoich podróżach w Indochinach. Opisał w niej kompleks świątyń, na który natknął się w środku dżungli na północ od jeziora Tonle Sap.
Mouhouta szczególnie zafascynowała olbrzymia budowla, którą określił jako wspanialszą niż wszystko, co Europie zostawili Rzymianie i Grecy. Angkor Wat, centralna świątynia królestwa Khmerów. Kiedy dotarł do Angkor, potężne niegdyś królestwo dawno już nie istniało. Świątynie były w katastrofalnym stanie, niektóre z nich kompletnie zarośnięte przez niszczycielską dżunglę, zaś inne - mimo opieki lokalnych buddyjskich mnichów - w każdej chwili groziły zawaleniem. Francuzi niemal natychmiast zorganizowali kilka ekspedycji archeologicznych, które przeprowadziły pierwsze prace odkrywczo-konserwacyjne. Okazało się wtedy, że na przestrzeni kilkuset kilometrów kwadratowych kiedyś znajdowało się ponad tysiąc świątyń.
To stąd od XII wieku królowie Khmerów zarządzali swoimi ziemiami rozciągającym się na terytorium dzisiejszej Tajlandii, Kambodży i południowej Birmy. Siedząc na podwyższonym tronie w centralnej komnacie przyjmowali ambasadorów sąsiadujących królestw, w tym potężnego imperium chińskiego, z którym dbali o jak najlepsze stosunki. Chiński dyplomata Zhou Daguan był pod tak wielkim wrażeniem splendoru siedziby Khmerów, że po powrocie przedstawił cesarzowi zachowany do dziś szczegółowy opis życia w Angkor. Słynny jest jego literacki opis wielkiej parady, podczas której za setkami młodych kobiet i rzędami złotych karet, stojąc na okrytym złotem słoniu podążał król Indravarman III ze świętym mieczem w dłoni.
Z kolei wizyta w ruinach świątyni Ta Phrom zmusza do refleksji nad zagadkowym upadkiem królestwa. Już od XIV wieku Angkor był nękany przez wojowniczych Tajów. Po ich najeździe w 1431 roku, w czasie którego splądrowane zostały królewskie pałace i świątynie, Khmerowie postanowili opuścić te ziemie i przenieść się na południe, do doliny rzeki Mekong. W nowym miejscu ich królestwo nigdy nie odzyskało dawnej świetności, a większość pozostawionych świątyń z czasem zamieniła się w ruiny i zarosła tropikalnym lasem. Ta Phrom, po "odkryciu" przez Francuzów, pozostawiono nietknięte jako świadectwo niszczycielskiej siły dżungli. Na grubych murach świątyni rosną potężne drzewa, których korzenie wiją się po ścianach oplatając budynek w morderczym uścisku. Wszelkie dziury i pęknięcia przesłonięte są gęstymi pajęczynami, a przed zachodem słońca często można dostrzec przemykające po rumowisku węże.
Najwięcej pozostałości po tym tragicznym w skutkach okresie jest w stolicy Kambodży, Phnom Pehn. To miasto najdłużej opierało się ofensywie komunistycznej partyzantki, a jego upadek 17 kwietnia 1975 roku przyjmuje się za początek czteroletnich rządów Czerwonych Khmerów. Phnom Pehn w momencie kapitulacji liczyło 2,5 miliona mieszkańców, z których większość dotarła tu uciekając przed walkami. Ludzie ci zostali uznani przez nowy reżim za wrogów, obywateli drugiej kategorii. Nazwano ich Nowymi Ludźmi. Natychmiast rozpoczęto ewakuację miasta i bezlitosną "reedukację" - wszystkich mieszkańców wysłano do kołchozów, gdzie katorżniczo pracowali realizując maoistyczną ideę rolniczego proletariatu.
