Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

185480 miejsce

Dyrektorzy i kierownicy Indesitu odpowiedzą za śmierć

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2006-06-28 19:51

Tragiczny wypadek w łódzkiej fabryce lodówek Indesit, w którym zginął 21-letni pracownik, będzie miał finał w sądzie.

Prokuratura postawiła zarzuty dwóm dyrektorom zakładu, Włochowi i Polakowi, oraz trzem kierownikom. Włoski dyrektor musiał zapłacić 15 tys. zł poręczenia majątkowego.
Do wypadku doszło we wrześniu ubiegłego roku. Wyłączone wcześniej urządzenie do wytłaczania blachy niespodziewanie uruchomiło się i zmiażdżyło głowę Tomaszowi J., który usuwał z niego ścinki metalu. Mężczyzna zginął na miejscu.

Zdaniem prokuratury, kierownictwo Indesitu nie egzekwowało od pracowników przestrzegania przepisów bhp.
Prokuratura postawiła podejrzanym zarzuty niedopełnienia obowiązków bhp. Zdaniem śledczych, stanowisko pracy, na którym doszło do tragedii, nie spełniało norm bezpieczeństwa, a kierownictwo firmy nie egzekwowało przestrzegania przepisów i zasad bhp. Kierownicy niedostatecznie przeszkolili 20 osób, pracujących na tym stanowisku, przez co - według prokuratury - narazili ich na utratę życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu.
Według ekspertyzy, wykonanej przez ekspertów z Politechniki Łódzkiej, przy obsłudze prasy mechanicznej doszło do zaniedbań, nie przestrzegano procedur związanych z czyszczeniem prasy. Samo urządzenie było jednak sprawne.

- Dyrektorom i dwóm kierownikom grożą kary do pięciu lat pozbawienia wolności, a trzeciemu kierownikowi do trzech lat - mówi Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
Kierownictwo Indesitu wstrzymuje się z komentarzem do zakończenia śledztwa.

W oficjalnym stanowisku zarządu firmy czytamy m.in.: "Przyjmujemy do wiadomości informacje napływające z prokuratury. Przypominamy, że zgodnie z polskim prawem nie możemy mówić o czyjejś winie przed zapadnięciem prawomocnego wyroku sądu. Równocześnie pragniemy z całą mocą podkreślić, że chcemy rozwiać wszelkie wątpliwości co do winy oraz okoliczności tego tragicznego wypadku".

Żona zmarłego pracownika mówi krótko: - Mam nadzieję, że winni poniosą odpowiedzialność za śmierć męża.
Jego ojciec zapowiada, że nie dopuści do umorzenia sprawy. - Ludzie muszą czuć się bezpiecznie w zakładzie.

Po wypadku pracownicy zaczęli demonstracyjnie krytykować warunki pracy w fabryce. Przed bramą odbyły się pikiety, w mieście pojawiły się ulotki. Kierownikowi jednej z linii montażowych kilku napastników pocięło twarz ostrym narzędziem. Po tym napadzie jeden z dyrektorów i kilku kierowników zawiadomili prokuraturę o telefonicznych i internetowych groźbach pobicia i śmierci. Sprawa została umorzona, bo nie ustalono sprawców.

(wp, sach)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.