Facebook Google+ Twitter

Dylematy okresu stanu wojennego

W tym czasie byłem podoficerem zawodowym Wojska Polskiego na stanowisku kierownika tajnej kancelarii w jednostce rakietowej.

 / Fot. w24Tego typu jednostki są przeznaczone do walk w konflikcie międzynarodowym i zapewne nie byłyby użyte przy ewentualnym tłumieniu rozruchów wewnętrznych. Wielu moich kolegów jednak służyło w innego typu jednostkach, które mogły być użyte w celach pacyfikacyjnych.

Studiowałem wówczas zaocznie historię na Uniwersytecie Warszawskim, spotykałem się więc z osobami mocno zaangażowanymi w działalność opozycyjną wobec ówczesnych władz. Nie kryjąc wobec nich swojego statusu zawodowego, stawiałem im pytania, dotyczące ich ewentualnych zachowań. Mogłem się spodziewać różnych odpowiedzi, w tym i tych agresywnych. Taką agresywną postawę wyraził Lech Wałęsa w Radomiu, tuż przed ogłoszeniem stanu wojennego, mówiąc o "praniu się po szczękach".

Na postawione przeze mnie pytanie: "Jak się zachowacie, kiedy tacy, jak ja zostaną postawieni przeciwko wam z bronią wyładowaną do pełna ostrą amunicją?", usłyszałem (dla mnie przerażającą) odpowiedź: „Nie bój się, my też mamy broń". Nie daj Panie Boże (jak mawiają marksiści), żeby w możliwej konfrontacyjnej sytuacji padł jakikolwiek strzał ze strony demonstrantów. Mogę sobie bowiem wyobrazić, że żołnierze nawet bez odpowiedniej komendy, kierujących akcją, zaczną strzelać. Nie dlatego, że kogokolwiek chcą zabić, ale ze strachu o własne życie. Byłaby to niekontrolowana masakra na dużą skalę.
Potwierdzenie takiego nastroju spotkałem wkrótce, w trakcie powrotnej podróży do miejsca stacjonowania jednostki. Muszę tu zaznaczyć, że 13 grudnia 1981 r. byłem w Warszawie z powodu mających odbyć się zajęć na UW.

Oczywiście nie odbyły się. Przekonałem się, że brama Uniwersytetu jest dokładnie zamknięta. Zaskoczyła mnie wówczas pustka na Krakowskim Przedmieściu i okolicznych ulicach. Była godzina 8 rano, a tu w stolicy panował zupełny bezruch. Przez Krakowskie przejechała przy mnie „Wołga” czy „Mercedes”, zresztą czarne. Podobnie wyglądała część Warszawy, którą widziałem, idąc pieszo do Dworca Centralnego. Dziwnie, jakoś nie widziałem kolumn czołgów, czy transporterów opancerzonych, rozjeżdżających ulice stolicy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

/Poza tym, bez względu na to, co się obecnie mawia, istniała groźba interwencji radzieckiej./

No jak "bez względu na to, co ...", to dyskusja jest niemożliwa.
Pan już " zabetonował " swoje zdanie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I tu muszę się z Panem zgodzić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.