Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14095 miejsce

Dżentelmenem człowiek się rodzi - Dżentelmen to człowiek honoru

Dżentelmeni istnieją, istnieli i będą istnieć, bez względu na upływający czas czy ewolucję społeczeństw. Od dżentelmenów wymagano więc lojalności, wierności i uczciwości.

Jerzy Mosoń - redaktor naczelny miesięcznika / Fot. Fotogr. Katarzyna Paskuda
Czy w XXI wieku istnieją jeszcze dżentelmeni?

Nie da się jednak ukryć, że żyjemy w epoce degrengolady kultury. Jej cechą immanentną jest to, że prawdziwa sztuka przegrywa często z wykwitami show-biznesu, a wartościowi artyści ustępują miejsca celebrytom. Wystarczy bowiem, że ci ostatni dobrze radzą sobie z robieniem wokół siebie szumu. Ale to oczywiście banały. Tyle, że na tej samej zasadzie dżentelmeni musieli zrobić ostatnio nieco miejsca swym konkurentom.

Kto i o co mógłby rywalizować z dżentelmenem?

Raczej o kogo…? Wszystkie męskie typy osobowości, w zasadzie wszyscy mężczyźni zawsze rywalizowali o względy kobiet. Nie inaczej jest obecnie. Dlaczego? To kobiety decydują o tym, który typ mężczyzny w danym czasie jest najbardziej popularny. Idąc dalej tym tropem, obecnie panuje moda na metroseksualność, więc taki typ mężczyzn przejął, po dżentelmenach, palmę pierwszeństwa popularności. Obserwujemy, jak wielu panów, starając się spełnić oczekiwania kobiet, nadmiernie dba o wygląd czy też wchodzi w role społeczne przypisane niewiastom.
Mężczyźni metroseksualni nie są wymysłem naszych czasów, istnieli już dawno temu, podobnie jak homoseksualiści – oni przecież też, tak nagle się nie rozmnożyli. No bo niby jak…? Ale poważnie: to z powodu rozwoju środków masowego przekazu: o jednych i drugich mówi się więcej niż kiedyś, a nie dlatego, że nagle zaczęli się namnażać. Wracając do panów metroseksulnych: są obecnie tak popularni, bo ogromna część kobiet pragnie kontaktu z mężczyznami reprezentującymi cechy żeńskie, jednocześnie deklarujących się jako heteroseksualiści. Kiedyś tacy panowie byli często wyśmiewani. Zamiast iść na wojnę, zostawali w domu i pomagali w gospodarce, ostatecznie zajmowali się sztuką, jeśli przejawiali jakiekolwiek talenty. Teraz, by stać się atrakcyjnym dla pewnego rodzaju kobiet nie trzeba się nadmiernie starać, wystarczy ogolić nogi i klatę, a sukces gwarantowany.

Chyba Pan przesadza…

Tylko po to, aby podkreślić kierunek zmian. Typowy, odwołujący się do licznych atawizmów mężczyzna, podobnie jak klasyczny dżentelmen odchodzi do lamusa.

Jaka jest zatem współczesna definicja dżentelmena?

Cały szkopuł w tym, że takiej nie ma. Moim zdaniem, jedyna autentyczna definicja dżentelmena to definicja klasyczna. Jeśli poszukamy takiego opisu w słownikach czy encyklopediach, to dowiemy się, że owszem: dżentelmen to mężczyzna uprzejmy, wspaniałomyślny, o dobrym zachowaniu, nacechowanym kurtuazją. Choć już z tym ostatnim określeniem wiele kobiet się nie zgodzi, bo uzna ową kurtuazję jako swego rodzaju zakłamanie. I w pewnym sensie słusznie – wszak dżentelmen to także ktoś szczery, ale szczery w taki sposób, by nie ranił; motywował, zamiast przyprawiał o kompleksy, etc. Zostawmy współczesność, bo ona jest jak sztuka, aby zrozumieć stosowany obecnie eklektyzm form, zwany sztuką nowoczesną trzeba sięgnąć do historii.
Biorąc pod uwagę klasyczne podejście wiadomo, że dżentelmen powinien pochodzić z dobrego domu. Oznaczałoby to, że dobre lub złe urodzenie co najmniej sprzyja zostaniu dżentelmenem lub je udaremnia. Byłoby to smutne i jakże niepoprawne politycznie w naszych czasach bez ograniczeń, w świecie budowanym na sztucznych, wymuszonych równościach. Tak jednak jest, choć podrobić da się wszystko, a i wyjątki się zdarzają.

