Gdy wróciłem do domu, po wieloletnim pobycie w sanatorium, nie umiałem ani czytać, ani pisać. Nie poruszałem się samodzielnie. Miałem 13 lat, był rok 1968.
Miałem 13 lat kiedy wróciłem do Warszawy z garwolińskiego ośrodka dla dzieci i młodzieży upośledzonej umysłowo. W domu czekała na mnie mama. Ojca nie było (rodzice byli w separacji). Zamieszkałem w wieżowcu na ulicy Jarosława Dąbrowskiego 86 m. 58.
zobaczyłem w kinie była amerykańska "Rzeka bez powrotu"). Mama lubiła chodzić na działkę, na ulicę Odyńca, po kwiaty i warzywa. Ponieważ nie mieliśmy pralki, mama oddawała nasze rzeczy do pralni. W wolnych chwilach chodziłem na telewizję do sąsiadki. Pamiętam jak narzekała i pytała dlaczego Polska bierze udział w wojnie wietnamskiej. Sąsiad z kolei puszczał filmy dokumentalne.
Zacząłem uczyć się stawiać pierwsze samodzielne kroki. Żeby przejść na drugą stronę jezdni musiałem prosić kogoś o pomoc, czasem stałem kilkadziesiąt minut zanim się odważyłem przejść. Autobus linii 125 miał wówczas pętlę na Starym Mieście. A tam spodobały mi się ruchome schody, zdarłem na nich kolana. Zobacz także:
Artykuły
(65)
Galerie
(90)
Średnia ocen
(4.44)
Wiek: 57 | Miejscowość: legionowo | Kraj: Polska
O mnie: jestem artystą malarzem ps " warszawski nikifor " wiecej informacjii na mój mozna się dowiedzec w : www.mkrauss.com
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Jadwiga Kowalczyk 07.10.2009 15:33
Spokojna, beznamietna wręcz relacja człowieka, ktory wymagał pomocy, a jednak brał zycie z całym (nie)dobrodziejstwem inwentarza.
5*
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +204)