Facebook Google+ Twitter

Dzieci wojny 1939-1948. Wspomnienia

Pod takim tytułem w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Jaworznie odbyło się spotkanie poświęcone osobom, których dzieciństwo wcale nie było przepełnione radością i poczuciem bezpieczeństwa, a strachem o życie własne i najbliższych.

Z lewej siedzą: Władysław Łąka, Maria Pierzchalska. Z prawej: Józefa Posch-Rakoczy, Krystyna Szpigiel / Fot. Miejska Biblioteka Publiczna JaworznoDzieci tułacze: mordowane, represjonowane, zsyłane do pracy. Widziały wszelkie zło, jakie niosła ze sobą wojna, mimo to nie do końca zdawały sobie sprawę z tego, że znajdowały się w jej centralnym punkcie. Zabierane rodzicom i żyjące w strasznych warunkach. Więzione tak, jak starsi. Nie w ten sposób wyobrażały sobie początkowe lata swojego życia. Stały się ofiarami polityki okupanta, który za wszelką cenę chciał zgermanizować polskie młode pokolenie. Bywało nawet tak, iż w jednej akcji deportowano ponad 40 tys. osób, osadzanych następnie w obozach pracy. Jeden z pierwszych i największych obozów tego typu usytuowany był w okolicach Zamościa. Starsze dzieci wysyłano na roboty do Niemiec, niektóre wcielono do „Hitlerjugend”. Bolesnym skutkiem takich działań jest niestety fakt, że do dziś wiele osób nie wie nic o swoim polskim pochodzeniu. Na szczęście, nawet w Jaworznie, żyją ludzie, którzy przeżyli tamten okres i nigdy nie zapomnieli o tym, że Polska to ich ojczyzna.

Przemysław Dudzik - dyrektor Muzeum Miasta Jaworzna / Fot. Miejska Biblioteka Publiczna JaworznoPierwszą bohaterką spotkania była Józefa Posch-Rakoczy. Kto wie, jak wyglądałoby dalsze życie urodzonej w Jaworznie, wtedy młodej dziewczynki, gdyby nie ten feralny dzień, w którym w wyniku jednej z niemieckich akcji aresztowano jej rodzinę. Jej bliscy zostali wywiezieni do Katowic, a potem deportowani do Mysłowic i prawdopodobnie właśnie widziała ich po raz ostatni. Końcowym przystankiem w drodze Józefy na Pomorze był Rybnik: – Oddzielono dzieci od rodziców, wrzucając je do ciężarówek i transportując w okolice Rybnika. Strzyżono je „na zero” - to był szok dla nich – wspomina. A najgorsze było dopiero przed nimi. Warunki życia w jednym z obozów na północy Polski były okropne: dzieci otrzymywały niewiele posiłku; spały na starych, piętrowych pryczach. Na dodatek wszechobecny brud i duża zachorowalność na ciężkie choroby. Pani Józefa przeżyła te straszne cierpienia. Tyle szczęścia, co ona, nie mieli jednak jej bliscy - większość rodziny zginęła.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.