Facebook Google+ Twitter

Dyplomata z ekipy Reagana: pogódźmy się z utratą Krymu

Dyplomata z ekipy Ronalda Reagana i autor kilku znanych książek o współczesnej geopolityce przyłącza się do krytyki Białego Domu. - Ukrainie będzie lepiej bez Krymu – szokuje. – Uszanujmy historyczną wrażliwość Rosji.

 / Fot. EPA/VADIM SAVITSKY- Ukraina Bez Krymu i bez NATO – proponuje były ambasador USA w Rosji. Jego zdaniem nasz wschodni sąsiad powinien wybrać system federalny, a Zachód zapewnić Rosję, że Kijów nie wejdzie do NATO podobnie jak Finlandia. – Zadaniem Ukrainy jest bycie pomostem między wschodem i zachodem a nie polem bitwy między USA a Rosją.

Podzieloną kulturowo na wschód i zachód Ukrainę ratuje "system federalny, w którym każda prowincja będzie wybierać własnego gubernatora". Regiony powinny mieć własny system edukacji, język oraz inne prawa, wzorując się np. na amerykańskich stanach lub szwajcarskich czy niemieckich landach. Obecnie - zauważył autor "Iluzji supermocarstwa" - zwycięzca wyborów zabiera całą władzę.

- Nawet obserwatorom, którzy nie lubią Janukowycza – zastanawia się Matlock - nie podoba się sposób usunięcia go z urzędu. - Myślę, że to sprawiedliwe zadać pytanie, dlaczego wybory nie mogły odbyć się zgodnie z ustaleniami, i dlaczego Wiktor Janukowycz musiał być natychmiast wyrzucony z urzędu.

"(…) przekroczyliśmy czerwoną linię. Ale przyznajmy. Gdyby to dotyczyło sfery wpływów Zachodu i naszej granicy, to już wcześniej byśmy zareagowali. Nie wiem, dlaczego większość Amerykanów tego nie rozumie" – dziwił się dyplomata. "Nie zapominajmy też, że Rosja to mocarstwo nuklearne, a nikt kto ma rozum, nie użyje siły przeciwko mocarstwu nuklearnemu" – reasumował.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: USA Rosja Ukraina


Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

@ Marta Jenner Z punktu widzenia ówczesnego prawa "amerykańska rewolucja" była zbrojnym buntem poddanych przeciw danej od Boga władzy króla i jego ministrów. Co gorsza, była to również wojna domowa. Zdarzało się, że wuj strzelał do siostrzeńców, nie mogąc się pogodzić z tym, że nad głowami przyszłych pokoleń nie będzie już świecić słońce majestatu królów Anglii, bez pomocy których amerykańskie kolonie nie przetrwałyby wśród wrogo nastawionych Indian, a nawet by nie powstały. Ta postawa, którą reprezentuje z początku główny bohater epickiego filmu Patriota - prośmy naszego króla i parlament w Londynie tak długo, aż dadzą się uprosić, ale nie podnośmy przeciw nim broni - była nader rozpowszechniona.

jedynym argumentem mogącym podważyć argument legitymizmu było odwoływanie się do tradycji proroków biblijnych, stawiających równość wobec Boga ponad samowolą królów, owe "prawo do wolności i poszukiwania szczęścia". Jeśli takie prawo przyznali sobie przodkowie pana Obamy czy pana Kerry, to czemu odmawiają go mieszkańcom Krymu? - podnosi kwestię m. in. w języku angielskim rosyjska telewizja.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W komentarzu z 17.08 miałem oczywiście na myśli zbrojną interwencję na Grenadzie (1984), gdzie piechota morska wuja Sama dała radę pokonać rozmieszczonych tam kubańskich internacjonalistów, a nie doszło przy tym do powszechnie przepowiadanej powtórki z wysokich strat własnych amerykańskich chłopaków w czasie wojen z Azjatami. Przy tym, ze względu na małe rozmiary teatru działań wojennych oraz konieczność uratowania amerykańskich zakładników siły inwazyjne posuwały się z minimalnym wsparciem ogniowym.

Operacja na Krymie jest jeszcze większym osiągnięciem na tym polu. Należy jednak uwzględnić specyficzną sytuację, polegającą na tym, że Ukraińcom starano się narzucić kult UPA, a oni za ten kult nie mają najmniejszej ochoty nie tylko zabijać i umierać, ale nawet tracić wygodnej posady. Kilku szczególnie napalonych antyrosyjsko dowódców próbowało coś robić w celu siłowej obrony punktów oparcia na Krymie, ale żołnierze i marynarze nie wykonali ich rozkazów. To wygląda zupełnie tak jak mogłaby wyglądać narzucona przez jakichś szaleńców konfrontacja armii kanadyjskiej z amerykańską na wspólnej granicy.

Jak na razie Putin, jego podwładni i zwolennicy mogą tylko zacierać ręce. Nie muszą w najmniejszej mierze nawiązywać do osławionych schematów propagandy radzieckiej, aby wykazywać reszcie świata absurdalność propagandy robiącej z nich jakieś krwiożercze bestie, czyhające na życie i bezpieczeństwo innych ludzi. Ukraińska armia topnieje w oczach, przechodząc gremialnie na stronę swego rzekomo śmiertelnego wroga, do cywila albo korzystając z udzielonego jej prawa bezpiecznego i honorowego odwrotu na kontynent.

