Pozycja materiału w rankingach:
Album "Fotografie z PRL-u" będący zbiorem zdjęć Jana Morka, pokazuje dwa oblicza minionej epoki. Na fotografiach zobaczymy prominentów w wystudiowanych pozach i przede wszystkim to, co niejako działo się poza kadrem, a nie przeszłoby przez sito cenzury.
Wielu z naszych rodaków wspomina czasy PRL z nostalgią. Osobiście spotkałem również takich, którzy w obronie towarzysza Edwarda Gierka wydrapaliby jego krytykom oczy. Są też ludzie, dla których tęsknota za minionym czasem ma podłoże czysto psychologiczne. Zgodnie z tym, co śpiewał Andrzej Sikorowski w piosence "Pani Zosia", sentyment bierze się z tęsknoty za młodością, a nie Polską octu na półkach, pochodów 1-majowych i goździków, nie wspominając o zjazdach kierowniczej siły narodu i jej aparacie bezpieczeństwa.Zobacz także:
Artykuły
(773)
Galerie
(89)
Średnia ocen
(3.92)
Miejscowość: Lublin | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Andrzej Moroz 10.04.2010 11:38
Panie Andrzeju, moje przeżycia z tamtego okresu nie wiążą się ze wspomnieniami milicjanta z małego miasteczka. W moich wspomnieniach z tamtego okresu jest Radom (przecież kilka lat, po 1976 r.), Kraków i Lublin (w którym zaczęła się polska rewolucja 1980 r.). I pałki ZOMO, i niegojący się tyłek, i przewożenie "suką" na przesłuchania... Ale mimo to nie patrzę na to, co było w kontekście powyższego artykułu, jak na wspomnienia kombatanta. To dla mnie zbyt ...płytkie. Ja obok bicia z tamtego okresu - pamiętam moje wielkie miłości, a w mojej pamięci chyba na zawsze pozostały znajome oczy, usta, dotyk dłoni... Bo ja na życie patrzę zawsze z nadzieją. Nawet, kiedy część ze wspomnień pokryta jest cieniem strachu, bólu i niepewności. Zresztą całość dotyczy albumu dokumentującego dwa światy. A i ja o te dwa światy miłości i nienawiści spróbowałem zahaczyć. Bo nigdy nie należy żyć przeszłością, choćby nie wiem, jak szlachetną, bolesną czy wzniosłą. Życie nie jest jednobarwne. I proszę mi pozwolić na nie właśnie w ten sposób patrzeć :)
Pozdrawiam Pana serdecznie i życzę tylko pozytywnych wspomnień. "Ojczyzna, to naród i groby, narody, które tracą pamięć - tracą życie". Wiem. Ale narody, jak polski, patrzące na świat przez szkiełko tragedii, to narody smutne. Bardzo często nic z tego nie wynika, poza łzami i wspominaniem rozpaczy, z którą łączą nas najczęściej jedynie fotografie i opowiadania naszych babć i dziadków. Patrzmy więc na Polskę także z przymrużeniem oka. Pielęgnujmy przeszłość, ale pamiętajmy, że nie byłoby przyszłości, bez owych wspominanych przeze mnie miłosnych uniesień i randek w wieczornych parkach... Wszystkiego dobrego!
Andrzej Moroz 07.04.2010 23:44
Do p. Andrzeja Kubasa: tutaj nie ma żadnych sentymentów. myślę, że nie o nie chodzi. Raczej trzeba się wczytać w to, co ci "wspominacze" (w tym i ja) piszą o czasach słusznie minionych. A człowieka można poznać, panie Andrzeju, po umiejętności wynajdywania dobrych stron najpaskudniejszego czasu. i nie ma w tym niczego, co tak Pana oburza i zadziwia :) Pan, z fotografii to widać, urodził się w rozkwicie komuny i tamtych właśnie czasów. Czy aby przypadkiem własnie w tamtych latach nie przezywał Pan swoich pierwszych uniesień serca? Czyż nie wtedy miewał Pan pierwsze randki? Czy to nie wówczas miał Pan podane do stołu, uprane i pozmywane? Robiła to za Pana Pańska matka. Dzisiaj sam Pan musi wszystkim się zająć i wszystkiego dopilnować. A mniemam, że z miłosnymi uniesieniami też już jest inaczej, i na randki Pan już nie chodzi, i nie daje nastoletniej dziewczynie swoich pierwszych kwiatów... Każde czasy, również tamte, obok swojej siermiężności i niejednokrotnie tragiczności mają takie chwile, które pozwalają wspominać je z poruszonym sercem. Tyle, że ci owi, o których był Pan łaskaw wspomnieć, potrafią ciągle wspominać "tamto" kiedy panu to już zdaje się zostało zabrane :) Panie Andrzeju, nikt nie twierdzi, że czas socjalistycznych półek z musztardą był wspaniały. Ale obok pustych półek, kolejek po wszystko i reglamentowanego szarego papieru do podwórkowych wychodków była miłość, rodziły się przyjaźnie i nabywaliśmy to, z czego dzisiaj czerpeimy pełnymi garściami. Niech więc nas Pan tak nie krytykuje za wracanie do tamtych czasów! To se ne wrati, ale powspominać zawsze można. No, chyba, że pan zapomniał, że JUŻ można! :)
S. Korn. 07.04.2010 12:00
Rafale, słowami piosenki Sikorowskiego polałeś mi miodem po sercu :)) I choć słowa "a z tych czystych rzeczy mieliśmy wódkę czystą" dają czadu poetycznego, to z przykrością stwierdzam, że w rzeczywistości nie straciły na swej aktualności... dziś mamy neoliberalizm i mamy nowe zniewolenie... trudno dopatrzyć się w tym politycznej czystości...
