Facebook Google+ Twitter

Dwie Polski w jednym albumie. Jan Morek - "Fotografie z PRL-u"

Album "Fotografie z PRL-u" będący zbiorem zdjęć Jana Morka, pokazuje dwa oblicza minionej epoki. Na fotografiach zobaczymy prominentów w wystudiowanych pozach i przede wszystkim to, co niejako działo się poza kadrem, a nie przeszłoby przez sito cenzury.

Jan Morek - "Fotografie z PRL-u" / Fot. Wydawnoctwo BOSZWielu z naszych rodaków wspomina czasy PRL z nostalgią. Osobiście spotkałem również takich, którzy w obronie towarzysza Edwarda Gierka wydrapaliby jego krytykom oczy. Są też ludzie, dla których tęsknota za minionym czasem ma podłoże czysto psychologiczne. Zgodnie z tym, co śpiewał Andrzej Sikorowski w piosence "Pani Zosia", sentyment bierze się z tęsknoty za młodością, a nie Polską octu na półkach, pochodów 1-majowych i goździków, nie wspominając o zjazdach kierowniczej siły narodu i jej aparacie bezpieczeństwa.

Zdjęcia Jana Morka spełniają dwie role: są dokumentem tamtych czasów i demaskują hipokryzję władzy, obłęd systemu, który był w rzeczywistości kolosem na glinianych nogach. Trudno o bardziej obiektywne przedstawienie PRL-u, mimo że fotografia ze swej istoty pokazuje jedynie wycinek rzeczywistości. Zbiór zdjęć zaprezentowanych w albumie składa się niczym puzzle w obraz prawdziwej Polski Ludowej. Następuje swego rodzaju jej demitologizacja. Ramy czasowe, w jakich tworzył Morek obejmują koniec lat 50. i połowę 80. - ukazują więc także ewolucję systemu.

Książkę opatrzył wstępem i komentarzami do zdjęć Maciej Rybiński. Nieżyjący już dziennikarz i współscenarzysta kultowego serialu "Alternatywy 4", w żartobliwy sposób wprowadza w klimat epoki, przywołuje przy tym kilka anegdot przekazywanych z ust do ust. Tekst Rybińskiego jest bardzo dobrym dopełnieniem zdjęć Morka, rysuje bowiem kontekst ich powstania.

Po obejrzeniu albumu do czytelnika dociera oczywistość czasów PRL. Nie można się oprzeć wrażeniu, iż ogląda się dwie Polski: oficjalną i tę prawdziwą. Symboliczne stają się słowa przywołanej już piosenki Sikorowskiego:

"Za drzwiami stała brudnoszara rzeczywistość
a z czystych rzeczy tośmy mieli wódkę czystą
cichą nadzieję na kolejny cud nad Wisłą
która artystom pozwalała wierzyć w przyszłość

(...) Nim na pożarcie rzucą nas tłumom
chcemy powiedzieć niektórym gościom
to nie tęsknota jest za komuną
to jest tęsknota za młodością"

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (34):

Sortuj komentarze:

Panie Andrzeju, moje przeżycia z tamtego okresu nie wiążą się ze wspomnieniami milicjanta z małego miasteczka. W moich wspomnieniach z tamtego okresu jest Radom (przecież kilka lat, po 1976 r.), Kraków i Lublin (w którym zaczęła się polska rewolucja 1980 r.). I pałki ZOMO, i niegojący się tyłek, i przewożenie "suką" na przesłuchania... Ale mimo to nie patrzę na to, co było w kontekście powyższego artykułu, jak na wspomnienia kombatanta. To dla mnie zbyt ...płytkie. Ja obok bicia z tamtego okresu - pamiętam moje wielkie miłości, a w mojej pamięci chyba na zawsze pozostały znajome oczy, usta, dotyk dłoni... Bo ja na życie patrzę zawsze z nadzieją. Nawet, kiedy część ze wspomnień pokryta jest cieniem strachu, bólu i niepewności. Zresztą całość dotyczy albumu dokumentującego dwa światy. A i ja o te dwa światy miłości i nienawiści spróbowałem zahaczyć. Bo nigdy nie należy żyć przeszłością, choćby nie wiem, jak szlachetną, bolesną czy wzniosłą. Życie nie jest jednobarwne. I proszę mi pozwolić na nie właśnie w ten sposób patrzeć :)

