Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

27073 miejsce

Dylematy Polaka: Trwać w fałszu, stanąć w prawdzie czy...

Zaskakującym efektem publikacji „teczek Kiszczaka“ był ostatni marsz KOD-u w obronie demokracji, który okazał się manifestacją poparcia dla bohatera teczek – Lecha Wałęsy vel agenta „Bolka“.

Nieco zaskakującym efektem publikacji „teczek Kiszczaka“ był ostatni
marsz KOD-u w obronie demokracji, który okazał się manifestacją poparcia dla bohatera teczek – Lecha Wałęsy vel agenta „Bolka“. Doszło do niej po dwunastodniowej kampanii zohydzania legendarnego przywódcy „Solidarności“ przez jego wrogów przy niezdecydowanych reakcjach skonsternowanych zwolenników.

IPN zadbał, żeby kompromitująca zawartość teczek stała się szybko własnością ogółu. Zaraz po przejęciu archiwum Kiszczaka prezes Instytutu Pamięci Narodowej Łukasz Kamiński poinformował, że odnaleziono dokumenty dotyczące tajnego współpracownika TW „Bolek“. Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że w zabezpieczonych dokumentach znajduje się m.in. teczka personalna i teczka pracy słynnego tajnego współpracownika oraz odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy podpisane: Lech Wałęsa "Bolek" i że dokumenty znajdujące się w obu teczkach obejmują lata 1970–1976. Według opinii archiwisty, uczestniczącego w badaniu dokumentów z domu gen. Kiszczaka, są one autentyczne. Kamiński zapowiedział, że "z powodu wagi sprawy" zawartość pierwszego pakietu dokumentów zostanie udostępniona 22 lutego, szóstego dnia po szczęśliwym odkryciu w czytelni IPN w Warszawie, a po kolejnych dwu dniach również w oddziałach i delegaturach IPN w całym kraju.

Na rewelacje IPN zareagował, bez niepotrzebnego namysłu, Trocki solidarnościowej rewolucji, obecnie poseł ruchu Kukiz15 i marszałek senior Sejmu – Kornel Morawiecki.
„Chciałbym poprosić Lecha Wałęsę - powiedział w "Kawie na ławę" TVN24 21 lutego - żeby stanął w prawdzie. To, co się stało, to jest narodowa sprawa. Prosimy Pana Wałęsę, ja go proszę, by stanął obok nas, by był naszym symbolem. My chcemy, żeby ten symbol polski powiedział nam, jak było, żeby się nie wstydził. Kiedy przyzna się i przeprosi, to będzie polski wielki bohater“. Miałoby to być zwycięstwo prawdy nad kłamstwem. A 25 lutego na antenie TVP Info dodawał: „Chciałbym, żeby ten niechlubny przykład Wałęsy się zmienił. Chciałbym, żeby powiedział nam prawdę, żeby przyznał od czego był uzależniony“. Szczerość Wałęsy jest jak najbardziej pożądana, gdyż - według wiedzy lub intuicji Morawieckiego starszego - nadal nie dysponujemy całym materiałem dotyczącym działalności „Bolka“ w okresie PRL. „To nie była cała teczka pracy, to tylko to, co pozostało w archiwach” – stwierdził w cytowanej wypowiedzi.

Krótko mówiąc, Morawiecki zaproponował Wałęsie przejście prawdziwie rewolucyjnego rytuału oczyszczenia, czegoś pośredniego między komunistyczną samokrytyką a chrześcijańską spowiedzią; byłoby to oskarżenie, wyrok i ułaskawienie w jednym.

Prezydent Andrzej Duda zmartwił się, że w III RP nigdy nie przeprowadzono kontroli ukrytych zasobów archiwalnych slużby bezpieczeństwa. W tej sytuacji – mówił w wywiadzie dla Wirtualnej Polski - powstaje "wielkie pytanie o historię III RP, o jej podwaliny, o to, w jaki sposób została ona ukształtowana", a także "czy tego typu dokumenty, czy też te konkretne dokumenty, miały wpływ na kształtowanie polskiej historii ostatnich 27 lat", co więcej - jakie jeszcze dokumenty i w jaki sposób wpływają nadal na historię Polski.

Nic dziwnego, że wobec takich zagrożeń prezydent Duda nie był tak skory rozgrzeszać Wałęsę z jego błędów. Żałował, że w odpowiednim czasie Wałęsa nie był w stanie „po prostu wyjść i powiedzieć prawdę" (czyli dostarczyć dowodów własnej winy); chytry Wałęsa brał widocznie pod uwagę, tak jak dzisiaj prezydent Duda, że taki gest sprawę współpracy z SB mógłby załatwić tylko w sensie społecznym. Zarówno w latach 90., podobnie jak dziś, na pewno nie gwarantowałoby to prawa łaski w pełnym znaczeniu tego słowa.

