Facebook Google+ Twitter

Dysmatematyka, dyspolski, dysfizyka i inne dysfunkcje

Dysfunkcje to powszechna choroba czy tylko przykrywka dla braku zdolności, talentu lub zwykłego lenistwa?

Maszerują nasi następcy / Fot. Cezary KrysztofiakNamnożyło się ostatnio odkryć w dziedzinie dysfunkcji, że aż strach człowieka bierze. Większość polskiej młodzieży szkolnej jest chora i nikt nie bije na alarm! Ponoć w niektórych klasach wskaźnik zaświadczeń o dysfunkcji przekracza 70 procent uczniów. I stale przybywa nowych.

Epidemie przed ważnymi testami wiedzy w szkołach podstawowych i gimnazjach oraz przed maturami w szkołach średnich powodują, że stosowne poradnie pękają w szwach. Schorzenie niekiedy pojawia się nagle jak przysłowiowy grom z jasnego nieba. Całą podstawówkę, gimnazjum i dwa lata liceum zdrowy jak koń i jak go nie trafi w maturalnej dysfunkcjami to biedny uczniak ledwo stoi.

Nikt szerzej nie bada tych zjawisk, ale chyba słusznie. Nie ma powodu do niepokoju. Otóż jak wykazuje praktyka wszystkie te dolegliwości nawet nie leczone ustępują jak ręką odjął po maturze. Czyli mamy do czynienia z typowym zjawiskiem chorób wieku młodzieńczego.

Nie słyszałem o tym aby na studiach ktoś miał dysleksje, dysgrafie czy inną „dysmatematykę”. Nic mi nie wiadomo o specjalnych programach i warunkach egzaminów dla młodzieży z dysfunkcjami. Jakoś uczelnie sobie z tym radzą. Kształcą wszystkich jak leci, a mimo to mają studentów, z których wielu zostaje magistrami. Ciekawe zjawisko. Może po prostu uczelnie popełniają straszliwe przestępstwo nie zapewniając równych szans wszystkim studiującym. Ale to chyba problem Rzecznika Praw Obywatelskich.

Jednak nie wszyscy idą na studia. Co z tymi co po szkole średniej lub zawodowej idą do pracy? W CV nie podaje się informacji o dysfunkcjach potencjalnemu pracodawcy i on nieświadomy ma pretensje do sekretarki, że nie zna ortografii, a w końcu nie musi. Zatrudnia jako redaktora w wydawnictwie kogoś z dysleksją, a kasjerka myli się co chwilę bo przecież ma dyskalkulie.

Ciekawe czy rodzice ciągający swe pociechy do specjalistów zdają sobie sprawę z tego, że mogą swemu dziecku wyrządzić tak zwaną "niedźwiedzią przysługę". Pragnąc ukryć brak talentu, zdolności w jakiejś dziedzinie czy też zamaskować zwykłe lenistwo potomka piętnują go dysfunkcją, być może na całe życie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (25):

Sortuj komentarze:

A wg mnie, Marto, nie masz racji.
Nie możesz porównywać prawdziwych chorób z czymś takim...
Poza tym, nikt tu nikogo nie wyśmiewa. Nie możesz tak o tym myśleć. A co do ADHD - jest to zespół nadpobudliwości psychoruchowej, więc znów porównanie zupełnie bez sensu.
Ja rozumiem, że niektórym ciężej przyswaja się pewne informacje i być może przesadziłam w swoim poprzednim komenatrzu, ale chyba podstaw można się nauczyć, prawda?! Jeśli są to zdrowe dzieci, to nie rozumiem, w czym problem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chodzi o moje zdanie, to ja zawsze uważałam to za zwykły przejaw lenistwa. Rodzicom pewnie nie chce wysłuchiwać się na zebraniu, że ich dziecku nie chce się nauczyć podstaw, to załatwiają im papierek, że są dysjacyś i mają z głowy, a dziecko jest szczęśliwe.
Ja np. jestem świadoma swojego ogromnego lenistwa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobry komentarz Marto!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artykuł jest bez sensu - równie dobrze można zacząć wyśmiewać istnienie zapalenia płuc, czy wad kręgosłupa, bo niektóre osoby uzyskują fałszywe zaświadczenia lekarskie, żeby czegoś tam uniknąć.

