Pozycja materiału w rankingach:
Największą sensacją inauguracji wiosennych rozgrywek była przekazana we wszystkich mediach informacja o odrzuceniu przez Sąd Rejestrowy w Warszawie nowego statutu PZPN, który został uchwalony na styczniowym spędzie „Listkoludków”.
I nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo przecież tajemnicą
poliszynela jest, że chwilowo zawieszone (przez nieudacznika ciągle jeszcze
kierującego polskim sportem) władze związku zostały wybrane 11 grudnia 2004 r.
na Walnym Zjeździe Wyborczym, na podstawie sfałszowanego statutu, który z kolei
„swoje poczęcie” miał 11 maja 2000 r. Przypomnę tylko, że w owym „grudniowym
walnym” uczestniczyło nielegalnie 52 mandatariuszy (członkowie Zarządu, Komisji
Rewizyjnej i Sądu Koleżeńskiego), którzy zgodnie z ordynacją wyborczą
obowiązującą, nie tylko w każdym demokratycznym kraju, ale również wynikającą
ze statutu FIFA, nie posiadali czynnego prawa wyborczego. Na dodatek ogromna
większość z tego pięćdziesięciodwuosobowego nielegalnego grona została wybrana
do nowych władz. Niestety, jak było do przewidzenia (minister sportu sprawiał
wrażenie jakby grał w jednej drużynie z „miodowymi przekrętami”).
Tomasz Lipiec
nie był łaskaw podczas dwóch oficjalnych spotkań poinformować Seppa Blattera o
przestępstwach „korupcyjno-statutowo-licencyjno-fiskusowych”, w efekcie czego
prezydent FIFA zaproponował (na co skwapliwie zgodził się szef naszego sportu)
powołanie pięciostronne j(„wybitni tfu...rcy prawa” z FIFA, UEFA, Ministerstwa
Sportu, Orange Ekstraklasy i PZPN) Komisji Statutowej, która miała za zadanie
opracowanie nowego, opartego na demokratycznych zasadach, statutu.
Do niechlubnej skopanej historii przejdzie zadowolenie (niemal publiczny orgazm) Tomasza Lipca okazane tuż po powstaniu tego prawnego potworka. Pan minister starał się nam wmówić, że nowy statut wyrównuje szanse wpływów klubów i okręgowych związków na prowadzoną przez związek politykę organizacyjno-kadrową. A gów... prawda, bo„amatorski, aklasowy teren” ma w dalszym ciągu 10-mandatową przewagę nad zawodowcami z ligowych klubów! Po wszystkim (jedyne w tym temacie prawidłowe działanie) pan Lipiec zawiesił zarząd i ustanowił kuratora w PZPN.
Niestety, okazało się, że po paru dniach Andrzej Rusko okazał się kuratorskim niewypałem, natomiast następca Marcin Wojcieszak zaczął swoją działalność od... złamania prawa.
Pan Marcin, nie wstrzymując do czasu zatwierdzenia przez Sąd
Rejestrowy nowego statutu i procedury wyboru 120 delegatów na nadzwyczajny
zjazd, naraził na ośmieszenie nie tylko siebie, ale i swojego szefa, ponieważ
po dwukrotnym odrzuceniu rejestracji statutu przez sąd, można wysnuć jedynie
słuszny wniosek: kurator i minister zarządzając wybory na podstawie
nieobowiązującego akty prawnego odwalili kupę nikomu nie potrzebnej roboty, a
teraz tylko ogromna kupa pozostała im do zrobienie. Trzeba bowiem natychmiast
odwołać kuratora, odwiesić zarząd i zwołać „starych mandatariuszy”, by zgodnie
z prawem nanieśli oni poprawki do... nowego statutu.
A tak na marginesie, to pan Lipiec powyższą kompromitację zafundował sobie na własne życzenie, bowiem gdyby zgodnie z prawem kilka miesięcy wcześniej ustanowił zarząd komisaryczny w PZPN, to dzisiaj nie byłoby tej całej statutowej karuzeli, która nas Polaków wystawia na międzynarodowe pośmiewisko.
