Facebook Google+ Twitter

"Dziękujemy za palenie" - mądra i przewrotna satyra

Wielu początkujących reżyserów może pozazdrościć Jasonowi Reitmanowi. Nie tylko nazwiska (Jason jest synem Ivana Reitmana, twórcy m.in. "Pogromców duchów"), ale przede wszystkim zaangażowania i talentu. A także zupełnie udanego debiutu. Film wchodzi na ekrany 11 maja.

Aaron Eckhart w "Dziękujemy za palenie". Fot. Materiały prasowe / Fot. Fot. Materiały prasoweFilm "Dziękujemy za palenie" powstał na podstawie powieści satyrycznej Christophera Buckleya. Właściwie niewiele brakowało, by do ekranizacji książki w ogóle nie doszło - wszystko z powodu przepychanek prawnych między wytwórniami Warner Bros. i Icon Productions Mela Gibsona (ostatecznie ta druga zdobyła prawa do produkcji). Ciężko było również znaleźć producenta - większość z tych, którym przedłożono scenariusz, określało film za "zbyt kameralny", "za bardzo skomplikowany", a nawet "zbyt mało ortodoksyjny". Wszystkie te problemy spowodowały, że produkcja, zamiast trwać kilka miesięcy, przeciągnęła się do czterech lat. Choć może z drugiej strony filmowi wyszło to na dobre, bowiem przy tego typu produkcjach pośpiech na pewno nie jest wskazany.

Bohaterem i zarazem narratorem "Dziękujemy za palenie" jest Nick Naylor (Aaron Eckhart), rzecznik prasowy Big Tobacco. Przy każdej sposobności Nick przekonuje wszystkich, że palenie nie tylko nie szkodzi, ale nawet jest zdrowe! (podobno pomaga na chorobę Parkinsona). Jak sam twierdzi, do jego profesji potrzebny jest "elastyczny kościec moralny". Nic bardziej trafnego - trudno jest pogodzić rolę lobbysty wygadującego wierutne kłamstwa w obronie wielkich korporacji z rolą przykładnego i zatroskanego ojca dwunastoletniego chłopca. Problemy natury moralnej nie są jedynymi, które czekają Nicka (choć te nie zaprzątają jego głowy zbyt często). Poddawszy się urokowi pięknej dziennikarki (Katie Holmes), bohater wyjawia całą prawdę na temat zakulisowych rozgrywek korporacji tytoniowych oraz ludzi ze swojej branży. Jakby tego było mało, sytuację komplikuje senator Ortolan Finistirre (William H. Macy), aktywnie promujący kampanię antynikotynową.

Muszę przyznać, że choć wiele nie spodziewałem się po tym filmie, to oglądałem go z nieukrywaną satysfakcją. Jest luźny, bezpretensjonalny i, co najważniejsze, całkiem śmieszny. Prezentuje humor inteligentny i subtelny. Widoczne są pewne inspiracje kinem Jima Jarmusha (cyniczne, chwilami zgryźliwe żarty), Guya Ritchiego, tudzież Danny'ego Boyle'a (sposób narracji, szybki montaż, "zawieszenia" akcji). Główni bohaterzy pokazani są w sposób przewrotny - większą sympatię odczuwałem do kłamliwego cwaniaczka Nicka niż do dziennikarki pragnącej za wszelką cenę zdekonspirować działania koncernów tytoniowych.

"Dziękujemy za palenie" ma kilka scen-perełek, jak ta, gdy główny bohater spiera się ze znajomymi lobbującymi najbardziej zabójcze gałęzie amerykańskiego przemysłu (przemysł spirytusowy i zbrojeniowy) o to, kto z nich przyczynia się do uśmiercenia większej ilości ludzi. Ostry humor chwilami gryzie niczym dym papierosowy - i dobrze, bo czasem śmianie się z czegoś, z czego nie wypada się śmiać, sprawia perwersyjną przyjemność. Krótko mówiąc - udany debiut Jasona Reitmana.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Brzmi zachęcająco, zaciekawia :) A tego właśnie spodziewamy się po dobrej recenzji :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.