Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

184372 miejsce

Dyzma na konferencji prasowej

Bardzo skuteczny jest widelec lub wykałaczka. Umiejętnie nakłuty rywal odwraca się bokiem, otwierając wolną drogę do stołu.

W czasach polskiej komuny, która z komuną miała tyle wspólnego co jamnik z pudlem, ukuł (jakiś pożal się Boże) propagandysta hasło: Polak potrafi! I rzeczywiście – Polak potrafił. Jan Pietrzak utrzymywał, że Polak sprawujący władzę – po roku rządów na Saharze doprowadził by do tego, że na pustyni zabrakłoby piasku. Była to najświętsza prawda. Przez kilka lat z racji obowiązków służbowych bywałem na najprzeróżniejszych konferencjach prasowych i prezentacjach. Wizyty owe potwierdziły moją wiarę, że Polak potrafi!

Nie jest dla nikogo tajemnicą, że finał konferencji jest stały: bankiet, poczęstunek, balanga (niepotrzebne wykreślić). „Wyżerka” i „fanty” wręczane dziennikarzom sprawiają, że frekwencja jest duża. Choć nie zawsze w konferencjach udział biorą ci, którzy powinni. Wykształciła się oto w Warszawie liczna dosyć grupa ludzi, stanowiących wierny obraz Nikodema Dyzmy. Ludzie ci w porach południowych (optymalny czas organizowania konferencji), ustawiają się w pobliżu hoteli, centrów prasowych. Wyszukują tablice reklamowe firm, które tego dnia organizują imprezę. A dalej, to już hulaj dusza.

Trzeba oczywiście spełniać kilka warunków, żeby dostać się na konferencję. Po pierwsze: trzeba posiadać w miarę przyzwoity garnitur. Po drugie: trzeba pachnieć wodą kolońską i dezodorantem (Brutal wystarczy). Po trzecie: trzeba dysponować wizytówką z tytułem redaktor. I po czwarte – najważniejsze: trzeba wykazać się dużą dozą pewności siebie (bezczelności jak chcą drudzy).

W środku „redaktorzy” czują się już bardzo swobodnie – są przecież bywalcami! Obowiązkową, godzinną pogadankę da się jakoś wytrzymać. A po niej czekają atrakcje – proszą do stołów. „Redaktorzy” zajmują miejsca w sali konferencyjnej jak najbliżej wyjścia. Chodzi oczywiście o to, żeby jak najwcześniej dotrzeć do bufetu. Schwycić talerz (jak największy) i nawrzucać nań smakołyków. Uznaniem cieszą się szlachetne wędliny, łosoś i dania gorące. Sałatki i warzywa są w głębokiej pogardzie. Mając pełne talerze można zadbać o kieszenie. Nie wolno tylko dać się zepchnąć z „trasy gastronomicznej”. Znacznie gorzej przedstawia się sytuacja, kiedy swobodny dostęp do stołów jest zablokowany. Idą wtedy w ruch łokcie, dłonie i stopy. Bardzo skuteczny jest widelec lub wykałaczka. Umiejętnie nakłuty rywal odwraca się bokiem, otwierając wolną drogę do stołu. Równie skuteczny jest kopniak w kostkę. Technikę walki mają w równym stopniu opracowaną „redaktorzy” – i co wstyd przyznać – redaktorzy. Jedni i drudzy pilnują swoich miejsc, talerzy, kieliszków. Nie daj Boże wytrącić takiemu talerzyk. Niewątpliwie niedołęga „nie potrafiąca się kulturalnie zachować” usłyszy: do jasnej cholery, wybił mi pan talerzyk z ręki!. Ażeby nie było jednak wątpliwości, że osobnik posiada kulturę oraz inteligencję, dorzuci mimochodem: pan to mnie możesz w du… pocałować, i vice versa!

Napychają współcześni Dyzmowie brzuchy, nierzadko również kieszenie dobrami wszelakimi i szczęśliwi wychodzą. Tak naprawdę, to zastanawiam się, czy pisanie tego felietonu miało jakiś sens. Dyzmy nikt nie zmieni. I niech im dobrze będzie za cudze pieniądze. Sens felietonu widzę w jednym: spójrzmy, drodzy koledzy redaktorzy, na siebie. Choć przez chwilkę... Czy aby dyzmizm nie bywa czasem naszym udziałem?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Vroobelek
  • Vroobelek
  • 22.08.2006 11:28

Czy redaktorzy W24 mogą również pójść na taką konferencję? :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobry tekst gratuluję

Komentarz został ukrytyrozwiń
Natalia
  • Natalia
  • 14.08.2006 00:49

czesc tata, wyslalam ci poczta pare zdjec, powinny dojsc lada dzien, dostalam je od Janusza, powiedzial, ze sie napewno ucieszysz...
Caluje mocno
Natalia

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 13.08.2006 14:48

Mój ś.p. kolega z ekipy filmowej posiadał niebywałą zdolność wrzucania do kałduna potwornych ilości "wszelakiego żarła". Można było obserwować, jak brzucho powiększało się elastycznie rosnąc w oczach bywalców części nieoficjalnej konferencji. Drugi szacowny nieboszczyk zdradził mi tajemnicę krycia prawdziwych intencji nasycenia się do granic możliwości. Otóż nikt z grona przyjaciół nie rzucał się w stronę półmisków z kawiorem, tylko elegancko podejmował je podając w obieg z rąk do rąk, częstując z uśmiechem ludzi, którzy w rewanżu częstowali go tym samym. Trick ten znali wtajemniczeni członkowie gangu żarłaczy, którzy nigdy nie popełnili gafy częstując kogoś spoza ścisłego grona znajomych. Przypomniał mi Pan "stare czasy", ale widzę, że dzisiaj niewielu bywalców ma tego typu opory i wali wprost bez manier, bez żadnych hamulców. Wedle maksymy dobrego znajomego mojej ś.p. żony wiadomo -wszystko dozwolone, co nie jest zabronione!

Komentarz został ukrytyrozwiń

haha, pyszny tekścik

Komentarz został ukrytyrozwiń

zabawne,ale prawdziwe,no i w dodatku dosc rozpowszechnione zjawisko,w Paryzu sa cale kliki takich "redaktorow",ladnie ubranych i bezczelnych,starannie planujacych kazda trasowke na wieczor:inauguracje,wernisaze,konferencje-wyzerka i wino do woli,dla niektorych stalo sie to sposobem na zycie,nazywa sie ich "pic-assiette"-po polsku byloby chyba "szpikulce talerzowe",albo "rycerze bufetowi",tradycja jeszcze z czasow monarchii,kiedy to krol raczyl laskawie "bufetami"i kazdy kto mogl i jak mogl ,chcial dostac sie do stolu krolewskiego...ale dzis to inna "elita"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.