W muzeum wciąż znajdują się jednoosobowe cele, o powierzchni dwóch metrów kwadratowych, w których więźniowie spędzali tygodnie pomiędzy przesłuchaniami, przykuci do podłogi lub ściany. Na ścianach wiszą setki portretów robionych każdemu nowemu osadzonemu - w oczach tych, w większości niewinnych, ludzi widać paniczny strach. W jednym z pomieszczeń znajduje się mapa, na której Kambodża wyłożona jest ludzkimi czaszkami, a Mekong i jezioro Tonle Sap są krwistoczerwone. Można przeczytać wspomnienia strażników, również poniekąd więźniów tego szaleństwa - gdyby którykolwiek nie okazywał wystarczająco dużo zapału w znęcaniu się, to następnego dnia sam mógłby znaleźć się w celi. Można zapoznać się ze złożonymi pod wpływem tortur zeznaniami. Jedno z nich kończy się słowami: "nie jestem istotą ludzką, jestem zwierzęciem".
Kambodża, choć od dziesięciu lat panuje tu pokój, wciąż boryka się z poważnymi problemami. Bieda jest miejscami przerażająca - szczególnie na prowincji, ale i w Phnom Pehn, gdzie tuż pod murem ociekającego złotem Pałacu Królewskiego żebrzą wyniszczeni chorobami ludzie, często bez dolnych kończyn. W niektórych rejonach kraju wciąż trwa rozminowywanie, a każdego miesiąca kilkadziesiąt osób - głównie rolników adaptujących nowe pola ryżowe - ginie, bądź zostaje kalekami. Wciąż sporo jest nielegalnej broni. Kierowcy wiozący turystów do masowych grobów na słynnych Polach Śmierci potrafią zaproponować, za jedyne 30 dolarów, rozrywkę w postaci strzelania z kałasznikowa.
Dodatkowo są wyjątkowo przedsiębiorczy, na co dowodem niech będzie poniższa konwersacja odbyta z - na oko ośmioletnią - dziewczynką w Siem Reap, która doskonałym angielskim oferowała na sprzedaż małe mosiężne słoniki:Zobacz także:
Artykuły
(12)
Galerie
(1)
Średnia ocen
(5.00)
Wiek: 29 | Miejscowość: Melbourne | Kraj: Australia
O mnie: Niezależny jak na lodzie knur.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
qxzbjg 13.07.2011 14:35
BdnG3a <a href="http://icygkbzkdhwf.com/">icygkbzkdhwf</a>, [url=http://koaleduljskl.com/]koaleduljskl[/url], [link=http://rddgyicdbrgq.com/]rddgyicdbrgq[/link], http://qfbxydjtfbyj.com/
Bartłomiej Graczak 26.11.2007 21:01
super Łukasz. Ja też czekam na artykuł Beaty :)
Łukasz Weil 26.11.2007 12:43
Dzięki wszystkim za komplementa :)
Beato, mam nadzieję, że dalej szykujesz - o Indochinach można pisać bez końca. Ciekaw jestem, co się zmieniło od 2005 roku, szczególnie czy przejechanie 150km "national highway" numer 6 z poipet do siem reap dalej zajmuje 10 godzin (i to bynajmniej nie z powodu korków). Czekam na Twój artykuł :))
Barbara Chocianowicz-Markiewicz 24.11.2007 23:51
kolejny interesujący temat dobrze przez Ciebie opisany (+)
Marta Wieszczycka 24.11.2007 22:26
(+) Bardzo ciekawy tekst. Swoją drogą z tym kompleksem świątyń wiążą się ciekawe historie. Ponoć pewien szanowany francuski minister kultury został kiedyś przyłapany na próbie wywiezienia rzeźb odłupanych z jednej z tych świątyń. Niestety nie pamiętam szczegółów, tę historię opisywano chyba na Discovery.
Marek Bonarski 24.11.2007 21:32
świetny, interesujący tekst, duży plus
Siostry lekkich obyczajów. Film o holenderskiej prostytucji. [Youtube]
(odsłon: +337)