To że część osób uzyskuje fałszywe zaświadczenia to jedno, a to że są ludzie naprawdę mający problemy z konkretnymi dysfunkcjami to coś całkiem innego.

Niestety nauczyciele często nie są przygotowani do uczenia dzieci z dysfunkcjami więc im po prostu odpuszczają, a uczenie dziecka z dysfunkcją paradoksalnie wymaga więcej pracy, nie mniej.

Dysortograficy np. popełniają błędy mimo znajomości zasad. Dlatego sprawdza się ich w ten sposób, że ocenia się, czy znają zasady ortograficzne, czy wiedzą, jak coś powinno zostać napisane, a nie daje im się dyktand do pisania.

Niestety kiepski nauczyciel w takiej sytuacji woli dać wszystkim dyktanda a dysortografikowi odpuścić znajomość ortografii. A to nie o to chodzi.
I u takiego kiepskiego nauczyciela 70% dzieci przyjdzie z zaświadczeniami o dysortografii. Z czego większość z zaświadczeniami fałszywymi. U dobrego nauczyciela dysortografik zostałby sprawdzony osobno ze znajomości ortografii, a pozostałym nie opłacałoby się przynosić zaświadczeń, bo by im na jedno wychodziło. I tak by się musieli nauczyć.

Dodatkowo część dysfunkcji to dysfunkcje rozwojowe, które mogą się zdarzać u dzieci, ale już nie u nastolatków. I one po pewnym czasie zanikają, tylko u niektórych osób przeradzają się w stałe dysfunkcje. Czyli dziecko może mieć np. ewidentną dysleksję, która w pewnym momencie zniknie.
Czyli w praktyce może nie być w stanie czytać, kiedy wszyscy już czytają i nagle mu się to odblokuje. Podobnie jak niektóre dzieci nie mówią nic np. do czwartego roku życia i nagle im się to odblokowuje.
Parę słynnych osób, których praca wymaga świetnego wysławiania się przyznało się, że do jakiegoś wieku w ogóle nie mówiły, a potem momentalnie stały się niezwykle rozmownymi dziećmi :)

Kiedyś o dysfunkcjach rozwojowych nauczyciele nie wiedzieli nic. I dzieci z dysfunkcjami rozwojowymi uznawali po prostu odgórnie za niezdolne, a to głupota.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 17.09.2008 15:50

kto jeśt jesce dyzgletykiem ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adrianie, a Tobie gratuluję takich wyników z angielskiego - bierzcie z niego przykład moi drodzy:)) ja osobiście byłam deaf as a post, ale maturę rozszerzona zdałam prawie na maxa. MIMO WSZYSTKO!

Komentarz został ukrytyrozwiń

chcieć to móc. Nie mówię o wygrywaniu olimpiad z matematyki czy angielskiego, ale o podstawach, które KAżDY znać powinien. Zgadzam się ze stwierdzeniem - "Wszystkie te pseudo-choroby przyczyniają się do zaniżania poziomu nauczania." a argumenty typu - żyjemy w hałaśliwym świecie dlatego wszyscy cierpią na głuchotę to lekka przesada.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wszystkie te pseudo-choroby przyczyniają się do zaniżania poziomu nauczania. To nie kwestia dyskryminacji, lecz praktyki - jesteś w czymś kiepski, to prawdopodobnie się do tego nie nadajesz. A tak mamy urzędników, którzy nie potrafią dobrze liczyć, ponieważ w szkole mieli zdiagnozowaną dyskalkulię albo nie potrafią (także petenci) prawidłowo wypełniać dokumentów, ponieważ w szkole mieli dysortografię i nie pisali.
Zresztą to również kwestia technologii - kalkulator zastępuje zwykłą praktykę z ołówkiem i kartką, a Word słownik ortograficzny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@"Dlaczego parę lat temu wszyscy dawali sobię radę z np. listeningami z ang., a dzisiaj biegają do laryngologa po zaświadczenia o rzekomej głuchocie, tylko po to, by egzaminator spojrzał na nich łaskawszym okiem?"

Bo parę lat temu jednak nie wszyscy dawali sobie radę, a od tamtego czasu trochę wzrosła zdrowotna świadomość społeczeństwa? Bo coraz więcej problemów ze słuchem w dzisiejszym - hałaśliwym - świecie to oczywistość?

Komentarz został ukrytyrozwiń

psychologowie i te ich sciemy:P

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.