Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

46649 miejsce

"Dygnąć nie dygnąć?"

Usłyszała tylko: „Oh, Polacca!" Damy miały na sobie największe klejnoty, jakimi dysponowały. "Nowe szaty cesarza". Jest na świecie wielu krawców, którzy ciągle wykorzystują ludzką próżność. Tymczasem, król jest nagi...

Odręczny szkic pałacu. / Fot. stary rysunek Był czerwiec. Kasia przyjechała jak co roku na przyjęcie - koktajl Volzii i Pierra do zamku Safarone. To małe wydarzenie towarzyskie odbyć się miało jak zawsze w czwartek. Chodziły słuchy, że w tym samym czasie ma być w mieście z pierwszą wizytą po blisko 60 latach książę Vittorio Emanuele di Savoia z małżonką Mariną Dorią i synem Emanuele Filiberto. Zbieg okoliczności? Przypadek? Akurat wszyscy byli w tym mieście. Oni u siebie (miasto było kiedyś stolicą królestwa), a Kasia u ciotki, tuż przy piazza Solferino. Dziennikarze zrobili trochę szumu wokół wizyty - książęcej, rzecz jasna - zaledwie w grudniu 2002 parlament zezwolił na wjazd do Republiki potomkom zdetronizowanego króla Umberto II, którego wypędzono w 1946 r. Prasa bulwarowa pytała: Czy sabaudzka rodzina książęca zawita w elitarnym, męskim Klubie Whist Filarmonica? Czy skorzystają z apartamentu gościnnego dla członków Klubu? Czy będą w magistracie? Czy zostaną przyjęci w sali ratuszowej? Obejrzą Całun Turyński podarowany papieżowi przez dziadka Vittorio E.?

Naszyjnik
Każdego roku na koktajl do Safarone Kasia powinna była włożyć coś dostojnego, ale nic awangardowego. Naszyjnik za każdym razem ten sam, specjalnie wyjęty na tę okazję z bankowego sejfu wiozła na szyi, ale z duszą na ramieniu. Jak zawsze, bez względu na to jaką sukienkę miała na sobie lub jaką fryzurę, to i tak tylko naszyjnik zwracał uwagę i zbierał komplementy.

Gospodyni
Volzia „z domu“ markiza, co roku zapraszała do swego zamku Safarone około 200 osób. Właściwie to nie zamek, a pałac zbudowany w końcu XVIII w., położony jest trochę na uboczu. Odziedziczyła go po ojcu jako spuściznę rodową. W dniu koktajlu rozesłano do gości wiadomość, że ze względu na bezpieczeństwo nie należy przyjeżdżać taksówką, że będą kontrole: przez policję miejską, żandarmerię i prywatną sekuritas. Tym samym przestało być już tajemnicą i niespodzianką, że gośćmi Volzii będzie Dom Sabaudzki - Casa di Savoia (jak mówią potocznie na ekskrólewską rodzinę).

Kto? Co? I jak?
Intrygował wyobraźnię scenariusz tego show - cyrku, który ją czekał. Jak się zachować? Książę nie król, ale najstarszy syn króla, który abdykował. Postanowiła schować się gdzieś w korytarzu i zagadać z kimś ze starych znajomych. „W końcu, te trzy przypadkowe osoby, nie mają ze mną żadnych powiązań“ - myślała. Tak jak oni mieszkała w Szwajcarii i tylko czytała w prasie o książęcych potyczkach z prawem.

Oko w oko
Sabaudzcy mieli przybyć około 20.30. Był zatem czas na plotki i zorientowanie się w scenariuszu i choreografii, bo scenografię już znała od lat. Było gwarno, wszyscy o czymś mówili w małych grupkach: „come stai, che piaccere vedrci“ (jak się masz, co za radość widzieć cię, etc.). Pachniały roznoszone zakąski. Opowiadano o obiedzie w Klubie Whist. Ze względu na obecność Mariny Dorii zaproszono inne damy, małżonki członków Klubu. Dlatego obiad odbył się w salach forestery. Mariny Dorii nie wpuszczono do najpiękniejszych sal, nawet dla niej nie złamano reguł klubowych tzn. zakazów wstępu kobietom do pewnych pomieszczeń.

Portotone - lektyka z XVIII w. w Salfarone. / Fot. B. Romer KukulskaObok stojącej przy schodach w holu „portotone”, małej lektyki z XVIII w. Kasia spotkała Annę i Marco. Wymieniali powitania gdy nagle usłyszała ciche brawa. Odwróciła się i... stanęła oko w oko z wysokim, przystojnym, niebieskookim, łysawym mężczyzną. Vittorio Emanuele wyciągnął przyjaźnie rękę. Zaskoczona, poczuła jakby jej „podcięło nogi” i oblał ją rumieniec nastolatki. „Cavaliere nero” (kawaler w czarnym garniturze, syn pani domu, dokonujący prezentacji gości) zaanonsował imię ”Kasza”, a przy nazwiskach i tym co przed nimi, chyba się zaplątał. Usłyszała tylko: „Oh, Polacca!”.

