Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

17608 miejsce

Dziecko-mulat przesądza o losie białoruskiej matki

Jeszcze kilkanaście lat temu Mińsk był miastem światowym, pełnym m. in. afrykańskich studentów. Dziś powstaje tam nieformalna organizacja jedności afrykańskiej i krajów zaprzyjaźnionych.

 / Fot. Ati Author	Ken Ilio from Chicago, USA/ Creative Commons Attribution 2.0 Generic licenseCzarni studenci z krajów, które "wybrały niekapitalistyczną drogę rozwoju" (jak to wtedy określano w Związku Radzieckim) pojawili się w dawnym mieście radziwiłłowskim w połowie lat siedemdziesiątych, kiedy to wydawało się, że komunizm ogarnie cały świat, a co najmniej cały Trzeci Świat. Określając rzecz dokładniej byli to przybysze z Angoli, Etiopii, Nigerii oraz Kuby, Jemenu, a później również Zimbabwe-Rodezji i kilku krajów arabskich, a także Palestyńczycy.

Jeszcze w czasach Chruszczowa radziecka milicja łapała dziewczyny, które oddaliły się w ustronne miejsca w towarzystwie młodych przybyszów innej rasy i strzygła je siłą na jeża. Politbiuro towarzysza Breżniewa na początku lat siedemdziesiątych machnęło ręką i uwolniło stróżów porządku od podobnych zajęć. Skutki w postaci różnokolorowych niemowlaków nie dały na siebie czekać.

Nie sposób przy tym uznać za jeden z tych skutków rozkwitu przyjaźni między zupełnie różnymi narodami. "Minęły czasy, w których mieszkanki Mińska, które urodziły dzieci ze związków ze studentami z krajów arabskich i afrykańskich mały nadzieję, że ojcowie zatroszczą się o swoje białoruskie dzieci. […] Już wszystkie zdążyły zrozumieć, że nie ma po co szukać ojca swojego dziecka-mulata, który powrócił do swojej ojczyzny albo gdzieś indziej w tropiki. Nawet jeśli uda się go znaleźć niewielki z tego pożytek. Praktycznie nikt z nich nie pomaga swojemu dziecku urodzonemu na Białorusi." - powiedziała Marina Rakowa, przewodnicząca Stowarzyszenia Społecznego "Mulat" w wywiadzie dla agencji prasowej Interfax. Dodała przy tym, że wynika to często z faktu, że kraje ich pochodzenia znalazły się w stanie wojny domowej lub poważnych rozruchów i z tego powodu sami z trudnością utrzymują się przy życiu.

Bycie samotną matką to jednak nie koniec drogi przez mękę mieszkanki Białorusi, która swego czasu bez zastrzeżeń uległa urokowi egzotycznych krajów i ludów. Po pierwsze czeka ją los starej panny z dzieckiem. Internacjonalizm był rzeczą narzuconą z góry. Na zasadzie akcji-reakcji teraz, kiedy nie ma już partii Lenina i gułagu biali mieszkańcy „przestrzeni poradzieckiej” odgrywają się za tamte dziesięciolecia na kolorowych. Nawet jeśli są w mniejszości potrafią dać się we znaki. Byliśmy tego świadkami m. in. w czasie meczu Rosja-Czechy na stadionie we Wrocławiu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Na to właśnie był gułag, żeby nikomu nie przeszkadzało to, co Partia uznała za jedynie słuszne. Jeżeli zaś komuś jednak przeszkadzało, to wolał się z tym nie zdradzać. Czy to jest na rękę reżimowi Łukaszenki? Raczej nie, bo może np. popsuć mu wizerunek w stosunkach z Wenezuelą. Co prawda na szczęście oficjalnego Mińska dla Latynosów rosyjski jest równie "łatwy" jak dla nas mandaryński. Z drugiej strony natomiast, co byśmy nie sądzili o białoruskim bat'ce, to nie ma on żadnego gułagu, a poza tym ma pilniejsze sprawy, ze stawianiem gospodarki narodowej z głowy na nogi na czele.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Myślę, że jest to wygodne dla władz owego kraju i dlatego tak popularne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Stalin bardzo przemieszał narody byłego ZSRR, wówczas nie przeszkadzało to nikomu.
Świat poszedł naprzód, a tam niemal osiemnastowieczny rasizm?!... nie rozumiem.

Komentarz został ukrytyrozwiń
eu_geniusz
  • eu_geniusz
  • 13.06.2012 00:47

czy to czasem nie wielki poeta Aleksander Puszkin?
a podobno wszystkie dzieci są nasze...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.