Kolejną niedoróbką kuratora był brak reakcji na raport
kontroli finansowej, która stwierdziła wielomilionowe oszustwa względem fiskusa
przez PZPN i ligowe kluby, za co należało natychmiast zawiesić dyscyplinarnie
zarząd związku. W praktyce oznaczałoby to, iż żaden z członków dotychczasowych
władz nie mógłby zostać wybrany delegatem.
Drugi skandal, to wyniki audytu przeprowadzonego na zlecenie
kuratora, dotyczącego ogólnie mówiąc, finansów związku. Otóż według, jak zwykle
doskonale zorientowanych w temacie, redaktorów „Dziennika”, w dokumentacji
dotyczącej zawieranych przez PZPN kontraktów telewizyjno-reklamowych brakuje
kilku „bardzo istotnych kwitów”. W ogóle w tej kwestii panuje ogromny
nieporządek, by nie powiedzieć chaos. Poza tym, rzetelni fachowcy
przeprowadzający audyt nie mogą logicznie wyjaśnić następującej zagadki: jakim
cudem na koncie PZPN znajduje się kwota około 40 milionów złociszy?
Jeśli chodzi o tajemnicze kontrakty (telewizyjne transmisje z ligowych spotkań
i meczów eliminacyjnych MŚ 2006, firmy Sport-Five i Berlo, umowy reklamowe i
sponsorskie, itd., itp.), to było do przewidzenia, że „Listek” przed oddaniem -
jak podała prasa, pod przymusem - kuratorowi kluczy do „osobistego sejfu”
zainstalowanego w jego gabinecie, dokona „ jedynie słusznej inwentaryzacji”.
Polegała ona na wrzuceniu niewygodnych kwitów do słynnej maszyny z programu
„Gra w ciemno” potocznie zwanej „niszczarką”. Oczywiście, zastosowana przez
prezesa taktyka ma „krótkie nogi”, bowiem odtworzenie zniszczonych dokumentów
będzie stosunkowo łatwe, gdyż firmy będące stronami w tych transakcjach, nie
będą chciały narażać się na podobne prokuratorskie zarzuty, jakie, mam
nadzieję, już niedługo zostaną postawione władzom PZPN.
Co zaś się tyczy nie bardzo jasnych kwestii dotyczących 40-milionowego konta,
to nijak nie można logicznie wytłumaczyć dyletanctwa „pezetpeenowskich bossów”.
Przecież nawet w „raczkujących” firmach trudniących się praniem brudnego szmalu
obowiązuje żelazna zasada: wszystkie przychody muszą być udokumentowane nawet,
jeśli „kwity są fałszywe. Wówczas w razie wpadki sprawdzenie ich przez organa
ścigania daje czas na „ratunkowe działania”.
Jedynym wytłumaczeniem tak beztroskiej, by nie rzec
bezczelnej działalności ludzi kierujących polską piłką było ich przeświadczenie
o dotychczasowej bezkarności. Przecież również publiczną tajemnicą było to, że
poprzednie władze państwowe z przymrużeniem oka patrzyły na niezgodną z prawem
działalność tego swoistego ostatniego ortodoksyjnego bastionu komuny w Polsce, który
został prawie całkowicie opanowany przez byłych „esbeków” i im podobnych
cwaniaczków, a którzy w razie wpadki doskonale wiedzieli: „z kim trzeba i jak
trzeba” rozmawiać, by każdej aferze „ukręcić łeb w zarodku”. Niestety, z
przykrością trzeba przyznać, że do czasu powstania obecnej koalicji (ludzie z
PiS, LPR i Samoobrony nie są obciążeni futbolowymi aferami) skopana mafia
święciła triumfy.