Coś jeszcze powiedział, chyba dwa zdania, a salon obleciał szmer. Za Vittorio Emanuele, Marina Doria także podała rękę i teraz dopiero Kasia stanęła wobec dylematu „dygnąć nie dygnąć?“ „Ona“, jak uprzedzano, jest przecież „tylko“ "zwykłą" Szwajcarką, wprawdzie książęcą żoną, synową królewską, a „nawet“ mistrzynią świata na nartach wodnych, w którymś tam roku, no i córką miliardera. Wszystkie twarze zwrócone były w stronę ich obu. M-Doria, patrzyła Kasi głęboko w oczy zza lekko przydymionych okularów w dużej oprawie. Uśmiechała się przyjaźnie i ciepło, jakby znały się od dawna. Trzymając jej rękę, Kasia stała jak słup soli. Gdy coś powiedziała, wymsknęła się jej odpowiedź, jak później opowiedziano o tej „konwersacji“. Jeszcze wszyscy patrzyli na nie, a Kasia już się okropnie wstydziła i nie wiedziała gdzie się schować. „Cholera, że też akurat na mnie pierwszą wpadli - myślała. - Co za ironia. Ba! Złośliwość losu. Na mnie, którą oni figę z makiem obchodzą, i vice versa, rzecz jasna“.

Zaszczyt nie zaszczyt?
Słyszała wcześniej, jak się umawiano do prezentacji i ustalano kolejki do konwersacji. Wielu chciało koniecznie choć parę słów zamienić, być przedstawionym. Teoretycznie 200 osób nie może dostąpić tej, niby to, przyjemności i hmm... tego „zaszczytu“. Para książęca przywitała się z pierwszym szpalerem, zamieniając z tym i owym jedno zdanie. Teraz dopiero Kasia zauważyła, że M-Doria ubrana była w żółty jasny kostium, w jej uszach błyszczały ogromne jak fasola brylanty, a na palcu ręki, którą się przywitała, widniał ogromny brylant, jakiego nawet w Genewie na wystawie nie ma. Pomyślała złośliwie, że chyba nie powinna myć ręki przez tydzień! Zrozumiała, czemu taki blask w salonie - wszystkie damy miały na sobie największe klejnoty, jakimi dysponowały. Hi, hi, z nią i jej naszyjnikiem włącznie.

W saloniku obok księcia, Kasia dostrzegła Ernesto. Godzinę później wypytywała go, o czym tak żwawo dyskutował z Jego Wysokością. - Niente speciale, niente politica. - On nie chce mówić o polityce. Też wydaje się być słabo zorientowany w sytuacji Włoch, zarówno politycznej jak i ekonomicznej. No i nie nazywaj go „Wysokością” – stanowczo podkreślał Ernesto. I rzeczywiście, wszyscy troje nie mają do tego prawa. - Alora, che cosa avete parlato? (o czym więc gadaliście), wyciągała od Ernesto. - Och, wiesz, o interesach, giełdzie, kulturze, o jego wrażeniach z pobytu we Włoszech. Kasię interesowało, czy będzie żądał zwrotu niektórych nieruchomości. Otóż, aby mógł, należałoby zmienić konstytucje republiki. Przechodzący znajomi zagadywali: - Sei fortunata – szczęściara z ciebie, pierwsza powitałaś Vittorio Emanuele. Nie bardzo wiedziała, kpią sobie z niej czy mówią serio?

A mnie się przypomniała bajka o krawcach „…dworzanie, którzy mieli nieść tren schylili się i czynili takie ruchy rękami, jakby ów tren podnosili, a potem szli i udawali, że niosą coś w powietrzu; nie ośmielali się okazać, że nic nie widzą…”. (cytat z baśni H.C. Andersena „Nowe szaty cesarza“.)

Tort czekoladowy
Na koniec wieczoru wjechał piętrowy czekoladowy tort, który jest sławną specjalnością pani domu. Przy rozkoszowaniu się delicją goście relacjonowali sobie konwersacje z księciem i jego małżonką oraz Filiberto. Po północy, jak w bajce, para książęca, żegnając się ogólnie z wszystkimi, wybyła już z mniej oficjalną pompą. Potem powoli rozchodzili się goście, „...a dworzanie szli za nim, niosąc tren, którego wcale nie było…”. Wieczór był ciepły, Safarone oświetlały reflektory podkreślając jego dostojność. Tymczasem, spektakl dobiegł końca, goście kierowali się do samochodów.