Czy w dawnych czasach dżentelmen musiał być szlachcicem?

To zależy od kraju. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że określenie dżentelmen wywodzi się z Anglii, warto mieć na uwadze, że odnosiło się ono do mężczyzny z dobrego domu, ale niejako dopiero aspirującego do szlachectwa. Dżentelmeni z XVII-wiecznej Anglii, to byli po prostu zamożni panowie, przeważnie mieszczanie, o wysokiej kulturze osobistej, którym jednak nie wolno było używać tytułów szlacheckich. Specyfikę ówczesnych dżentelmenów znakomicie opisuje John Selden, w dziele „Titles of Honour” z 1614 roku. Historycy mogą się doszukać w tym opracowaniu nawet konotacji przedrewolucyjnych – bo przecież na tle nierówności stanów doszło w końcu do walk wewnętrznych.

W Polsce dżentelmen znaczył wówczas to samo?

To o wiele bardziej skomplikowane. Polacy byli biedniejsi od Anglików, targani przez zaborców, znaleźli zatem swoją własną drogę. U nas „dżentelmen” to był i mam nadzieje jest nadal przede wszystkim „człowiek honoru”. Definicję takiego pana zawiera Polski Kodeks Honorowy Władysława Boziewicza z 1919 r. Dla nas dżentelmen to: mężczyzną o nienagannych manierach, nieposzlakowanym imieniu. Uznaje on honor za najwyższą wartość. Polski dżentelmen to osoba pełnoletnia, niezależna, posiadająca minimum średnie wykształcenie. I oczywiście nacechowana męstwem, zdecydowaniem, odwagą oraz walecznością. Dżentelmen powinien przynależeć do elity społecznej i być wobec niej lojalnym. Warto też zauważyć, że w przeciwieństwie do Anglii nacisk nie jest tu postawiony zbyt mocno na zamożność takiego mężczyzny: dżentelmen mógł zaciągać długi, które obowiązkowo trzeba było spłacić, no chyba, że wierzycielami byli kupcy czy rzemieślnicy… Można z tego wnioskować, że dżentelmenami mogli być nawet ubodzy panowie wywodzący się jednak ze stanu szlacheckiego. Co jednak bardzo ważne, polski dżentelmen nie mógł być utrzymankiem kobiety, ostatecznie akceptowano jednak wsparcie krewnej, ale było to i tak źle widziane przez socjetę.

Czy obecnie jest dopuszczalne by kobieta utrzymywała dżentelmena?

Jak wspomniałem wcześniej, w przypadku postrzegania tego, kim jest dżentelmen jestem zwolennikiem klasycznego podejścia, które to wyklucza. Nie każdy jednak musi się ze mną zgadzać.

Czy dżentelmen może być utrzymankiem innego mężczyzny?

Cechą dżentelmena powinna być jego niezależność i preferencje seksualne nie mają tu znaczenia.

Zatem dżentelmen może być gejem?
Nic nie stoi na przeszkodzie.

