Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

145785 miejsce

Dyskryminacja w myśl równouprawnienia?

Co jakiś czas w mediach powraca temat równouprawnienia różnych grup społecznych na rynku pracy. Sporo przy tym krytyki, żalu i przytaczanych przykładów. Obserwując to odnoszę jednak wrażenie, że prawo do równości staje się przywilejem.

Gry na rynku pracy pojawia się firma zatrudniająca kobiety i mężczyzn w przedziale wiekowym od studenta po emeryta, obie płcie zajmują stanowiska wszystkich szczebli, a kobiety na tych niższych zarabiają więcej niż mężczyźni na wyższych, do drzwi takiej firmy puka PFRON strasząc sankcjami za brak zatrudnienia niepełnosprawnych. Co jednak zrobić ma pracodawca, u którego osoby takie po prostu nie szukają zatrudnienia?

Wiele mówi się o dysproporcjach w zatrudnieniu mężczyzn i kobiet zarówno w firmach prywatnych jak i instytucjach państwowych. Podobne uwagi dotyczą także instytucji takich jak Sejm czy Senat gdzie zasiadają ludzie wybierani w bezpośrednich wyborach przez społeczeństwo. Czyż nie przypomina to pretensje do garbatego o to, że ma proste dzieci.

Sprawa równouprawnienia na rynku pracy w statystykach wygląda niekorzystnie dla grup walczących o swoje prawa i tego nikt nie kwestionuje. Przekładając statystyki na pracodawców globalnie łatwo popaść jednak w paranoje. W prawdzie są firmy, w których mikro społeczność nie odzwierciedla podziałów społecznego kraju lub nawet regonu, jednak czemu tak musi być? Jeśli nie podejdziemy elastycznie do żądań to dojdzie kiedyś do tego, że w każdej firmie będzie musiał pracować katolik, protestant, Żyd, muzułmanin, niepełnosprawny, homoseksualista, łysy, rudy, okularnik, przedstawiciele wszystkich narodowych mniejszości we wszystkich odcieniach skóry, nie wykluczając „zielonych ludzików” z Marsa. W konsekwencji dojdzie do tego, ze w imię równouprawnienia zdyskryminowana zostanie większość. Czy o to chodzi dziś dyskryminowanym mniejszościom?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Tadeuszu: Dziekuje za uznanie. O to mi wlasnie chodzilo. Chodzilo mi takze o to, ze powstaja przepisy, ktore w zalozeniach maja bronic interesow niektorych grup spolecznych a w praktyce czesto dzialaja przeciwko tym interesom.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mnie się wydaje, że autorowi chodziło o występowanie w prawie tzw. "przegięć", jak również o nadinterpretację prawa. I zrobił to dobrze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I sam z siebie i w sytuacji gdy są skargi. Z tym, że skarga na np. Urzad powoduje kontrolę w trybie zapowiedzianym a w przypadku firm prywatnych zazwyczaj kontrole są organizowane z nienacka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A PIP sprawdza sam z siebie. czy dopiero jak ktoś da namiary?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie do końca. Państwowy może pozwolić sobie na dowlone podejście, bo PIP go nie tknie. A prywatny tak boi się sankcji PIP, że nie jest elastyczny nawet w granicach obowiązujących przepisów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak widać dużo zależy od podejścia pracodawcy i jego wczucia się w sytuację.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fakt - im bardziej "niszowy" przywilej tym trudniej o niego w dużych i państwowych firmach a im badziej standardowa sprawa tym łatwiej o elastyczne podejście właśnie w tych państwowych a trudniej w prywatnych. Gdy pracowałem w urzędzie to mogłem na zwykły urlop iść zawsze gdy chciałem a gdy nie chciałem to po spełnieniu kilku formalności bez problemu mogłem skumulować urlop nawet z 3 lat. Pracując w prywatnej firmie i nie chcąc iść na dziesięciodniowy urlop muszę uciekać się do bardzo kreatywnych zabiegów a i tak są z tym niezłe problemy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To zależy w jakich instytucjach państwowych ..są takie co postepują wbrew prawu jeśłi chodzi o udzielenie urlopów szkoleniowych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Owszem, kontrowersyjne. Tu tego nie widać ale nawet taka uwagę wpisałem w notatce pod tekstem wysyłanym do Redakcji. Ja zawsze pisałem o różnych sprawach w sposób inny niż nakazuje populizm. A ten konkretny temat faktycznie może w przyszłości przerodzić sie w problem. Dziś już w sprawach związanych z prawem pracy wylewamy często dziecko z kąpielą - dla przykładu powiedzmy, że pracownikowi zatrudnionemu w jakiejś firmie zależy na odbieraniu urlopu po kilka dni, bo np. uczy się i co tydzień lub dwa ma zajęte piątki bo studiuje zaocznie. W roku ma 20 lub 26 dni urlopu co mniej więcej powinno wystarczyć na to aby brać wolne w piątki, w które ma zajęcia, na egzaminy, praktyki studenckie itp. Pracodawca każe mu jednak wybrać ciągiem 10 dni, bo w przeciwnym razie przyjdzie PIP i nałoży na pracodawcę gigantyczną karę. W ten sposób istytucja, która powinna dbać o prawa pracownika działa na jego szkodę. Nie wspomnę już o tym, że PIP nie tyka instytucji państowych i urzędów, w których z urlopem można do woli i bez konsekwencji robić co się chce.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z tej strony to chyba jeszcze nikt nie spoglądał na te sprawy. Tekst nieco kontrowersyjny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.