Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

180164 miejsce

Dyskusja o książkach dla studentów

Chcesz konkretną książkę? I tak ją kupisz za wszelką cenę.

Student biedny jest, każdy wie.
Jak wyliczono w artykule Anny Wittenberg, miesięcznie student uczący się w stolicy ponosi koszta w wysokości około 1200zł za mieszkanie, wyżywienie i transport. Trochę taniej jest w Katowicach i Krakowie, tu ceny są w okolicach 700zł. Bez pomocy rodziny, często i na to nie wystarcza. W takim razie skąd brać pieniądze na książki, opracowania czy podręczniki?

Praca! praca! praca! Bez pracy daleko nie zajdziesz.
W przypadku studentów dziennych, możliwości są jednak ograniczone tak samo jak ich zarobki, natomiast zaoczni zarabiając więcej ale muszą się liczyć z opłacaniem studiów (nie mówiąc juz o płatnych studiach dziennych).
Natomiast biorąc pod uwagę wkład rodziców plus własne dochody, powinien nam co miesiąc jakiś grosik się ostać.
Ale czy starczy nam na pewno na wszystko czego potrzebujemy na studia?
- Jak jeden aktykuł, który dostajemy na zajęcia, kosztuje 5 zł (skserowany oczywiście), a mamy takich trzy, to na dzień wychodziłoby mi 15 zł. Na początku próbowałam, ale szybko sie zrujnowałam – mówi Kasia, studentka polonistyki na UŚ w Rybniku.

Są przecież jeszcze stypendia!
Kasia kontynuując swój wywód podkreśla, że stypendia wszystkiego nie załatwią. – Ludzie dostają około 250zł (co przy średniej stypendiów na Śląsku jest dość przyzwoitą kwotą - przyp. red.). Wbrew błędnym opiniom, naprawdę wydają je na pomoce naukowe, ale i tak im brakuje. Kaśka podkreśla, że podręczników nie kupuje, co za tym idzie także ich nie czyta. Opiera się wyłącznie na skserowanych ściągach i własnych notatkach z wykładów.
Na banalne pytanie, banalna odpowiedź: dlaczego nie kupujesz? Bo są drogie. Za drogie.

Asia, studentka psychologii na UJ w Krakowie dostrzega dwa problemy. Pierwszy z nich to ceny książek. książki są za drogie na kieszenie studentów. Fot. Bartosz Jurkiewicz
- Stanowczo za wysokie jak na kieszeń studenta. Do tej pory nie słyszałam o jakichś dotacjach dla nas na podręczniki. A szkoda. Jak na razie "wyszło naprzeciw" studentom wydawnictwo PWN, tworząc swoją kampanię "ksero to zero ", która ma na celu wzbudzenie obrzydzenia dla sposobu, jakiego używają studenci dla pozyskania książek i podręczników.

Ksero w wielu wypadkach jest jedyną drogą
- Ksero dla nas to czasami jedyne wyjście. Istnieje w bibliotece opcja wypożyczenia książki na jedną noc. Jeżeli książka jest trudno dostępna to wtedy, przychodzę, biorę książkę, idę na ksero, a rano oddaję ją z powrotem do biblioteki - wyjaśnia Aśka. Istnieje także coś takiego jak "inicjatywa studencka" czyli robienie streszczeń z książek - dzieli się rozdziały i każdy opracowuje jeden z nich, potem przesyłamy na maila i można zdawać egzamin. Tym sposobem zaoszczędzamy czas i pieniądze.
Drugim problemem, jest brak egzemplarzy. Można się często spotkać - tym bardziej na studiach - ze zjawiskiem wyczerpanego nakładu danej pozycji. Najszczersze chęci i pieniądze nam tu wiele nie pomogą. Pozostaje szukać w antykwariatach. – Antykwariaty... próbowałam na pierwszym roku ale raczej nie da się z nich korzystać, bo my używamy z reguły książek nowych – mówi Asia.

A co z bibliotekami?
Czasem zdarza się, że trzeba przeczytać 800 stron, a w bibliotece jest tylko (jeśli w ogóle jest) jedna książka na wydział liczący 120 osób... – Jest coś chorego w sytuacji, gdy o książkę trzeba walczyć – kwituje Asia.

W takim razie jakim cudem, my studenci, mamy kupować oryginalne książki? Jak mamy zrezygnować z ksero, kiedy ani wydawnictwa, ani rząd nie wyciąga do nas ręki?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.