Facebook Google+ Twitter

Dyktatura futbolu

W miniony weekend ruszyły dwie najlepsze piłkarskie ligi świata - Primera Division i Premiership. Ligi? Właściwie ogromne przedsiębiorstwa, władające wyobraźnią milionów kibiców, spychające na dalszy plan nie tylko resztę piłkarskiego świata, ale pozostałe dyscypliny, które jeszcze dwa tygodnie temu były tak fetowane na olimpiadzie w Londynie.

Niekończący się spór o miano najlepszej pozostaje nierozstrzygnięty, bo nie istnieje jedno uniwersalne kryterium, które jednoznacznie nobilituje jedną z nich. Gdyby wziąć za takie wyłącznie zdolność przyciągania najlepszych piłkarzy, potencjał topowych drużyn, triumfowałaby La Liga. Jeśli przyjąć za wyznacznik poziom wszystkich zespołów, jakość rozgrywek, ich otoczkę i renomę, Premier League nie miałaby sobie równych (również ze względu na ogromne dysproporcje między Realem i Barceloną a pozostałymi hiszpańskimi drużynami).

Piłka nożna, multidyscyplina, łącząca w sobie wiele elementów: szybkość, wydolność, sprawność, technikę, najlepiej tłumaczy sportową globalizację, dotarła do każdego zakątka świata. Totalna klarowność reguł i naturalna żywiołowość sprawiają, że z łatwością podbija serca masowego odbiorcy. Jej komercjalizacja, postępująca o wiele szybciej niż w przypadku pozostałych dyscyplin, nie prowadzi do przedwczesnej śmierci, ale kategoria "sport" staje się zbyt wąska, by ją scharakteryzować. Mecze coraz bardziej przypominają widowiska, show, teatralny podgatunek ze swoimi charakterystycznymi rytuałami, oprawą (np. Liga Mistrzów), a stadiony stają się świątyniami.

12 sierpnia przewodniczący MKOL Jacques Rogge uroczyście zakończył dwa tygodnie sportowego karnawału. Olimpiada... Czas, kiedy widać sport w jego najczystszej postaci, kiedy wraca do swoich korzeni, do kiedyś szlachetnych, a dziś górnolotnych, naiwnych ideałów.

Dla przeciętnego obserwatora, który raz na cztery lata odróżnia wioślarstwo od kajakarstwa, przypomina sobie chwyty judo, czas trwania pojedynku florecistów itd., jest ona świętem sportowców zwykle anonimowych bądź słabo rozpoznawalnych, którzy wykuwają swoje nie sukcesy, a sukcesiki, poza obiektywami kamer, na pustych torach wioślarskich, zdartych matach w rozsypujących się halach, wyblakłych planszach, mozolnie powtarzając te same ćwiczenia setki razy dziennie.

Żeby uzyskać olimpijską nominację, harują w pocie czoła od rana do nocy, nie rzadko na własną rękę szukają sponsorów. Jak wypadną poza czołowe lokaty na mistrzostwach, w ich związkach od razu rodzą się wątpliwości: finansujemy dalej czy obcinamy? Zdarza się, że na przygotowania dokładają z własnych oszczędności, wyjeżdżają za granicę, bo infrastruktura w danym kraju nie pozwala na treningi, jakie mają ich konkurenci z zagranicy. Wiadomości o ich osiągnięciach podawane są pod koniec serwisów sportowych, w prasie często nie ma o nich wzmianki, a portale internetowe chowają je za newsami typu "Szokująca wypowiedź Ibrahimovicia". W rankingach na najpopularniejszych sportowców są daleko za przedstawicielami medialnych gałęzi sportu, którzy często niczego nie osiągnęli.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.