Pozycja materiału w rankingach:
Na początek trochę historii. Za wynalazcę druku uznaje się J. Gutenberga (czy słusznie to już inna sprawa). Faktem jest, że od 1455 roku słowo pisane stało się bardziej dostępne dla zwykłych ludzi.
Za początek prasy w Polsce, uznaje się rok 1661, kiedy zaczął się ukazywać „Merkuriusz Polski”. W 1972 roku, po raz pierwszy przedstawiano ARPAnet (przodek dzisiejszego internetu). Co mają wspólnego te 3 daty? Wszystkie były milowymi krokami w rozwoju słowa pisanego.
Parę dni temu, odbyłem ze znajomymi rozmowę na temat : „Co wolisz? Papierowe wydania książek i gazet, czy ich elektroniczne odpowiedniki”. Argumenty padały różne, a końcowa konkluzja może odkrywcza nie jest, ale na pewno jest ciekawa.
Ale od początku. Pacholęciem będąc uwielbiałem czytać książki. Pamiętam, że kiedy chodziłem do biblioteki, witała mnie tam starsza, miła pani i wszechobecny zapach starych książek. Uwielbienie dla tego zapachu pozostało mi do dzisiaj. Niektórzy twierdzą, że to po prostu smród. Każdy ma jednak prawo do swojego zdania. Argumentem za papierowymi książkami bez wątpienia jest fakt, że nie ma nic milszego jak położyć się na łóżku. Czując pod rękoma dotyk papieru, zagłębiać się w lekturę. Łączy to czytanie z pewnego rodzaju świętem, misterium. I to właśnie jest główny minus e-booków, których dotknąć nie można. Nie mówiąc już o tym, że zagłębianie się w taką elektroniczną wersję książki, powoduje dość często bóle głowy. Związane to jest jak powszechnie wiadomo, z promieniowaniem monitora.
Za takim sposobem kontaktu z literaturą, przemawia z kolei bardzo prozaiczny powód. Dostęp i cena e-booków. Można ściągnąć z internetu, przeróżne książki dzięki programom takim jak DC, Emule. I nic to nie kosztuje, poza zużytym prądem. Jest tylko jeden szkopuł. Nie jest to legalne. Owszem można mieć takie książki legalnie, ale wtedy trzeba za nie zapłacić. Mam dziwne wrażenie, że ta pierwsza metoda milsza jest użytkownikom Internetu. Druga zaleta takich książek jest związana ze wszelkiego rodzaju podręcznikami. Programy do ich przeglądania, pozwalają na znalezienie interesującego nas problemu w ciągu kilku sekund. Odpada więc wertowanie kartka po kartce. Niezaprzeczalnym faktem, jest też to, że e-booki się nie niszczą. Choć prywatnie jestem zdania, że książki niszczą się tak szybko, jak chce tego właściciel. Kolejna sprawa to fakt, że zajmują mniej miejsca. Czy jednak serca i oczu właściciela „papierowej” biblioteki, nie raduje właśnie widok półek uginających się pod książkami?
Trudna sztuka składania gazety
Zajmijmy się teraz drugą cześcią rozważań. – Znam ludzi, którzy bez codziennej prasy nie mogą się obyć – mówi Konrad Mogieliński wielbiciel książek i gazet. Zgodzę się z tym. Jest to swoistego rodzaju rytuał. Poranna kawa i gazeta. I to właściwie główna zaleta takich papierowych wydań. Pomijam tutaj używanie ich do czynności, do których niekoniecznie zostały stworzone. Także do owijania różnych rzeczy przy przeprowadzkach. I tu dochodzimy do głównej wady. Stos gazet z dnia na dzień rośnie i tak na prawdę nie wiadomo, co z nim zrobić. Owszem, zawsze możemy je wrzucić do pojemnika na makulaturę. Tylko wciąż jest ich za mało. Bez wątpienia pewnym problemem, przy czytaniu, szczególnie dzienników, jest trudna sztuka składania gazety. Kiedy jedna z stron nam się podwinie, doprowadza to czasem do rękoczynów na całej gazecie. Spróbujcie też przeczytać coś przy silnym wietrze. Kiedy nagle odfrunie wam część, na przykład sportowa. Gonitwa za nią, może obfitować w sceny mrożące krew w żyłach.
Przyszłość, czyli...