„Król jest nagi - krzyknęło dziecko z tłumu“. Tak, bez tego stworzonego splendoru jest nagi, rzekomi krawcy uszyli królowi ubrania z tkaniny niewidzialnej dla głupców... Jest na świecie wielu krawców, którzy ciągle wykorzystują ludzką próżność. I nic nie wskazuje na to, że coś się w tej kwestii zmieni, niestety. „Matka próżności jest stale w ciąży“ to powiedzonko włoskie La madre degli ignoranti è sempre incinta jest wciąż aktualne.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (19):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 23.08.2008 17:37

+ Plus z wielkim uśmiechem :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rzeczywiście. Przepraszam. Ktoś powiedział sympatycznie , że po majsterkowałam po włosku, co niestety ani z majstrem, czyli mistrzem , ani maestrą czyli nauczycielką, nie ma wiele wspólnego, a znaczy chyba wprost przeciwnie . ;))
W każdym razie dziękuę i obiecuję poprawę.
;))

a propos baśni współczesnej, zgadza się, niestety bajki Andersena, La Fontaine poszły do lamusa, zastąpiły je gry komputerowe, Harry Poter. A Simpson family to i ja oglądam wszystkie odcinki. ;))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fajnie napisane, w konwencji współczesnej baśni...
Jeszcze tylko poprawić błędy ortograficzne i gramatyczne, które w niemal każdym włoskim cytacie się pojawiają (począwszy od "che piacere vederci") i będzie OK.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oj tak, oj tak! Sprawdza sie w stu procentach :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Grazyno - tytułem wyjasnienia: babcia o ktorej pisze powyżej była osoba niezwykłej kultury i taktu. To nie ona dawała przykład. To ona mnie przeprosiła za zachowanie ciotecznej wnuczki, które skonsternowalo zresztą wszystkich zebranych. A panienka znana była w rodzinie z nadzwyczajnych fochów.

Babcia "grymaśna" - o ktorej pisałam wspomnienie, była calkiem inną osobą. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ -> Grażyna, z tytułomanią to jest tak śmiesznie, bo Niemcy są przecież republiką, a mimo to u nich tytuł jest częścią nazwiska.
Bezwzględu na to czy jest to tytuł naukowy czy dziedziczony to i tak wpisany zostaje do paszportu i dowodu osobistego.
Ba! nawet kupując w internecie bilet kolejowy jest do wypełnienia rubryka : tytuł.
Austryjacy mają sentyment do tytułów chyba z tradycji.

@ - >"Każdy cierpi na snobizm jaki sobie wymysli" -> Pani Jadwigo , fakt, coś w tym jest.
Mam inny przykład. Jeszcze za czasów P Ludowej tygodnik Polityka w cyklu "Mitra pod kapeluszem" pisła, że pewien bogacz niemiecki oferował polskiemu zdeklasowanemu arystokracie za adopcję sporą sumę, bajońską jak na owe czasy . Jaka była cena za każdą pałkę w koronie i czy do adopcji doszło? nie pamiętam.

@ ->Paper , żurawiejka ułańska? ;)))) Pewnie, że się nie damy. A co!;)))))

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Przez wloskie damy opluc sie nie damy
Szable w dlon, damy gon, gon, gon"
:-)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Każdy cierpi na snobizm jaki sobie wymysli, a oto przykład:
uczestnicząc w śniadaniu wielkanocnym spozywanym przez bardzo liczna wloska rodzinę, przedstawiona byłam kolejno osobom tam obecnycm. Byłam "egzotyczną" opiekunką pani Tiny, wdowy po przewodniczącym (prezesie?) Sądu Najwyższego Italii.
Piekna dziewczyna z mlodszej generacji zmierzyła mnie od stóp do glow i zapytała: "francese"?
- polacca - odrzekła "moja" babcia.
- phi! mloda dama odwróciła sie na pięcie i właściwie oczekiwałam splunięcia. Ale "polacca" nie była chyba warta az takiej uwagi. :)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ - > Paper chyb rzeczywiście popłynąłeś na fantazji, no chyba że przesadziłeś, więc to się przesadza w sierpniu ? ;)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

no. kurcze. Skoro o tym TWA zaczeliscie, to mnie przyszlo natychmiast skojarzenie,
przecie to TWA, och! ach ! zawsze tych samych dworzan, byle co by cysorz nie nawalil, nosza za nim tren, to tez krawcy, i cudowny material z niczego i o niczym jak z bajki Andersena.
druga uwaga.
Matka glupcow wciaz, bez przerwy jest w ciazy. Tak brzmi dokladne tlumaczenie, bo glupcow na swiecie przybywa. wiem, wiem, pani nie chciala nikogo urazic ani obrazic i z duza delikatnoscia rzecz ujela.

chyba troche poniosly mnie fantazje skojarzen, to wina sierpniowej kanikuly

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.