Pozycja materiału w rankingach:
Dysfunkcje to powszechna choroba czy tylko przykrywka dla braku zdolności, talentu lub zwykłego lenistwa?
Namnożyło się ostatnio odkryć w dziedzinie dysfunkcji, że aż strach człowieka bierze. Większość polskiej młodzieży szkolnej jest chora i nikt nie bije na alarm! Ponoć w niektórych klasach wskaźnik zaświadczeń o dysfunkcji przekracza 70 procent uczniów. I stale przybywa nowych. Zobacz także:
Artykuły
(50)
Galerie
(16)
Średnia ocen
(4.85)
Wiek: 56 | Miejscowość: Bydgoszcz | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Joanna Ziemba 05.05.2009 10:37
A wg mnie, Marto, nie masz racji.
Nie możesz porównywać prawdziwych chorób z czymś takim...
Poza tym, nikt tu nikogo nie wyśmiewa. Nie możesz tak o tym myśleć. A co do ADHD - jest to zespół nadpobudliwości psychoruchowej, więc znów porównanie zupełnie bez sensu.
Ja rozumiem, że niektórym ciężej przyswaja się pewne informacje i być może przesadziłam w swoim poprzednim komenatrzu, ale chyba podstaw można się nauczyć, prawda?! Jeśli są to zdrowe dzieci, to nie rozumiem, w czym problem.
Joanna Ziemba 05.05.2009 10:25
Jeśli chodzi o moje zdanie, to ja zawsze uważałam to za zwykły przejaw lenistwa. Rodzicom pewnie nie chce wysłuchiwać się na zebraniu, że ich dziecku nie chce się nauczyć podstaw, to załatwiają im papierek, że są dysjacyś i mają z głowy, a dziecko jest szczęśliwe.
Ja np. jestem świadoma swojego ogromnego lenistwa.
Marta Wieszczycka 17.09.2008 18:35
Artykuł jest bez sensu - równie dobrze można zacząć wyśmiewać istnienie zapalenia płuc, czy wad kręgosłupa, bo niektóre osoby uzyskują fałszywe zaświadczenia lekarskie, żeby czegoś tam uniknąć.
To że część osób uzyskuje fałszywe zaświadczenia to jedno, a to że są ludzie naprawdę mający problemy z konkretnymi dysfunkcjami to coś całkiem innego.
Niestety nauczyciele często nie są przygotowani do uczenia dzieci z dysfunkcjami więc im po prostu odpuszczają, a uczenie dziecka z dysfunkcją paradoksalnie wymaga więcej pracy, nie mniej.
Dysortograficy np. popełniają błędy mimo znajomości zasad. Dlatego sprawdza się ich w ten sposób, że ocenia się, czy znają zasady ortograficzne, czy wiedzą, jak coś powinno zostać napisane, a nie daje im się dyktand do pisania.
Niestety kiepski nauczyciel w takiej sytuacji woli dać wszystkim dyktanda a dysortografikowi odpuścić znajomość ortografii. A to nie o to chodzi.
I u takiego kiepskiego nauczyciela 70% dzieci przyjdzie z zaświadczeniami o dysortografii. Z czego większość z zaświadczeniami fałszywymi. U dobrego nauczyciela dysortografik zostałby sprawdzony osobno ze znajomości ortografii, a pozostałym nie opłacałoby się przynosić zaświadczeń, bo by im na jedno wychodziło. I tak by się musieli nauczyć.
Dodatkowo część dysfunkcji to dysfunkcje rozwojowe, które mogą się zdarzać u dzieci, ale już nie u nastolatków. I one po pewnym czasie zanikają, tylko u niektórych osób przeradzają się w stałe dysfunkcje. Czyli dziecko może mieć np. ewidentną dysleksję, która w pewnym momencie zniknie.
Czyli w praktyce może nie być w stanie czytać, kiedy wszyscy już czytają i nagle mu się to odblokuje. Podobnie jak niektóre dzieci nie mówią nic np. do czwartego roku życia i nagle im się to odblokowuje.
Parę słynnych osób, których praca wymaga świetnego wysławiania się przyznało się, że do jakiegoś wieku w ogóle nie mówiły, a potem momentalnie stały się niezwykle rozmownymi dziećmi :)
Kiedyś o dysfunkcjach rozwojowych nauczyciele nie wiedzieli nic. I dzieci z dysfunkcjami rozwojowymi uznawali po prostu odgórnie za niezdolne, a to głupota.
Karolina Pawlak 17.09.2008 13:51
Adrianie, a Tobie gratuluję takich wyników z angielskiego - bierzcie z niego przykład moi drodzy:)) ja osobiście byłam deaf as a post, ale maturę rozszerzona zdałam prawie na maxa. MIMO WSZYSTKO!
Karolina Pawlak 17.09.2008 13:48
chcieć to móc. Nie mówię o wygrywaniu olimpiad z matematyki czy angielskiego, ale o podstawach, które KAżDY znać powinien. Zgadzam się ze stwierdzeniem - "Wszystkie te pseudo-choroby przyczyniają się do zaniżania poziomu nauczania." a argumenty typu - żyjemy w hałaśliwym świecie dlatego wszyscy cierpią na głuchotę to lekka przesada.
Maciej Tomczak 17.09.2008 13:29
Wszystkie te pseudo-choroby przyczyniają się do zaniżania poziomu nauczania. To nie kwestia dyskryminacji, lecz praktyki - jesteś w czymś kiepski, to prawdopodobnie się do tego nie nadajesz. A tak mamy urzędników, którzy nie potrafią dobrze liczyć, ponieważ w szkole mieli zdiagnozowaną dyskalkulię albo nie potrafią (także petenci) prawidłowo wypełniać dokumentów, ponieważ w szkole mieli dysortografię i nie pisali.
Zresztą to również kwestia technologii - kalkulator zastępuje zwykłą praktykę z ołówkiem i kartką, a Word słownik ortograficzny.
Grzegorz Korzeniowski 17.09.2008 13:07
@"Dlaczego parę lat temu wszyscy dawali sobię radę z np. listeningami z ang., a dzisiaj biegają do laryngologa po zaświadczenia o rzekomej głuchocie, tylko po to, by egzaminator spojrzał na nich łaskawszym okiem?"
Bo parę lat temu jednak nie wszyscy dawali sobie radę, a od tamtego czasu trochę wzrosła zdrowotna świadomość społeczeństwa? Bo coraz więcej problemów ze słuchem w dzisiejszym - hałaśliwym - świecie to oczywistość?
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +204)