Recenzja b.dobra ... tu słowa nie odbijają się pustym echem, a tekst jest znaczony Tobą. I co ważne w wirtualnym przekazie, pomieściłeś to w krótkiej formie :))
Autor usunął profil 06.04.2010 20:30
Andrzeju , ja również cie pozdrawiam :) no ! ja myślę ,ze to nie o mnie ;)))
Autor usunął profil 06.04.2010 20:27
W tym przypadku , bardzo chętnie posłuchałam ojca, już nigdy nie przyniosłam 5 . A moja znajomość języka rosyjskiego ograniczyła się do tego , że owoszczi to są warzywa :D
Rafał Gdak 06.04.2010 20:20
Mój ojciec mnie rozgrzeszył mówiąc: "z ruskiego możesz mieć 3" :D
Autor usunął profil 06.04.2010 20:18
Andrzeju , o Leninie wspomniałam w przenośni. Odniosłam się do okładki albumu, nasza młodość była przesycona komunistycznym reżimem , Pamiętam dwóje ze sprawowania za to ze nie chciałam chodzić w pochodach 1 majowych , "Murziłki" obowiązkowe gazetki do czytania w języku rosyjskim i dzień w którym przyniosłam pierwszą piątkę z rosyjskiego i zimne spojrzenie ojca gdy mówił "z polskiego masz 4 a z ruskiego 5 ? wstyd!" ,obowiązkowe wykopki w PGR i "akwaria" tzn budki telefoniczne tylko do użytku milicji. Pamiętam także pały w ich rękach( aż za dobrze) Dla jasności-NIE TĘSKNIĘ za komuną .
Rafał Gdak 06.04.2010 19:58
Gorzej Andrzeju, jak ten sentyment za czasem minionym przemienia się w resentyment dla czasu obecnego...
Rafał Gdak 06.04.2010 19:45
Denaturat również był osobliwym zjawiskiem :D Pamiętam własne przerażenie na widok trupiej główki na etykiecie tego specyfiku. Podobno do dziś występują smakosze tegoż "wysokogatunkowego" alkoholu.
Jolanta Paczkowska 06.04.2010 19:40
To będzie o occie jeszcze. ;))
" No i ocet zajmuje honorowe miejsce w opowieściach o PRL-u, serwowanych młodemu przez mamę, z dodatkiem taty, że był stan wojenny. Mogła powstać w umyśle młodego fantastyczna wizja, iż w czasie trwającego 44 lata stanu wojennego wyhodowano w Polsce szczególną odmianę człowieka, którego można utrzymać przy życiu samym octem. To kwaśne paskudztwo pojawiało się w co drugiej pracy jako obowiązkowy składnik rodzicielskich opowieści, ale jednak na prawach anegdoty, chociaż tragiczna samotność octu na sklepowych półkach w schyłkowym okresie PRL-u to przecież szczera prawda. W jednej z prac przeczytaliśmy taki opis odpowiedniej lekcji: - "Kowalski, co wiesz o PRL-u? - Że na półkach był tylko ocet. - A coś więcej? - Że na półkach było dużo octu". http://film.onet.pl/0,0,1421590,1,3322,artykul.html
Osobiste wspomnienia: Pewnego razu "w schyłkowym okresie PRL-u" nie mogłam nigdzie kupić octu (sic!), a bardzo potrzebowałam (marynaty). Do dziś pamiętam, jak szłam na drugi koniec miasta do koleżanki z pracy, która akurat miała jego zapas. ;))
5. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie oraz 80. urodziny Wojciecha Kilara. Relacja
(odsłon: +504)