Pozdrawiam Pana serdecznie i życzę tylko pozytywnych wspomnień. "Ojczyzna, to naród i groby, narody, które tracą pamięć - tracą życie". Wiem. Ale narody, jak polski, patrzące na świat przez szkiełko tragedii, to narody smutne. Bardzo często nic z tego nie wynika, poza łzami i wspominaniem rozpaczy, z którą łączą nas najczęściej jedynie fotografie i opowiadania naszych babć i dziadków. Patrzmy więc na Polskę także z przymrużeniem oka. Pielęgnujmy przeszłość, ale pamiętajmy, że nie byłoby przyszłości, bez owych wspominanych przeze mnie miłosnych uniesień i randek w wieczornych parkach... Wszystkiego dobrego!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Do p. Andrzeja Kubasa: tutaj nie ma żadnych sentymentów. myślę, że nie o nie chodzi. Raczej trzeba się wczytać w to, co ci "wspominacze" (w tym i ja) piszą o czasach słusznie minionych. A człowieka można poznać, panie Andrzeju, po umiejętności wynajdywania dobrych stron najpaskudniejszego czasu. i nie ma w tym niczego, co tak Pana oburza i zadziwia :) Pan, z fotografii to widać, urodził się w rozkwicie komuny i tamtych właśnie czasów. Czy aby przypadkiem własnie w tamtych latach nie przezywał Pan swoich pierwszych uniesień serca? Czyż nie wtedy miewał Pan pierwsze randki? Czy to nie wówczas miał Pan podane do stołu, uprane i pozmywane? Robiła to za Pana Pańska matka. Dzisiaj sam Pan musi wszystkim się zająć i wszystkiego dopilnować. A mniemam, że z miłosnymi uniesieniami też już jest inaczej, i na randki Pan już nie chodzi, i nie daje nastoletniej dziewczynie swoich pierwszych kwiatów... Każde czasy, również tamte, obok swojej siermiężności i niejednokrotnie tragiczności mają takie chwile, które pozwalają wspominać je z poruszonym sercem. Tyle, że ci owi, o których był Pan łaskaw wspomnieć, potrafią ciągle wspominać "tamto" kiedy panu to już zdaje się zostało zabrane :) Panie Andrzeju, nikt nie twierdzi, że czas socjalistycznych półek z musztardą był wspaniały. Ale obok pustych półek, kolejek po wszystko i reglamentowanego szarego papieru do podwórkowych wychodków była miłość, rodziły się przyjaźnie i nabywaliśmy to, z czego dzisiaj czerpeimy pełnymi garściami. Niech więc nas Pan tak nie krytykuje za wracanie do tamtych czasów! To se ne wrati, ale powspominać zawsze można. No, chyba, że pan zapomniał, że JUŻ można! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 06.04.2010 20:30

Andrzeju , ja również cie pozdrawiam :) no ! ja myślę ,ze to nie o mnie ;)))

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 06.04.2010 20:27

W tym przypadku , bardzo chętnie posłuchałam ojca, już nigdy nie przyniosłam 5 . A moja znajomość języka rosyjskiego ograniczyła się do tego , że owoszczi to są warzywa :D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mój ojciec mnie rozgrzeszył mówiąc: "z ruskiego możesz mieć 3" :D

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 06.04.2010 20:18

Andrzeju , o Leninie wspomniałam w przenośni. Odniosłam się do okładki albumu, nasza młodość była przesycona komunistycznym reżimem , Pamiętam dwóje ze sprawowania za to ze nie chciałam chodzić w pochodach 1 majowych , "Murziłki" obowiązkowe gazetki do czytania w języku rosyjskim i dzień w którym przyniosłam pierwszą piątkę z rosyjskiego i zimne spojrzenie ojca gdy mówił "z polskiego masz 4 a z ruskiego 5 ? wstyd!" ,obowiązkowe wykopki w PGR i "akwaria" tzn budki telefoniczne tylko do użytku milicji. Pamiętam także pały w ich rękach( aż za dobrze) Dla jasności-NIE TĘSKNIĘ za komuną .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gorzej Andrzeju, jak ten sentyment za czasem minionym przemienia się w resentyment dla czasu obecnego...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Denaturat również był osobliwym zjawiskiem :D Pamiętam własne przerażenie na widok trupiej główki na etykiecie tego specyfiku. Podobno do dziś występują smakosze tegoż "wysokogatunkowego" alkoholu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To będzie o occie jeszcze. ;))
" No i ocet zajmuje honorowe miejsce w opowieściach o PRL-u, serwowanych młodemu przez mamę, z dodatkiem taty, że był stan wojenny. Mogła powstać w umyśle młodego fantastyczna wizja, iż w czasie trwającego 44 lata stanu wojennego wyhodowano w Polsce szczególną odmianę człowieka, którego można utrzymać przy życiu samym octem. To kwaśne paskudztwo pojawiało się w co drugiej pracy jako obowiązkowy składnik rodzicielskich opowieści, ale jednak na prawach anegdoty, chociaż tragiczna samotność octu na sklepowych półkach w schyłkowym okresie PRL-u to przecież szczera prawda. W jednej z prac przeczytaliśmy taki opis odpowiedniej lekcji: - "Kowalski, co wiesz o PRL-u? - Że na półkach był tylko ocet. - A coś więcej? - Że na półkach było dużo octu". http://film.onet.pl/0,0,1421590,1,3322,artykul.html
Osobiste wspomnienia: Pewnego razu "w schyłkowym okresie PRL-u" nie mogłam nigdzie kupić octu (sic!), a bardzo potrzebowałam (marynaty). Do dziś pamiętam, jak szłam na drugi koniec miasta do koleżanki z pracy, która akurat miała jego zapas. ;))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wspomniany ocet był elementem "krajobrazu" PRL, podobnie jak kolejki po cukier, w których stałem jako Kajtek. W tamtej perspektywie ten krajobraz nie był dla mnie pociągający, choć na swoje dzieciństwo nie narzekam. Śpiewanie piosenki "Na barykady" też mnie, jako pierwszoklasisty nie pociągało. Może brało się to z tego, że gdy nauczycielka w IV klasie opowiadała mi banialuki o Armii Czerwonej, ojciec mówił mi o 17 września i czerwonoarmistach stojących za Wisłą, gdy krwawiło Powstanie. Ponadto już wtedy miałem porównanie "cywilizacji" - przez blisko rok, jako dziesięciolatek chodziłem do szkoły w RFN. Tak czy siak, gdy nastał czerwiec '89 i zobaczyłem plakat Solidarności, wiedziałem że idzie nowe i lepsze. Nigdy nie zwątpiłem zarówno w owo nowe, jak i przede wszystkim lepsze - choć bywało różnie, jeżeli chodzi o warunki ekonomiczne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.