No właśnie, bez wątpienia przyszłością są gazety elektroniczne. Jeśli chodzi o szybkość dostępu do informacji, częste aktualizacje, są one na pierwszym miejscu. – Kiedy chcę coś szybko wiedzieć – mówi jeden z moich rozmówców – wchodzę na stronę którejś z gazet i już wiem, co się dzieje. Gazety drukowane i internetowe różnią się sposobem pisania. Jak już wcześniej napisałem, dłuższe wpatrywanie się w ekran powoduje zmęczenie i zmniejszenie koncentracji. Dlatego też wiadomości w internecie, muszą być podawane w krótkiej, zwięzłej formie. Wiem po sobie, że kiedy widzę jakiś artykuł w internecie, który zajmuje 6 stron. Wole przeczytać go w papierowym wydaniu. Z drugiej strony, kiedy ma się dużo czasu, milej spędzić go z taką zwykłą gazetą.
Podsumowanie, czyli góry czy morze?
Jak widać cały temat, wygląda podobnie, jak rozmowa gdzie lepiej spędzać wakacje: w górach czy nad morzem. I w jednym i w drugim wypadku znajdą się „za i przeciw”. I suma sumarum, ludzie będą się dzielić na zwolenników i przeciwników jednego i drugiego rodzaju prasy i książek. Jak zwykle prawda leży gdzieś po środku .
Zobacz także:
Artykuły
(38)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.72)
Wiek: 32 | Miejscowość: Kraków | Kraj: Polska
O mnie: Sarkazm, ironia, złośliwość, szczerość. To ja.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Mir Nalezińskí 21.11.2006 00:00
Ale jakie marnotrawstwo papieru, farb i transportu?! Połowa gazet idzie na przemiał. I to jest problem ekonomiczno-ekologiczny!
Marek Iwaniszyn 19.11.2006 22:27
Wydaje się że przyszłością są elektroniczne wydania gazet. Ale nijak nie mogę się zgodzić z niektórymi, którzy uważają, że taka prasa całkowicie wyprze tą tradycyjną. To jest, moim zdaniem niemożliwe. Kocham prasę tradycyjną i nie wyobrażam sobie tego, by mogło by jej nie być. I wydaje mi się, że będzie zawsze. Bo jest ona praktyczna! Tak! Jakkolwiek to dziwnie brzmi jest wg mnie praktyczniejsza od elektronicznych wersji. Bierzesz pod rękę i zawsze masz ją ze sobą. Nie wyobrażam sobie siedzenia w autobusie z laptopem i czytania internetowego wydania gazety. Albo taki bardziej życiowy przykład (może nie na miejscu) - a lektura gdy wyleguję się w wannie? No way! A na plaży?
Jestem spokojny o papierową prasę:) A stos archiwalnych numerów jaki mam w domu jakoś specjalnie mi nie przeszkadza. Może czasem troszkę irytuje - jak się któraś szafka domknąć nie chce.
Pozdrawiam
Mir Nalezińskí 18.11.2006 13:38
Ależ ja nie mam pretensji, że napisałeś we współczesnej postaci! Przecież nie piszemy Marja Konopnicka, ale Maria.
Ale też z tego powodu powinno być *Teleekspres*, a nie *Teleexpress*.
Paweł Mazur 17.11.2006 10:18
Tak wiem jak się nazwę pisało. Postanowiłem ją jednak uwspółcześnić.
Co do drugiej części. Zgodzę się, boleję nad tym strasznie. Ja kiedy wchodze np. do antykwariatu, nie chce z niego wychodzić, między innymi przez zapach właśnie. Wychodzę dlatego, że pasuje nie wydać wszystkich pieniędzy;] Poza tym teraz biblioteki już tak nie pachną.
Mir Nalezińskí 17.11.2006 08:27
„Merkuriusz Polski” - na początku miał nazwę - MERKVRYVSZ POLSKI ORDYNARYINY; zamiast u pisano v zamiast j pisano i.
*witała mnie tam starsza, miła pani i wszechobecny zapach starych książek. Uwielbienie dla tego zapachu pozostało mi do dzisiaj.* - to prawda, ale nowe pokolenie nie zna tego zapachu i coraz mniej jest wielbicieli bibliotek i papierowych książek.
Łukasz Stafiej 16.11.2006 23:03
Choć trudno mi się obyć bez Internetu i zamieszczanych w nim publikacji, to wersja ksiazkowa/gazetowa zdecydowanie wygrywa w mojej prywatnej klasyfikacji. Nie to jak pomacac sobie kartki;) Dlugie pdfy strasznie meczą moje oczy.
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +204)