Ale przecież wysnuł Pan na początku tezę, że każdy typ mężczyzn, który obecnie odbiera pozycję dżentelmenom rywalizuje o kobiety. Wygląda na to, że geje w tym kontekście stoją na straconej pozycji.
Przeciwnie, są w uprzywilejowanej sytuacji. Geje też rywalizują o panie, choć ukoronowaniem wysiłków geja, względem kobiety, jest zdobycie korony jedynie jej ducha. To stawia go w lepszej sytuacji od mężczyzny heteroseksualnego. W jego przypadku, nagrodą w walce o kobietę jest ciało i duch. Nic zatem dziwnego, że niektóre kobiety, szczególnie te wyemancypowane, dużo lepiej czują się w relacjach z homoseksualistami - mogą się czuć przy nich bezpieczniej. Kobiety mają przewagę nad gejami, wynikającą choćby z tego, że ich słabość: skłonność do uległości cielesnej wobec mężczyzn, nie jest narażona na wykorzystanie. W czasach, gdy o dominujące role w społeczeństwie tak zażarcie walczą kobiety, przyjaźń z gejem ma nieocenione wartości, staje się modą, przywilejem, niekiedy nawet kartą przetargową w konfliktach na tle płciowym. Dżentelmen heteroseksualny w niemal każdym światopoglądowym sporze z kobietą stoi dziś na straconej pozycji – wszak on ma być ‘gentle’, czyli łagodny, a kobieta z racji tylko tego, że jest kobietą może sobie pozwolić na dużo więcej i być bezkarna. Ale to temat na oddzielną dyskusję. Chciałem tylko wyjaśnić, skąd bierze się ta popularność gejów wśród kobiet, które kiedyś marzyłyby o dżentelmenie, otwierającym im drzwi, przepuszczającym przed siebie w windzie czy obsypującym kwiatami.

Kobiety nie mają już takich pragnień?
Jest mnóstwo kobiet, które o tym marzą, wiele nawet się do tego przyznaje, choć nie jest to obecnie modne.

Jest aż tak źle?
Od czasów pisarki feministycznej Simone de Beauvoir świat tak bardzo się zmienił, że dziś śmiem twierdzić: nawet ona sama kwestionowałaby zdobycze współczesnych kobiet. Zamiast równouprawnienia płci doczekaliśmy się dominującej pozycji pewnej elitarnej kategorii kobiet o wysokim poziomie materialnym oraz degrengolady tego, co kiedyś nazywaliśmy męskością. Prawdziwi dżentelmeni, aby przetrwać, musieli się ukryć pod różnymi osobowościami.


Czy mógłby Pan podać kilka nazwisk prawdziwych dżentelmenów, nawet tych nieklasycznych?

Ostatnio rozmawiałem z kanadyjskim piosenkarzem Garou. Powiedział mi, że on co prawda czuje się dżentelmenem, ale raczej taką jego rockową odmianą. Jej specyfika miała polegać na tym, że jak mu się coś nie podoba, to o tym po prostu mówi, potrafi też działać spontanicznie - podejść do obcego człowieka na ulicy i przeprowadzić z nim szczerą, acz życzliwą rozmowę. Garou wspomniał także o tym, jak ważne są dla niego tradycyjne wartości jakie reprezentuje dżentelmen, honor, stosunek do kobiet, etc. Tak sobie wówczas pomyślałem, że ta chęć opisania jakiejś tam niby specyfiki, inności w jego dżentelmenerii wynikała jedynie z obawy przez krytyką, bo w istocie on jest właśnie przykładem klasycznego dżentelmena, i nie ma w tym nic złego. Takim klasycznym dżentelmenem jest bez wątpienia w Polsce, aktor Piotr Polk, który wygrał plebiscyt redakcji miesięcznika „Gentleman”. Dżentelmenem był także inny laureat tego wyróżnienia świętej pamięci generał Sławomir Petelicki. Jest nim aktor Marcin Kwaśny, profesor Michał Kleiber, o ile wiem, bo nie poznałem go osobiście piosenkarz Zbigniew Wodecki. Gdybym miał jednak wskazać taki nowoczesny typ dżentelmena, o ile jakkolwiek o dżentelmenach można mówić w kontekście nowoczesności to jest nim inny nasz laureat z poprzedniej edycji: Robert Kozyra. Co ciekawe, najłatwiej znaleźć dżentelmenów w środowiskach, które mają stosunkowo nikłą reprezentację w mediach: wśród naukowców, prawników, lekarzy. Jednak oni rzadko kiedy są promowani przez media, również rzadko kiedy wygrywają nasz plebiscyt.

