Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

34294 miejsce

Dzieciństwo bolszewizmem pisane

Przedstawiam opis mojego tragicznego i pokręconego dzieciństwa z okresu szalejącego stalinizmu na Śląsku w latach 1947-56.

Zdjęcie wykonane w 1948r na Wszystkich Świętych. / Fot. Archiwum domowePo dramatycznej śmierci matki, moim wychowaniem zajęli się dziadkowie. Był to trud heroiczny. Byłem wcześniakiem siedmiomiesięcznym, na dodatek z urazem z okresu prenatalnego odniesionym w skutek katowania mamy (będącej w zaawansowanej ciąży) w UB.

Do 4 roku życia nie wydałem z siebie żadnego słowa. Oznaki bólu, pragnienia, głodu, tęsknoty, samotności i żalu okazywałem płaczem. Moi dziadkowie, zwłaszcza babcia - kobieta o złotym sercu i rozumie, musiała wywnioskować sama co mnie trapi i co mi dolega. Przez cały okres wczesnego dzieciństwa czytała mi książeczki. Aż nadszedł dzień w którym całe moje dotychczasowe milczenie zostało nagrodzone - zacząłem mówić. Mówiłem jak katarynka.

Wszystkie usłyszane słowa i zdania wypowiedziane przez babcię, teraz zaowocowały znajomością języka. Nastąpiło odblokowanie urazu. Gdy miałem 5 lat, z odniesionych na wojnie ran zmarł mój dziadek. Zostałem sam z babcią. Zapisano mnie do szkoły Ćwiczeń. Nie nosiła ona nazwy "szkoły podstawowej", bo była to szkoła na podbudowie Studium Nauczycielskiego, w której przyszli nauczyciele wypracowywali metody nauczania na dzieciach. Miała ona status wyższego stopnia nauczania. Chodziły do niej dzieci prominentów urzędniczych, ministra górnictwa, lekarzy, adwokatów, artystów, aktorów z tego okresu.

Przyznać trzeba, że chyba cudem udało mi się przetrwać ten okres. Okazało się, że na skutek urazów prenatalnych byłem szkolnym jąkałą. Istne pośmiewisko dla dzieci. Ile doznałem przykrości ze strony dzieci z tzw, "dobrych komunistycznych domów", to tylko ja jeden wiem. Nie raz z płaczem wracałem ze szkoły. Babcia zapisała mnie właśnie tam, ponieważ był to mój rewir szkolny. Na domiar złego, przy moim nazwisku w dzienniku szkolnym została postawiona
czerwona kropka. W tym czasie była to oznaka dla władz szkolnych, że uczeń ten jest synem "wroga ludu". Oznaczało to, że takie dziecko traktowane jest jak przysłowiowy wrzód na d... społeczeństwa komunistycznego.

W tym okresie panowała silna indoktrynacja stalinowska. Raz zdarzyło mi się, że do szkoły na zajęcia poszedłem w Katowicach a wychodziłem w Stalinogrodzie. Nazwa miasta zmieniła się w kilka godzin na cześć "wielkiego Stalina". Autorem zmiany nazwy miasta i jej prekursorem u władz PZPR, był znany pisarz Gustaw Morcinek. Takie to były czasy. Tragizm dzieciństwa od samego początku przedstawiam na zamieszczonej obok fotografii. Przedstawia mnie stojącego nad grobem zakatowanej na śmierć mamy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Wesoło nie było, ale z dystansu kilkudziesieciu lat wygląda to w moich oczach tak: - link
link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wszystkie pańskie historie są wzruszające i smutne...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.