Jednak wszystko ma kiedyś swój koniec i dlatego mam nadzieję, że spotkanie
Lecha Kaczyńskiego z Seppem Blatterem będzie przebiegało w szczerej (nasz
prezydent w przeciwieństwie do ministra Lipca przedstawi wszystkie dokumenty
potwierdzające przestępstwa popełnione przez działaczy PZPN) i przyjaznej
atmosferze, po którym, jestem przekonany, obaj panowie dojdą do jedynie
słusznego wniosku: wszyscy członkowie poprzedniego i obecnego zarządu PZPN,
powinni raz na zawsze zostać wyeliminowani z polskiej piłki.
Natomiast, gdyby pan Blatter pomimo okazanych dokumentów chciał w dalszym ciągu chronić przestępców, to mam nadzieję, że pan prezydent RP nie ulegnie i nawet kosztem chwilowego (bo sprawę tę wygramy na forum Parlamentu Europejskiego) wykluczenia nas z międzynarodowych rozgrywek doprowadzi do wyeliminowania przestępców z naszej piłki.
Zdaję sobie sprawę, że wśród „miodowych decydentów” jest kilku naprawdę uczciwych działaczy, ale skoro oni swoją biernością akceptowali przestępstwa i nie zdobyli się na odwagę upublicznienia patologicznych nieprawidłowości, to muszą również „odpokutować za grzechy”.
Jan Tomaszewski
* Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie informujemy, że autor felietonu może też dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.Zobacz także:
Artykuły
(42)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.06)
Wiek: 62 | Miejscowość: Łódź | Kraj: Polska
O mnie: Słynny bramkarz reprezentacji Polski w latach 70. i 80. Niestrudzony bojownik o czyste reguły gry w polskim futbolu, były szef Komisji Etyki PZPN. Zagorzały krytyk obecnych władz Polskiego Związku Piłki Nożnej, a zwłaszcza prezesa Michała... więcej
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Krzysztof Baraniak 05.03.2007 23:17
ja również przyznaję, że często zwyczajnie pomijam teksty p. Jana. Wiedza jest - ale z zasadami się często nie zgadzam. Doceniam i szanuję każdą opinię człowieka, który się na tym zna, ale czasami jestem po prostu zniesmaczony ciągłym szukaniem dziury w całym, ciągnięciem tych samych wątków itd. Każdy jest mądry, jak nie musi podejmować decyzji. Panie Janie, ja z niecierpliwością czekam na Pańskie uzdrowienie polskiej piłki, oby się udało...na razie są to jednak tylko teksty, a te za lekarstwo nie posłużą. Pozdrawiam
Marek Iwaniszyn 05.03.2007 18:06
Mirnal - jeśli to pytanie rzucasz to piszących na W24 o piłce to ja odpowiem za siebie. Ciekawe czy inni się ze mną zgodzą;P
Odpowiedź brzmi - tak! Rzadko tu zaglądam! A czemu? Bo ileż można czytać to samo. Jan T. jako populista nie przekazuje nic nowego od kilku dobrych lat. Co ważniejsze gdy pojawiła się okazja sam zasilił szeregi PZPN-u. Więc wszelki jego dyskusje na temat PZPN-u są dla mnie niewiarygodne.
Napisał bym najkrócej tak - jeden lubi czytać "Fakt" czy "SE", a drugi "Politykę" czy "W24"(:P) [oczywiście poza takimi "specami"]- i ja jestem ten drugi;P
Maciej G. Krasny 05.03.2007 17:19
Jeśli to wszystko jest świętą prawdą (a nie gó.. prawdą), to całą tę "elyte", tj. PZPN i ministra Lipca, trzeba, nie czekając do lipca, wziąć "za pirze i na powitrze świrze".
Mir Nalezińskí 05.03.2007 13:27
Koledzy sportowcy nie zaglądają w teksty p. Jana?
Mir Nalezińskí 05.03.2007 08:19
Szkoda, że p. Jan nie jest doradcą ministra albo i samym ministrem. Wiedzę to ma. Jeśli to prawda, co pisze, a nie wygląda na kręcenie... Ale może Koledzy z dz. sport. cos dorzucą od siebie. Jakąś opinię?
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +204)