Facebook Google+ Twitter

"Dzień kobiet", czyli o kosztach awansu

Supermarket Motylek, silnie sfeminizowany "u dołu", zmaskulinizowany "u góry". Awans oznacza porażkę... A to Polska właśnie. Premiera filmu Marii Sadowskiej z debiutującą w roli pierwszoplanowej Katarzyną Kwiatkowską.

 / Fot. .Supermarket Motylek – to modelowa firma ukazująca pewne aspekty kapitalizmu. Kierowniczka sklepu wywodzi się z personelu. Oznacza to, że sukces jest możliwy dla wszystkich – takie byłoby szlachetne założenie... Praktyka pokazuje jednak, że awans jest dla sklepikarki bardziej wyższą szkołą wykorzystywania i bycia wykorzystywanym niż sukcesem, służy bardziej jej pognębieniu niż rzeczywistemu rozwojowi. Jest rodzajem uwiązania pracownika, a nie dania mu nowych praw.
Teraz zastanówmy się. Osoba z mas awansuje. O ile generalnie pozostałe osoby cieszą się, że jedna z nich zaszła wysoko, zaraz znajdują się inne, które wyciągają jej brudy prawdziwe i domniemane. Brzmi znajomo? Bo czemu Motylek nie miałby być nie Biedronką, z którą procesuje się jedna z pracownic, czy Lidlem, który zakłada związki zawodowe, ale Stocznią Gdańską, która najpierw wybiera lidera, który zostaje prezydentem, a później nim gardzi?
Awans zaczyna oznaczać coraz większe kłopoty, nie tylko dlatego, że jak to się mówi w administracji "jednostka osiągnęła próg swojej niekompetencji", ale z powodu presji środowiska oddolnego i odgórnego, która nagle staje się nieznośnie odczuwalna.
O ile w kinie moralnego niepokoju takim jak "Wodzirej" krytykowano karierowiczów PRL-u sugerując, że pazerność i pęd ku blaskowi po trupach to cecha (demo)ludzka, to u Sadowskiej dążenie do awansu nie jest specjalnie intencją pracownika, jest to mu cecha narzucona, właściwie to nawet taka, która może uwierać. Koleżanki z pracy mogą zacząć się odwracać, coraz mniej czasu na córkę, a na układanie sobie związku, to chyba tylko z szefem. Dyrekcja zaczyna więcej wymagać, w dodatku nie zawsze w zgodzie z BHP, czy z sumieniem wrażliwszej istoty. Jedynym argumentem ZA jest motywacja finansowa (dwa tysiące złotych pensji, w ratach starczy na nowy komputer dla córki).
Niestety, kobieta awansuje nieznanym nam sposobem. Możemy się domyślać, że odpłacono jej za solidność i pracowitość, jednak łaskawa koleżanka raczy spytać "komu zrobiłaś laskę?". Co ma do rzeczy prawo (winnym jest zawsze wykorzystujący/ca swój wyższy stopień niż wykorzystywany/na), skoro zrazu działa stereotyp?
Tak, w "Dniu kobiet" świeżo awansowana pracowniczka faktycznie romansuje z szefem, ale nie dlatego, żeby awansować, czy żeby odwdzięczyć się za pomoc w rozwoju kariery. Przyczyny są dwie – poza wskazanym brakiem czasu po pracy (i brakiem kontrkandydatów w silnie sfeminizowanym "u dołu", zmaskulinizowanym "u góry" zawodzie) są to cechy osobiste dżentelmena, a zważywszy na powierzchowność Eryka Lubosa i jego wypominany niemodny wąs, to raczej rzecz ma się w jego charakterze niż wyglądzie. Z jednej strony jest on agresywny, z drugiej, zdolny do troskliwej w opieki nad niepełnosprawną żoną, którą wozi do kościoła. Tak, to szef niewątpliwie rozczulający, żonaty, religijny facet, który jest tak dobry, że opiekuje się żoną i biedny, bo nie może z nią np. kochać się na stercie puszek coca-coli. Przychodzi z kwiatami, już po tym, gdy kierowniczka przestaje pracować...
Romans ten jest tu może czynnikiem irracjonalnym, ale dodaje pracowniczce pikanterii, jako że bez niego wydawałaby się może zbyt czysta i nietknięta.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Odkupienie win... wina i kara to dziwna para ponieważ już wina jest karą więc karanie lepiej zamienić na wychowanie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.