Facebook Google+ Twitter

Dylemat "uciec albo umrzeć" rozstrzygnięty na deskach teatru

Wczoraj, w ramach festiwalu Warszawskich Spotkań Teatralnych, w Teatrze Dramatycznym wystawiony został spektakl pt. „Pakujemy manatki. Komedia na osiem pogrzebów” autorstwa Hanocha Levina, w reżyserii Iwony Kempy. Przedstawienie uświetnił swoją obecnością Andrzej Wajda.

Publiczność spektaklu. / Fot. Bogusław SkowronAkcja tej czarnej komedii o śmierci i ucieczce z prowincji toczy się w małym miasteczku w Izraelu. Jest to historia grupy ludzi, dla których codziennością jest powszechny marazm i tytułowe pogrzeby. Reżyserce udało się w groteskowy sposób oddać melancholię i chęć uwolnienia się mieszkańców od tego miejsca. Dla młodych, jak cierpiąca z samotności Bella (Mirosława Sobik), nieodpowiedzialnego Elkanana (Sławomir Maciejewski) czy jąkającego się Zigiego (Radosław Garncarek) drogą do wolności wydaje się być ucieczka z tego zapomnianego miasteczka. Lecz prowincja nie daje się tak łatwo opuścić i nawet ci, którym udało się wyjechać, prędzej czy później wracają. Dla starszych natomiast, jedyną drogą ucieczki wydaje się jedynie śmierć. Cierpienie po stracie syna, męża, wywołane przemijaniem czasu i brakiem osiągnięć życiowych, to tylko niektóre z powodów dla których śmierć jawi się im jako wybawienie.

Prześmiewczo o pogrzebie


Wejście do teatru. / Fot. Bogusław SkowronŻycie w tym zapomnianym miasteczku przerywane jest codziennymi pogrzebami. Wydawałoby się, że dla ludzi, którzy doskonale się znają i wiedzą o sobie niemal wszystko taka tragedia powinna być powodem do rozpaczy, u Levina jednak ceremonia pogrzebowa ukazana została zgodnie z groteskową konwencją całego spektaklu. Pogrzeb ukazany został w formie błahego wydarzenia, na moment przerywającego ospałą codzienność bezimiennej mieściny. W większości przypadków, dla ludzi, którzy tam mieszkają rozpacz bliskiego po zmarłym sprowadza się jedynie do nagle otrzymanego mnóstwa wolnego czasu, który trzeba zagospodarować. Stąd przewijające się przez połowę sztuki, poszukiwania czwartego gracza do założonego przez wdowy klubu brydżowego, który ma: „uratować ich miasteczko od śmierci od bezczynności.” Jedyną atrakcją dla mieszkańców jest dyskoteka, na której bawią się w towarzystwie co dzień widzianych sąsiadów i rodziny.
W komedii brak głównego bohatera, mówić należałoby raczej o bohaterze zbiorowym, całej społeczności "pogrzebowego miasteczka", za pomocą których Kempa ukazała tragi komizm sytuacji mieszkańców.

Siła surowego przekazu


Plakat reklamujący spektakl. / Fot. Bogusław SkowronKempa w komedii według Levina zastosowała bardzo ubogą siatkę scenograficzną. Akcja całego spektaklu dzieje się w otoczeniu plastikowych krzesełek, przez co wydaje się być umiejscowiona na jakimś lotnisku lub dworcu, co w zestawieniu z motywem drogi i ucieczki zawartym w sztuce nadaje jej głębszego sensu. Poza siedzeniami, przeniesionymi jakby z poczekalni, nie da się pominąć innego z nielicznych elementów scenograficznych, a mianowicie katafalku ze zwłokami przykrytymi całunem, który co jakiś czas, w najmniej spodziewanym momencie pojawia się na scenie, dając znak do rozpoczęcia kolejnego pogrzebu. Istotną rolę w przedstawieniu sprawują również światła, za pomocą których reżyserka pokazuje bez żadnych innych zmian scenograficznych np., że akcja dzieje się akurat w dyskotece. Całej sztuce towarzyszy popularna muzyka pop, między innymi takich wykonawców, jak Madonna, U2 czy Red Hot Chilli Peppers.

Uścisk ręki mistrza


Wajda był gościem festiwalu. / Fot. Bogusław SkowronAndrzej Wajda Spotkany na spektaklu. / Fot. Bogusław SkowronWyjątkowe wydarzenie, jakim jest festiwal WST, goszczący w stolicy teatry z całej Polski musiało zaowocować wyjątkowymi gośćmi Teatru Dramatycznego. Stąd też, na spektaklu toruńskiego Teatru im. Wilama Horzycy nie zabrakło samego Andrzeja Wajdy. Mistrz, będąc pod wrażeniem gry aktorskiej całego zespołu, pierwsze co zrobił po ucichnięciu braw, to, jak sam przyznał, popędził za kulisy, aby: "uścisnąć rękę i pogratulować aktorom".

W samym spektaklu wyróżnić należałoby przede wszystkim rewelacyjnych: Karinę Krzywicką i Niko Niklasa, odgrywających rolę Cyli i Brunona, czy Michała Marka Ubysza odgrywającego Alberto Pinkasa, choć wszyscy aktorzy zasłużyli na słowa uznania.

Droga do śmierci i droga do lepszego życia


Teatr Dramatyczny. / Fot. Bogusław SkowronSztuka Hanocha Levina nie jest jedynie groteskowym obrazem o śmierci i melancholii. Tak jak w innych swoich dramatach, tak i w "Pakujemy manatki" izraelski dramaturg o polskich korzeniach zawarł konkretne przesłanie, tym razem o uwspółcześnionej, odwiecznej wędrówce narodu żydowskiego, który w dzisiejszych czasach pozbawiony religijnych podtekstów musi odnaleźć swoje miejsce w świecie lub umrzeć. Stąd w finałowej scenie spektaklu, wszyscy bohaterowie, dzierżąc walizki, przechodzą przez scenę nie wiadomo dokąd i w zdawałoby się dowolnym kierunku, tak, aby znów na nią powrócić. W ten sposób ukazany został motyw drogi, przeciwległy
w tym przypadku do nieuchronnej śmierci, którą można przyjmować z płaczem lub śmiechem. Levin proponuje to drugie rozwiązanie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Byłby plus, ale nie będzie... Prócz kilku przecinków, zabrakło mi zdania pana Wajdy na temat problematyki poruszonej w spektaklu. Myślę, że byłoby świetnym uzupełnieniem lub kontrapunktem twojej oceny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.