Pozycja materiału w rankingach:
Współautorzy:
Barbara Podgórska
O sprawach, którym poświęcił swe najnowsze książki Alojzy Lysko, jeszcze kilkanaście lat temu, nie tylko na Śląsku, ale i w Polsce nie pisało się i nie mówiło.
Zobacz także:
Artykuły
(894)
Galerie
(263)
Średnia ocen
(4.11)
Wiek: 61 | Miejscowość: Ruda Śląska | Kraj: Polska
O mnie: www.podgorscy.info
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Janusz Werner 07.02.2012 01:03
Mój Ojciec miał trzech braci.Najstarszy zatonoł na Atlantyku 1941r służył w Kriegsmarine nie chciał ale musiał..drugi był w Wehrmachcie do 1972r przysyłał jeden list z Rosji w roku nie chciał ale musiał...trzeci wraz z Ojcem przez Iran ,Irak,Palestyne z gen.Andersem dotarli do Włoch..trzeci leży pod Monte Casino..Ojciec wyszedł z więzienia w Polsce w 1953r.Pierwszy i Ojciec byli oficerami,nie chcieli wojny chcieli tylko się uczyć i żyć.Ja za nazwisko nie mogłem w pracy obejmować kierowniczego stanowiska,nie znam niemieckiego do dzisiaj choc władam dwoma innymi językami biegle.Dalej mieszkam w Polsce.Co dwa lata na Wszystkich Świętych jade do Gdańska,jedną świeczke zapalam na Westerplatte,w powrotnej drodze w Warszawie na grobie Nieznanego Żołnierza zapalam dwie świeczki i w Katowicach czwartą.
Adam Podgórski 13.03.2010 22:00
Do Adama Lutostańskiego! Oczywiście masz rację. Byli przecież niemieccy Ślązacy, patrioci Niemiec, choc niekoniecznie hitlerowskiej Rzeszy i byli polscy Ślazacy. zaprzańcy. W mojej publikacji nie moglem pokazać całej złozonosci tej sytuacji, bo nie temu tematowi jest ona poswięcona. Zresztą nawet temat powstań slaskich czy wojny wrzesniowej (tak ją nazwijmy dla uprosczenia) był do niedawna przdstawiany jednostronnie i tendencyjnie, na modłe propolskiej, rzekomo slusznej propagandy. wedlug niej wszystko co niemieckie bylo be i antypolskie. A tak wcele nie było. Kto wie np. ze oprawca Polaków, ktory katował na smierć mieszkańców Nowego Bytomia, został za to własnie skazany na smierć przez sąd III Rzeszy i stracony. Właśnie za to! Że nie zawsze tak było, albo ze w wiekszości przypadkow tak nie bywało, to fakt. Dobrze, że o wszystkich tych sprawach mozemy dziś głośno mówić. Żeby mnie nie posądzać o jakies progermańskie sentymenty oświadczam, ze jestem Polakiem z Łowicza, ktory na Ślask trafił przypadkowo i ten Ślask ukochał. A jedyny sentyment, poza sentymentem do mojej Basi, żywię do prawdy!
Dziekuje wszystkim, ktorzy dobrze przyjęli artykuł o książce Alojzego Lysko!
Grzegorz Franki 13.03.2010 21:44
"Wartości człowieka bynajmniej, nie określa przynależność narodowa, są inne cechy które czynią ludzi szlachetnymi." - podpisuję się pod tymi słowami Damianie!
Damian ☮ Mosz 13.03.2010 21:24
Wielkie dzięki i wielkie uznanie panie Adamie za ten artykuł. Trzeba dużo , jak najwięcej mówić o takich sprawach. Trzeba aby ludzie poznawali jak najwięcej faktów z przekazu "żywych" ludzi a nie aparatu propagandowego. Ludzi którzy świadczą sobą i swoim życiem. Wartości człowieka bynajmniej, nie określa przynależność narodowa, są inne cechy które czynią ludzi szlachetnymi.
Pozdrawiam.
Grzegorz Franki 13.03.2010 20:28
Adam, dzięki za ten materiał. Jak wiesz, Ty w swoim artykule, a pan Alojzy Lysko w swojej książce, poruszacie sprawy memu sercu najbliższe. Nie będę polemizował z moimi Szanownymi Przedmówcami, gdyż mam do tego tematu stosunek emocjonalny, a to jak wiadomo nie pomaga w merytorycznej dyskusji. Chcę tylko przypomnieć smutny, bolesny i wstydliwy (mam nadzieję) fakt z historii: Polska nie zrobiła zbyt wiele, aby Śląsk powrócił do Macierzy. No ale to temat do odrębnej dyskusji. Proszę też wszystkich, aby pamiętali, że Ślązacy, oprócz swojej dupowatości (jak to określa Kazimierz Kutz), różnią się jeszcze nieco od reszty rodaków m.in. tym, że są bardziej praktycznymi ludźmi i mają trochę inaczej poukładane wartości: najważniejsza jest rodzina i praca, a zaraz potem Mała Ojczyzna.
