Facebook Google+ Twitter

Dwie twarze prezydenta Busha

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2009-03-13 16:40

Jaką młodość miał George W. Bush? Jakim człowiekiem jest teraz? Dlaczego poszedł śladami ojca i został prezydentem USA? Na te oraz wiele innych pytań odpowiedzi szuka Oliver Stone – reżyser filmu „W.”.

Plakat filmowy/Materiały promocyjne / Fot. Lions Gate/dystrybutorGeorge’a W. Busha nie trzeba przedstawiać. Prezydent Stanów Zjednoczonych jest człowiekiem, który przez dwie kadencje, czyli przez osiem lat rządził największym mocarstwem na świecie. W filmie, kręconym jeszcze za urzędowania Busha, co zdarzyło się pierwszy raz w historii, zobaczymy dwie twarze polityka. Wszystko to dzięki licznym retrospekcjom, w których reżyser wraca do lat młodości późniejszego prezydenta. Będziemy mieli okazję poznać go bliżej, przyjrzymy się problemom, które musiał pokonać. Dostrzeżemy też cudowną przemianę, kiedy z zagubionego, niestroniącego od rozrywek alkoholika i czarnej owcy rodu Bushów stanie się nawróconym ewangelikiem, który ma jeden cel – zostać prezydentem USA.

kadr z filmu/materiały promocyjne / Fot. Lions Gate/dystrybutorTrzykrotny zdobywca Oskara Oliver Stone opowiada o jednym z najbardziej kontrowersyjnych prezydentów USA i w dodatku znienawidzonym przez obywateli. Zadanie to nie jest łatwe. Bo sztuką jest, przy odmiennych poglądach politycznych ( Stone jest demokratą), nie ukazać postaci zbyt negatywnie. Reżyserowi to się udaje. Ocenia Busha za jego czyny i liczne błędy, ale widzimy też drugie oblicze faceta, który musiał zmierzyć się z legendą swojego ojca i wyjść z jego cienia. Ponadto były już prezydent USA wygrał z alkoholizmem i udowodnił, że człowiek może się zmienić na lepsze, jeśli tylko zechce.

kadr z filmu/materiały promocyjne / Fot. Lions Gate/dystrybutor„W.” to film o walce człowieka z własnymi słabościami. George W. Bush pokonuje je wszystkie, walcząc z samym sobą, ojcem i często złowrogim otoczeniem. Interesującym rozwiązaniem jest wielopoziomowe kadrowanie. Inne na początku i na końcu. Kierowany obraz ulega ciągłym zmianom wraz z przemianą i nawróceniem bohatera. Początkowo kamera prowadzona jest z ręki, daje to efekt rozchwiania i chaosu. Chwile potem ujęcia te ustępują innym bardziej stabilnym i wyważonym. To znak odzyskania kontroli nad własnym życiem przez Busha. Potem kadry zmieniają się w wąskie, zbite, pokazujące tylko twarz prezydenta, który podkreśla swoją władzę i pozycję. Ciekawy efekt daje też pozycjonowanie kamery wg punktów widzenia, ukazujący relacje między bohaterami. Z góry patrzymy na podwładnych, zwykłych ludzi, którymi Bush rządził, a z dołu na ojca i pastora, których polityk kiedyś się bał.

kadr z filmu/materiały promocyjne / Fot. Lions Gate/dystrybutorNajlepiej aktorsko wypada odtwórca głównej roli Josh Brolin. Aktor sumiennie przygotowywał się do niej, podobno godzinami oglądając wystąpienia G.W. Busha oraz dzwoniąc do mieszkańców Teksasu, by nauczyć się ich akcentu. Drażliwym dla wielu widzów będzie z pewnością zbyt wielka liczba postaci, które przewijają się przez film. Stone angażuje kilkunastu aktorów tylko po to, by wypowiedzieli jedno zdanie i na zawsze przepadli. Wywołuje to niepotrzebny chaos i zamieszanie.

Choć reżyserowi zarzuca się, że niepotrzebnie zajął się kręceniem produkcji o byłych prezydentach USA, to filmowa robota wykonana jest solidnie. A „W.” to kawał może nie wybitnego, ale niezłego kina, na które warto zwrócić uwagę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

zaintrygowałeś mnie .. +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.