Inni prominentni politycy obozu rządzącego przyjęli nowe dowody współpracy Wałęsy z SB jako pożądane potwierdzenie negatywnej oceny tej postaci, jak i szkodliwego wpływu jej kontaktów ze "służbami" na rozwój niepodległego państwa polskiego. W pierwszym programie Bogdana Rymanowskiego „Kawa na ławę“, emitowanym po rewelacjach pani Kiszczakowej i IPN, profesor Andrzej Zybertowicz, doradca prezydenta Andrzeja Dudy, ograniczył się do stwierdzenia, że Wałęsa „był agentem, donosił, brał pieniądze i do dzisiaj kręci“. Jego współpraca z SB jest, w „sensie naukowym“, potwierdzona w książce Cenckiewicza i Gontarczyka (SB a Lech Wałęsa “). Czyli wszystko jasne. „Wielkość Lecha Wałęsy przekreślił sam Lech Wałęsa“ - oświadczył w tym samym programie Joachim Brudziński. Według niego, gdyby Wałęsa podjął decyzję o oczyszczeniu życia politycznego i społecznego w latach 90., „dziś bylibyśmy w zupełnie innym miejscu“. Bez wątpienia. Tylko w jakim? To z kolei było zupełnie jasne dla Brudzińskiego, choć nie dla telewidzów TVN.
Postacią legendarnego przywódcy „Solidarności“ nie zaprzątał sobie głowy szef MON, Antoni Macierewicz. Wypowiadając się w programie "Dziś wieczorem" w TVP Info po rewelacjach generałowej , poprzestał na kategorycznym stwierdzeniu: Legendy Lecha Wałęsy nie będzie. Odejdzie w przeszłość. O tworzenie mitu Wałęsy i „fałszywej wizji historii Polski“ budowanej na kłamstwie oskarżał n.in. media. Kłamliwe przekazy medialne ostatnich lat spychały na margines takich ludzi, jak Anna Walentynowicz czy Jan Olszewski. O posługiwanie się „klasyczną formą relatywizacji rzeczywistości, relatywizacji prawdy“ oskarżył nawet prowadzącego rozmowę dziennikarza naprawionej TVP Krzysztofa Ziemca.

Teczkami Kiszczaka o wiele żywiej zainteresował się polityk drugiego szeregu, obecny wiceminister kultury Jarosław Sellin. Na temat znaczenia ich ujawnienia obszernie wypowiedział się z rozmowie z „Rzeczpospolitą“. Wyraził w niej nadzieję, że na pomysł „sprywatyzowania“ „istotnych papierów“ wpadł nie tylko generał, lecz także jego liczni współpracownicy. Jeśli tak, to „może się okazać, że mamy nową dokumentację historii końca PRL, historii przełomu, konkretnych osób i może też szanse na lepsze zrozumienie decyzji aktywnych polityków, którzy w walce z PRL mogli mieć słabości i upadki“. Po prostu – kopalnia wiedzy.
Postawę Wałęsy po roku 1970 potępil jak najsurowiej. Na wstępie dał wykład moralności: „Na Wybrzeżu zabijano ludzi. To była dla prostych ludzi przyspieszona lekcja historii o istocie komunistycznego reżimu. Po tej lekcji trudno było wyobrazić sobie przyzwoitego człowieka, który nawiązuje z tym reżimem współpracę i za pieniądze donosi na kolegów“. W konkluzji zaś stwierdził: "Jeśli prawdą jest, że Wałęsa podjął współpracę świadomie, brał za nią pieniądze i cierpieli przez to ludzie, to nie ma tu usprawiedliwienia" (a jeśli tylko w części prawdą, albo w ogóle nieprawdą, to co?).
Sellin przyznał, że w latach 80. Wałęsa dobrze zrealizował przywództwo w „Solidarności“, ale równocześnie zastanawiał się, czy kontakty z SB z lat 70. nie miały wpływu na jego decyzje przy pierwszej próbie zakończenia sierpniowego strajku, przy rozwiązywaniu kryzysu bydgoskiego czy wysłaniu listu z internowania „kaprala Wałęsy" do generała Jaruzelskiego. Czyli dobrze, ale nie bardzo, a nawet możliwe, że bardzo niedobrze. Zastanawiać się zawsze można, nie można jednak dowieść, że ówcześni rywale, a dzisiejsi zapiekli wrogowie Wałęsy zachowaliby się w tych okolicznościach lepiej i mądrzej, tak samo jak trudno uznać, że o tych sprawach może dziś kompetentnie wypowiedzieć się właśnie Jarosław Sellin po lekturze teczek Kiszczaka. Pochylającego się nad ujawnioną przez IPN najsmakowitszą cząstką zawartości teczek Kiszczaka naszły nagle Sellina wątpliwości, jak to było z EWG-bis i NATO-bis. „Do dziś nie wiemy, skąd takie pomysły“ – poskarżył się w rozmowie z „Rzeczpospolitą“. Ależ wiemy. Zapewne wiedziała także „Rzeczpospolita“ i mogła podsunąć Sellinowi coś z literatury przedmiotu, choćby wykład ówczesnego ministra spraw zagranicznych, bezpośredniego uczestnika wydarzeń, o których mowa, Krzysztofa Skubiszewskiego pt. Stosunki między Polską i NATO w latach 1989–1993. Ale jakoś tego nie zrobiła. Z tego wykładu Dowiedziałby się, że mieliśmy do czynienia z jednym z genialnych pomysłów Lecha Wałęsy, mających w prosty sposób rozwiązywać skomplikowane problemy polskiej transformacji. Skubiszewski informuje, jak "w końcu czerwca 1992 roku, w czasie wizyty w Niemczech „prezydent Wałęsa (ku zaskoczeniu niemieckich gospodarzy, ale i samego ministra spraw zagranicznych Polski) począł mówić o potrzebie powołania do życia EWG-bis i NATO-bis. Z jego wywodu wynikało, że główną przyczyną jest brak gotowości Zachodu do przyjęcia Polski i innych nowych demokracji do Wspólnoty Europejskiej i Sojuszu“. Pomysł pojawił się i rozwiał, a już w sierpniu 1993 r. Wałęsa wyjednał - sobie znanym sposobem (wiadomo tylko, że w czasie libacji w Klarysewie) - zgodę Jelcyna na przystąpienie Polski do NATO, zresztą zaraz potem wycofaną przez trzeźwiejszych podwładnych prezydenta Rosji. A na członkostwo w NATO trzeba było czekać jeszcze siedem lat, bynajmniej nie z powodu NATO-bis.
W polityce prezydenta Lecha Wałęsy zabrakło Sellinowi też „dekomunizacji, lustracji, zjednoczenia prawicy, odcięcia się od zobowiązań Okrągłego Stołu“, a przyczyną tych zaniedbań mogły być fakty ujawnione w dwóch teczkach Kiszczaka.
„Mamy w Polsce wciąż dużo pozostałości postkomunistycznych. Historia III RP będzie opisywana jako etap przejściowy między PRL a Polską naszych marzeń, już bez tych zaszłości“ - podsumował swoje rozmyślania nad teczkami Kiszczaka Jarosław Sellin. Jedną z najbardziej nieznośnych „zaszłości“ zagradzających drogę do Polski „naszych marzeń“ jest niewątpliwie pozycja Lecha Wałęsy – w kraju i za granicą. Sellin przypomniał, że w planach Jarosława Kaczyńskiego snutych od 2010 roku miejsce Wałęsy musi zająć Lech Kaczyński.