Wojciech Arciszewski 13.03.2010 18:32
masz ci babo placek...MEA CULPA Chciałem dać wysoka ocena za bardzo ważny temat, a myszka mi się "omskła" i poszła zaledwie 3 ;-(( Poprawić chyba nie ma jak..
Adamie, zdrada i zdrajca to zawsze coś najgorszego. Czasami wielkim problemem jest jednak jej zdefiniowanie i udowodnienie. Wojna to straszny czas, a owe dwa słowa były często nadużywane dla doraźnych celów. Na przykład w Armii Czerwonej, każdy kto się wycofał (nawet z beznadziejnej pozycji) lub dostał się do niewoli był uznawany za zdrajcę. Polacy ze wschodnich rubieży , którzy próbowali uniknąć wścielenia siłą do Krasnej Armii w 1944 i 1945 roku tez byli określani jako zdrajcy ludu sowieckiego. Partyzantka antybolszewicka lat 1945-1948 tez była traktowana przez ludowe władze jako zdrada Polski. Mojej mamy brat słuzył w Polskiej Marynarce Wojennej w Anglii .Wrócił na niszczycielu Błyskawica w 1947 roku . i zaraz nazwano go zdrajcą. A więc różnie z tym bywa.
Co do sprawy Wehrmachtu. Wychowując się na Pomorzu Gdańskim zetknąłem się wiele razy z historiami podobnymi do opisanej powyżej. Moja rodzina tego nie doświadczyła, bo dopiero po wojnie napłynęła na te tereny, ale wychowywałem się wśród rówieśników, których dziadkowie służyli w niemieckim wojsku.Pozostawili nawet materialne ślady np kiedyś będąc uczniem podstawówki pożyczyłem od kolegi plecak na biwak, który okazał się być tornistrem wojskowym Wehrmachtu (pokryty końska skórą i opatrzony wewnątrz niemiecką sygnaturą. Jak bawiliśmy się w wojnę to ów kolega przyniósł dziadkowy hełm (oczywiscie w tajemnicy przed dziadkiem). Pomorze było wścielone do Rzeszy i istniały tam podobne procedury zaciągania do wojska.
(albo wojsko, albo rodzina do obozu w Stutthofie). Ale byli i tacy co odmawiali. Dziadek moje zony, odmówił, rodzinę zostawili w spokoju ale powiedzieli mu "I tak trafisz na front wschodni !!!' I wscielili go jako przymusowego robotnika do organizacji Todt, która budowała bunkry m.in na froncie wschodnim. Uszedł tam z życiem, ale zdrowie stracił i zmarł zbyt wcześnie.
Poznałem tez emeryta z Pomorza, który zdezerterował z Wehrmachtu we Włoszech ( nie bał sie bo usłyszał w nocy po drugiej stronie mowe ojczystą) i trafił w Armii Andersa. Mówil, że na innych frontach bali się dezerterowac, bo przeciwnik często tez rozstrzeliwał jeńców. Okrucienstwo wojny... . Nie ma spraw jedynie czarno-białych
Adam Lutostański 13.03.2010 17:19
Aha i nikogo kto walczył dla polskości Śląska nikt normalny odsądzać od czci nie zamierza. Tym bohaterom należy się ogromny szacunek. Problem w tym, że nie wszyscy mieszkańcy Śląska byli propolscy, o czym napisałem wyżej. Było też wiele przypadków zdrad Polski, odwracania się od niej. Więc to jest tylko nazywanie rzeczy po imieniu. Zdrajca jest zdrajcą i tyle.
Adam Lutostański 13.03.2010 17:14
"Stali na przeciw siebie i strzelali do siebie ludzie z jednej niekiedy miejscowości, z jednej okolicy, z jednej ulicy. Czy chcieli tego? Nie, nie chcieli! Czy musieli? Musieli!"
Już nie przesadzajmy. Czasem chcieli i czasem musieli. To nie było tak, że wszyscy mieszkańcy Śląska jak jeden mąż i żona uznawali się za jedną grupę. Nie. Byli Polacy (którzy nazywali się też Ślązakami ale odnosili to tylko do swej małej ojczyzny), byli także Niemcy (podobnie uważający Śląsk za swoją małą ojczyznę ale będący po prostu Niemcami, osobami narodowości niemieckiej), były też inne pomysły raczej wspierane przez Niemców by Polaków odciągnąć od Polski. Propolscy Ślązacy nie chcieli by Śląsk przypadł Niemcom, chcieli by wrócił do Polski bo byli etnicznymi Polakami. Z tego powodu wzniecili powstania. Czy propolscy Ślązacy musieli walczyć z i nawet strzelać do proniemieckich Ślązaków (czy po prostu Niemców)? Tak, musieli bo wizje przyszłości ziemi, na której żyli diametralnie się różniły a nie muszę chyba mówić jak Polaków na Śląsku traktowali Niemcy i co propolscy Ślązacy czuli do ludzi, którzy chcieli im tą ichnią polską ziemię zniemczać i przyłączać do Niemiec. Tam były bardzo głębokie spory. To nie była jednolita grupa, która chciała tego samego i która czuła ze sobą aż takie związki.
Sondaż TNS Polska: Platforma w górę, PiS i Ruch Palikota mocno w dół
(odsłon: +3449)