Dlaczego tak się dzieje?

Aktorzy czy piosenkarze, a także zwykli celebryci są już z racji wykonywanych zawodów bardziej rozpoznawalni w społeczeństwie. Zachowania dżentelmeńskie nie dodadzą im popularności, o którą zabiegają na co dzień, bo popkultura żyje skandalem i tylko on zmusza przysłowiowego Kowalskiego do reakcji – czym większy skandal, tym lepszy.

Dlaczego zatem wśród laureatów nagrody Gentlemana Roku są przeważnie artyści?
Właśnie dlatego, że artystę dżentelmena znaleźć najtrudniej, ale też on będzie ze względu na posiadaną już rozpoznawalność najlepszym wzorem dla innych. Artysta, nawet taki, który mógłby pochwalić się kulturą osobistą najwyższych lotów staje często przed dylematem: być chamem – zaistnieć i dzięki temu przetrwać na rynku, czy być sobą - dżentelmenem i zniknąć niezauważonym?
Jako redakcja „Gentlemana” staramy się wyławiać, z tej „mętnej wody”, przede wszystkim artystów – dżentelmenów, by dać im nadzieję, że nie tylko pajace medialne mają szanse na zdobycie w polskim społeczeństwie popularności. Lekarze, prawnicy, biznesmeni – oni sobie poradzą tak czy inaczej. Artystom warto pomóc.

Jest Pan redaktorem naczelnym miesięcznika „Gentleman”, czy to jest pismo dżentelmenów czy dla osób, które pragną nimi być?
Podążając za tradycją odpowiem, że przede wszystkim dżentelmenem człowiek się rodzi, ale to nie jest tytuł dany raz na zawsze. Aby go nie stracić warto czytać „Gentlemana” – dla tych właśnie ludzi, którzy pragną pozostać w elicie redagujemy to pismo. W związku jednak z tym, że w samej genezie tytułu dżentelmen skrywają się aspiracje do szlachectwa, to przed nikim, dla kogo bycie dżentelmenem jest atrakcyjne nie zamykamy drzwi. Każdy ma szansę nim zostać. Mam nadzieję, że magazyn „Gentleman” jest w tym pomocny.

Z Jerzy Mosoniem rozmawiała Jolanta - Maria Budniak

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

W artykule zabrakło mi wzmianki o feministkach, które wszelkiego rodzaju zachowania godne gentelmana traktuja jako dyskryminację.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Generał Petelicki dżentelmenem? Odsyłam do książki o p.Petelickim '' Ostatni Samuraj''. Jako żywo jego szereg zachowań w towarzystwie nie miało nic z dżentelmenerii.
Wywiad mocno bałamutny, raczej redaktor naczelny podciąga pod termin elegantów np. jak p. Kozyra. Zaś teza z tytułu bije wszystko na głowę. Tak naiwnej wręcz dziecinnej dawno nie czytałem. Dżentelmenem można zostać w wyniku starannego wychowania, przestrzegania norm etycznych itd ale nie urodzić się. Bzdura

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Bartku, jeszcze bardziej przykre jest prostactwo i chamstwo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy tekst, ukazuje smutną prawdę o zniewieścieniu sporej części współczesnych mężczyzn.

Komentarz został ukrytyrozwiń

O klubach Dżentelmenów napisałam kiedyś , polecam tutaj link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Od czasów jeszcze bodaj przed wiktoriańskich powstały w kluby gentelmenów w WB. Wkrótce powstały w Italii we Francji. Wiele istnieje do dziś. We wschodniej Europie loże . Pod chrześcijańskim wezwaniem były to świeckie zakony Maltański, Rycerzy Grobu itd.....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobry tekst do porannej kawy.

Szkoda że umknął uwadze wszechwiedzącym komentatorom wypowiadającym się we wszystkich dziedzinach opisywanych w sieci.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.