Po lawinie pytań wywołanych pojawieniem się nowych akt dokumentujących współpracę „Bolka“ z SB, z których, jak dotychczas, wynika niewiele więcej niż to, że „Bolek“ najpierw współpracował, a potem współpracować przestał, są i takie, których nikt nie zadał. Dotąd nie jest do końca jasne, jak się miała zacząć współpraca Lecha Wałęsy z SB – czy Wałęsa przyszedł do SB, czy SB przyszło do Lecha Wałęsy? A to ważne pytanie. Od charakteru pierwszego spotkania zależy w dużej mierze treść porozumień między potencjalnymi kontrahentami. Jeszcze ważniejsze wydaje się wyjaśnienie formy i zakresu tej budzącej wątpliwości współpracy. Jak ważne, można zilustrować przykładem zaczerpniętym z procesu pewnego funkcjonariusza obozu śmierci Auschwitz, w którym niezwykle utalentowany obrońca oskarżonego usiłował dowieść współudziału w ludobójstwie jednemu z więźniów. Jego udział w ludobójczych praktykach miał polegać na przynoszeniu z magazynu puszek cyklonu używanego do gazowania więźniów.
Wolno chyba zadać, niejako na marginesie, jeszcze jedno pytanie: Jaką rolę w ujawnieniu teczek Kiszczaka odegrała współpraca IPN z Kiszczakową. Nad czym właściwie rozmyślał przez całe dwa tygodnie szef IPN po otrzymaniu od niej propozycji spotkania. Chyba nie zastanawiał się, kim też jest ta Kiszczakowa. Albo: Czy Kiszczakowa chciała sprzedać dokumenty męża IPN-owi czy IPN chciał je kupić od Kiszczakowej. Może tak, może siak, a może jeszcze inaczej?

Niestety te marginalne pytania możemy tylko zadać. Nie dostaniemy na nie rzeczowej odpowiedzi, jako że jedynym ustawowo umocowanym źródłem PRAWDY jest Instytut Pamięci Narodowej. Jego zadaniem nie jest badanie okoliczności nawiązywania wątpliwych relacji ze służbami bezpieczeństwa, ocena zachowań TW, znaczenia świadczonych usług i podobnych subtelności. Jego rola kończy się na ustaleniu prawdy absolutnej, z jaką bezpośredni kontakt ma chyba tylko Antoni Macierewicz, mianowicie - kim jest „Bolek“ albo „Jaracz“. O reszcie decyduje żywioł pod nazwą opinia publiczna. Nam, zwykłym ludziom, pozostaje więc posłużyć się tylko własnym rozumem.


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.