Facebook Google+ Twitter

Dziecięcy koniec świata

W każdym wieku człowiek inaczej postrzega koniec świata. Jest to zazwyczaj metafora jakiegoś zdarzenia. Często z upływem czasu wydaje nam się śmieszny, ale w dniu, w którym sytuacja ma miejsce, jest to prawdziwa tragedia.

Moja przydarzyła mi się pięć lat temu. Wówczas miałam 13 lat i należałam do drużyny harcerskiej. Wspólnie wybraliśmy się na wycieczkę do Krakowa. Na miejsce mieliśmy dotrzeć pociągiem. Punktualnie spotkaliśmy się na dworcu, tam krótka musztra i odjazd. Druhna pokazała nam mniej znane miejsca Krakowa, nieuczęszczane przez turystów. Odkrywaliśmy to miasto na nowo, wszystko wydawało się ciekawe. Po zwiedzaniu mieliśmy chwilę wolnego. Spędziłam ją na krakowskich błoniach. Fascynował mnie krajobraz. Niedawno dostałam swój pierwszy telefon komórkowy z różnymi opcjami. Był drogi i rodzice przestrzegali mnie, żebym strzegła go jak oka w głowie. Miał wbudowany aparat, więc postanowiłam zrobić kilka zdjęć. Po skończeniu, położyłam się na trawie, gdzie spokojnie mogłam zobaczyć, jak wyszły zrobione zdjęcia. Nagle poczułam się senna, oczy same mi się zamykały. Po chwili byłam już w krainie jednorożców i wróżek.

Sen przerwała drużynowa zwołująca nas na zbiórkę. W pośpiechu zerwałam się z miejsca i pobiegłam na musztrę. Niedługo miał jechać pociąg powrotny. Czekaliśmy na niego z pół godziny. Przez cały ten czas czułam wewnętrzny niepokój, ciągle miałam wrażenie, że czegoś zapomniałam... niestety nie potrafiłam się zorientować czego. Weszliśmy do pociągu, druhna jeszcze raz nas przeliczyła... i w tym momencie mnie olśniło! Nie miałam telefonu! Zapomniałam go na błoniach! Zerwałam się z miejsca, opowiedziałam wszystko przełożonej. Próbowała mnie uspokoić, ale ja wpadłam w panikę. Powiedziała, żebym po niego wróciła, a ona poprosi konduktora by zaczekał, ewentualnie wrócimy następnym pociągiem. Biegłam ile sił w nogach. Ciągle myślałam tylko o tym, co stanie się, jak przyjadę bez telefonu. W głowie miałam tysiące wizji, co mogą mi zrobić rodzice. Oczywiście, były grubo przesadzone. Dobiegłam! Na całe szczęście jeszcze tam był. Chwyciłam go w dłoń i równie szybko wróciłam na peron. Pociąg akurat odjeżdżał... cała drużyna obrzuciła mnie krzywym spojrzeniem. Wszyscy byli na mnie źli. Było mi strasznie głupio, ale na szczęście miałam swój ukochany telefon. Druhna jak zawsze opanowana, pocieszyła drużynę i zaprosiła nas na dobre lody, a później na spacer wzdłuż Wisły. Każdy był zadowolony z przebiegu wydarzeń i na końcu podziękowali mi za moje roztrzepanie. Wtedy był to dla mnie koniec świata. Gdybym nie znalazła telefonu, pewnie bałabym się wrócić do domu. Dzieci dużo rzeczy wyolbrzymiają, w tym możliwe konsekwencje. Wtedy ubzdurałam sobie swoją banicję z domu lub tzw. szlaban do końca życia. Teraz z rodzicami śmiejemy się z tego, ale wówczas była to moja największa tragedia.

Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.