Nie widziano czegoś podobnego od czasu rozpadu armii niemieckiej po czteroletnim piekle okopów pierwszej światowej, ale nawet wtedy nie było aż tak fatalnie z duchem bojowym. Przypomina mi to upadek Cesarstwa Zachodniorzymskiego, gdzie ludność latyńska witała germańskich królów i ich armie z pewnym smutkiem, ale jeszcze większą ulgą jako wyzwolicieli od zbójeckich podatków i bizantyjskiej biurokracji. Z euro-atlantyckiego punktu widzenia strach pomyśleć co się będzie działo za jakiś czas na całej Ukrainie, jeśli porządzą tam jeszcze parę miesięcy skrajni nacjonaliści wraz z planem dostosowawczym MFW.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Po tylu przewrotach w tylu krajach, za którymi stali chłopcy z CIA, w dzisiejszym układzie sił retoryka "nienaruszalności granic" jest propagandowo "do obrony".

Pytanie, które postawił w innym miejscu p. Grzegorz jest jak najbardziej zasadne: czy postawienie się Rosji w obecnej sytuacji na świecie, narusza czy przywraca równowagę...
Z naszego, polskiego punktu widzenia, też jest to pytanie zasadne.
Pomimo udzielonej już przecież ustami najwyższych władz odpowiedzi...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Teksas Teksasem, ale można jeszcze trochę cofnąć się w czasie i dojść do momentu, w którym obecne Stany Zjednoczone w świetle ówczesnego prawa międzynarodowego były tylko zbuntowaną kolonią brytyjską...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Grzegorzu, u mnie na półce leży wydana w Polsce książka gen. Korżakowa: "Jelcyn, od świtu do zmierzchu". Jeśli tam jest tylko 5% prawdy, to doprawdy cudem jest to, że świat epokę Jelcyna przetrwał...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Historycznie rzecz biorąc Rosjanie jako pierwsi zakładali osady na całym dzisiejszym zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, a także na Nowej Gwinei (wraz z Niemcami). Jeśli popatrzeć uważnie na mapę widać jak Alaska wcina się wieloma enklawami w terytorium kanadyjskie; Rosjanie byli tam przed Brytyjczykami. Podobne rzeczy da się powiedzieć o Francuzach nad Missisipi. Jednakowoż przecież nikt przytomny nie będzie podważał ani sprzedaży Stanom Zjednoczonym Luizjany przez Napoleona I ani Alaski przez Aleksandra II. Tak samo jednak żaden przytomny przywódca amerykański nie zrzeknie się w żadnej formie Teksasu, ze słynnymi byłymi zabudowaniami misyjnymi w Alamo, gdzie miał miejsce amerykański odpowiednik bitwy pod Termopilami. Tylko wiecznie pijany Jelcyn mógł nie zażądać w Białowieży oddania prezentu Chruszczowa z Sewastopolem - miastem bronionym do upadłego w czasie dwóch oblężeń. Ławrow napomykając o rosyjskich pretensjach do Alaski na pewno zgryźliwie zażartował.

Obama albo nie rozumie sytuacji, w której znalazły się narody Rosji po zbrojnym przewrocie w Kijowie albo nie chce zrozumieć względnie ktoś czymś go potężnie zaszantażował. Z początku bowiem wyglądało na to, że nie zamierza robić podobnego błędu co Anglicy ponad sto lat temu, robiąc sobie wrogów z niezwykle dotąd anglofilskich Niemców, będących naturalnymi sprzymierzeńcami Brytanii przeciw carskiej Rosji oraz rosnącym apetytom japońskim. W ostatecznym efekcie bowiem najpierw wielki atak japoński,a potem działania czerwonej Rosji zgubiły Imperium Brytyjskie, a właśnie to miał na myśli Wilhelm II rozprawiając o "żółtym niebezpieczeństwie".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Alaskę też mieli, za grosze sprzedał car. Cara obalili, więc umowę można też podważyć. I Alaska wróci do macierzy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na Krymie przynajmniej Rosjanie głosowali, a na Falklandach chyba Argentyńczycy. Motyw mieli jednak ten sam: lepsze życie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Jadwigo, ja się dziwię temu, że dyplomata się dziwi postawie Amerykanów w tym sensie, że przecież doskonale wie, co przez kilka dekad zrobiono z mózgami Amerykanów ( średnio rzecz biorąc), a i wcześniej nie było za dobrze.

Jeśli chodzi o informację, to paradoks polega na tym, że teoretycznie jesteśmy w sytuacji zalewu informacji i też teoretycznie, jest do niej dostęp. Tylko teoretycznie jednak, ponieważ mainstream, który skurczył się w tym okresie znacznie w USA
( skonsolidował czy też ukoncernił) , zbiera grubo ponad 90%.
Więc dziś jest paradoksalnie łatwiej sprawić, że Amerykanie niczego poza czubkiem własnego nosa ( własnych racji) nie widzą.


A tak na marginesie.
Jak w zeszłym roku na Falklandach odbyło się referendum i 99,8 procent oddało głos za pozostaniem poddanymi brytyjskimi, to nikt jakoś się nie śmiał i "Kima" tam nie dostrzegał ... ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przykład z Teksasem bardzo dobry. Krym Rosjanie mieli już w XVII wieku. Dodam tylko, że wojny krymskie toczyły się o panowanie, lub rzekome panowanie na morzu śródziemnym. Wielka Brytania spanikowała w obawie o szlaki do Indii. Dzisiaj gra toczy się o Bliski Wschód. Rosja bez Krymu wypadłaby z tej gry. Ale nikt nie nazywa rzeczy po imieniu. Zwłaszcza obiektywne media.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.