Facebook Google+ Twitter

Dwadzieścia centymetrów uratowało mi życie!

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2008-05-15 16:36

Ta opowieść nie ma - niestety - morału. Może dlatego, że nie jest bajką, tylko wydarzyła sie naprawdę...

Środa wieczór, po godzinie 21. Jadę z rodziną samochodem renault megane coupe drogą krajową nr 62 z Płocka do Warszawy. Minąłem rondo w Wyszogrodzie, wyjeżdżamy z terenu zabudowanego. W moim kierunku droga jest pusta, z przeciwka co chwilę nadjeżdżają samochody. W pewnym momencie jadą dwa ciężarowe TIR-y. Jest zupełnie ciemno, widzę tylko światła ciężarówek...

Mijamy się z pierwszą, po chwili z drugą. W tym momencie widzę jakiś spory przedmiot lecący w górze prosto na mnie... Potężny huk. Przejmujący krzyk córki siedzącej na tylnym siedzeniu, potem zapada cisza.
Koncentruje się na zatrzymaniu samochodu. Hamuję, zjeżdżam na pobocze, zapalam światła awaryjne. Wciąż nie wiem co się stało - pytam żonę, córkę czy są całe. Słyszę, że wszystko jest w porządku. To był tylko szok. Nie ryzykuję wyjścia z samochodu, ruch jest duży. Tuż obok jest nieczynna stacja benzynowa Lotosu. Zjeżdżam całkiem z drogi...

Uszkodzony jest mocno słupek przedni. Widać, że uderzenie było potężne. Wiem, że miałem szczęście - dwadzieścia centymetrów bardziej w lewo i prawdopodobnie doszło by do tragedii...

 / Fot. Andrzej KaraczunSprawca odjechał. Dzwonię jednak na policję. Jest 21.23 - odzywa się komenda w Sochaczewie. Słyszę, że w takiej sytuacji nie mogą mi pomóc, nie są w stanie - podobnie jak ja - ustalić sprawcy. Policjant jest miły, radzi skontaktować się z ubezpieczycielem... Żyję ja, żyją moi najbliżsi! Nikomu nic się nie stało, nie licząc przeżytego szoku.

Samochód jest uszkodzony, przez dłuższy czas pewnie będę spieszony. Prędzej czy później zostanie naprawiony. Nie wiem co wypadło z przejeżdżającej ciężarówki. Czy była to cegła czy pustak, czy inny przedmiot. Po ciemku nie miałem szans nawet tego odszukać. Wiem natomiast, że o naszym życiu zadecydowało dwadzieścia centymetrów. Są zdarzenia losowe. Coś może zawsze się urwać, spaść, potoczyć. Na to często wypływu nie mamy.

Ale w tym przypadku było inaczej. Bezmyślność kierowcy, który widocznie nieodpowiednio zabezpieczył ładunek, omal nie doprowadziła do tragedii. Najgorsze jest to, że on nawet o tym nie wie i dalej będzie tak jeździł! Konsekwencje, także finansowe, poniosę ja - nie mam czym jeździć, spadła wartość mojego bezwypadkowego dotychczas samochodu, do tego stracę zniżkę w ubezpieczalni...

Pozostaje poczucie całkowitej bezsilności. Ja - doświadczony kierowca byłem wobec całej sytuacji całkowicie bezradny. Bezradny okazał się też policjant w Sochaczewie, choć starał się mnie przynajmniej pokrzepić... Najważniejsze, że żyjemy!

Najgorsze jest jednak to, że morału nie będzie!
Andrzej Karaczun

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Dopóki będą takie "szkolenia" dla kierowców TIR-ów - link - morału dalej nie będzie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.