Facebook Google+ Twitter

Dzieciństwo nie zawsze bywa szczęśliwe

Gdy dzieci radośnie świętowały w piątek swój dzień, a dorośli cieszyli się razem z nimi i byli szczęśliwi, jeżeli udało im się ten dzień uczynić wyjątkowym, zapełnić atrakcjami, barwą i dźwiękiem, ruchem i śmiechem, zapachem i smakiem - to dalecy jesteśmy od myśli, że kiedyś nie było okresu życia jaki nazywamy dzieciństwem

W malarstwie i rzeźbie, będących odzwierciedleniem ludzkich myśli i uczuć, dopiero w XIII wieku pojawiło się dziecko, a dokładniej: mały człowiek. Dziecko ujmowano jako człowieka niższego wzrostu, bez dziecięcych cech budowy ciała, ubranego tak jak dorośli, z takim samym poważnym wyrazem twarzy. Ale kiedy w sztuce już się ten mały człowiek pojawił, to - jak to opisuje Philippe Aries - kolejno wyłaniały się różne typy dzieci.

Najpierw były to dzieci-anioły, a ściślej, początkowo anioły miały postać młodzieńców. Drugim w historii sztuki typem dziecka było Dzieciątko Jezus. Ale i postać Jezuska najpierw przypominała małego dorosłego i dopiero później zaczęła w ubiorze i ekspresji nabierać cech charakterystycznych dla dzieciństwa. Dzieciątko było owinięte pieluszką lub ubrane w koszulkę, przytulało się do swojej mamy, będącej Matką Boską.

Nie tylko potrzebni dorosłym



Dopiero pod koniec średniowiecza pojawia się dziecko nagie. Najpierw w towarzystwie Świętej Rodziny, później w sztuce świeckiej w scenach rodzajowych. Dzieci są coraz bardziej dziećmi, ubrane różnorodnie, widzimy je w ramionach matek, bawią się z rówieśnikami albo towarzyszą w zajęciach osobom dorosłym. Przysłuchują się kazaniom, uczestniczą w rytuałach, przyglądają się pracy, a w XIV wieku w malarstwie pojawia się dziecko w szkole. Kolejny jego wizerunek występuje w XV wieku, wraz z koncepcją rozkosznego dzieciństwa. Coraz częściej dziecko jest w sztuce przedstawiane jako istota pełna uroku, a w XVII wieku z reguły zajmuje na obrazach uprzywilejowane miejsce.

Jednak tak naprawdę dzieciństwo jako okres rozwoju jakiemu podlega każdy człowiek wyłania się z historii dopiero w XVIII wieku. Wtedy bowiem zainteresowanie dzieckiem dotyczy nie tylko jego przydatności dla dorosłych i nie tylko odmiennego od nich wyglądu, ale obejmuje też to, jak dziecko mówi, jak się bawi i jak się uczy. Taka wiedza oparta na doświadczeniu legła u podstaw naukowych badań dotyczących dzieciństwa, które rozpoczęły się w XX wieku.

Pomimo wciąż poszerzanej i pogłębianej wiedzy, dziecko nadal jest ujmowane jako własność rodziców i jest tak do drugiej połowy XX wieku, kiedy to na fali humanizmu wyłonił się problem praw dziecka. Nie wszyscy dorośli akceptują zmiany w rozumieniu godności dziecka i jego praw, toteż do chwili obecnej równolegle istnieją dwie orientacje stosunku dorosłych do dzieci: orientacja typu władza - podległość i orientacja w której autorytet dorosłych oparty jest o przekonywanie i współdziałanie. Jedna i druga odwołuje się do dobra dziecka i miłości do niego, jakkolwiek obie wymienione wartości są różnie realizowane.

Nam, współczesnym rodzicom, wydaje się to wręcz niezrozumiałe, że aż do XVII wieku dzieciństwo było traktowane za niewiele znaczący, przejściowy etap rozwoju człowieka. I że bardzo duża śmiertelność dzieci przyczyniała się do luźnych więzi z nimi. Bo skoro powszechnie uważano, że nikłe są szanse na przeżycie dziecka, to i żal po stracie był niewielki. Znane jest wstrząsające dla nas wyznanie Montaigne'a: "Straciłem dwoje czy troje dzieci w kołysce, nie bez żalu, ale i bez przykrości". A przecież ten francuski pisarz i filozof humanista, prawnik z wykształcenia, był jednym z głównych przedstawicieli renesansu. Taki był ówczesny świat.

Żyć w lepszym świecie



Był? Niech nas nie gorszy ówczesna uczuciowa obojętność wobec dzieci, których życie było wówczas kruche niezależnie od woli rodziców. Raczej pomyślmy o współczesnym nam świecie, w którym bywają one zaniedbywane, porzucane i maltretowane - niekiedy zdarza się to także w pobliżu nas. A w przestrzeni od nas odległej wciąż jeszcze są sytuacje, że dzieci są porywane dla adopcji albo prostytucji, nieraz zabijane celem pozyskania narządów do przeszczepu. Bywają też wcielane do wojska albo torturowane. To wszystko dzieje się równolegle, na tym samym, jednym świecie.

Nie chciałabym, aby te smutne myśli zmąciły naszą szczerą radość związaną z dzieckiem. Bądźmy szczęśliwi, że przyszło nam żyć w lepszej dla nas i dla naszych dzieci części świata. Ale wieczorną porą, kiedy zmęczone radosnymi przeżyciami dzieci zapadną w głęboki sen, a my pochyleni nad nimi będziemy z czułością wsłuchiwać się w ich oddech - pomyślmy o ich rówieśnikach, których nawiedzają koszmary i w noce, i we dnie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.