
Tak zwana „ochrona w chmurze” wydaje się mieć zarówno zwolenników jak i przeciwników. Pomijając kwestie czysto teoretyczne, meritum sprawy dotyczy jednak realnego bezpieczeństwa, jakie jest w stanie zapewnić użytkownikom, ten stosunkowo nowy na rynku system.
Dyskusja zainicjowana przez specjalistów G Data wywołała wiele kontrowersji. Główny punkt sporu dotyczy faktycznej skuteczności i niezawodności „ochrony w chmurze” - technologii, która ze względu na wysokie oszczędności wykorzystywanych zasobów, budzi stale rosnące zainteresowanie wśród klientów oraz pozostałych producentów oprogramowania antywirusowego. Dyskusja, jaka toczy się między G Data i Panda dotyczy faktycznego poziomu bezpieczeństwa, jakie jest w stanie zapewnić użytkownikom, system Cloud Secyrity, oferowany przez jednego z twórców oprogramowania.
Błędy nowej technologii wytknięte zostały między innymi przez bardziej zaawansowanych użytkowników oraz niezależne laboratorium AV Test. Według Andreasa Marxa z firmy AV-Test program ten ma kilka niedociągnięć, m.in.: "Rozpoznaje znacznie mniej malware'u niż pełna wersja produktu" - twierdzi Marx w rozmowie z heise Security.
Jeden z internautów TheWanderer napisał: "Załóżmy, że użytkownik pobierze i uruchomi wirusa, który "odetnie" go od internetu. Albo jeszcze lepiej, podmieni wpisy do pliku hosts, lub zainfekuje systemową bibliotekę DNS. Program nie posiada mechanizmów lokalnej ochrony (jedynie heurystyka), więc w czym nam może w takiej sytuacji pomóc? Oprócz skanera działającego "w chmurze", niezbędny jest program antywirusowy umożliwiający skanowanie komputera w trybie offline - czyli bez uruchomionego zainfekowanego systemu operacyjnego".