Facebook Google+ Twitter

Dzień kota bez kota

Nigdy nie miałam kota. Alergia na sierść mojej matki wyklucza wszystko powyżej chomika. Co nie znaczy, że nigdy nie miałam kontaktu z tymi zwierzakami.

Niektórzy twierdzą, że to krowa. Ja widzę kota. / Fot. Magda GawryśPierwszego kota, jakiego pamiętam, spotkałam dawno temu na wakacjach. Napaskudził na koc i zwiał. Moja szanowna rodzicielka nie była tym faktem zachwycona, o nie. Później były też opowieści innych o ich kotach, jakieś przelotne spotkania na wakacjach (chwila nieuwagi i kiełbasa czekająca na wrzucenie na grilla znikała bez śladu) albo u sąsiadów.

Nigdy nie zapomnę, kiedy koleżanka wyszła na spacer z kotem na smyczy. Pies - wiadomo, ale kot… Szybko jednak okazało się, że na własnego kota nie mam szans. Opowieściom o tym, jakie to koty są wspaniałe, kochane, wredne, podstępne mogłam tylko wierzyć na słowo.

Tego poznałam całkiem niedawno. Aparat przetrwał tę zabawę bez uszczerbku. / Fot. Magda GawryśDzięki internetowi mogłam naczytać się o kotach do woli, o ich zwyczajach, zachowaniach, obejrzeć tysiące fotografii na różnych forach, świetną lekcją był też sławny kot Simona. Parę lat temu popełniłam nawet poważny tekst o pochodzeniu i udomowieniu kotów. Jeden z kolegów ze studiów potwierdził wtedy informację, że na Cyprze koty są stałym elementem krajobrazu.

O Światowym Dniu Kota dowiedziałam się zupełnie przypadkiem. Rok temu biegałam z mikrofonem, dręcząc ludzi różnymi dziwnymi pytaniami. Na wieczornym zebraniu naczelny stwierdził, że za mało się przykładamy, że nie wiemy, co się dzieje na świecie. Ktoś rzucił: - Jutro Światowy Dzień Kota.
- Kto ma kota w domu? - pyta naczelny. Jednemu z realizatorów wyrwało się, że ma, został zapędzony do studia razem z jedną z reporterek i przez dwie minuty opowiadał o tym swoim kocie. Jakoś wybrnął i następnego dnia audycja poszła w świat.

Kiedy ponad pół roku temu dostałam wreszcie pracę, jednym z pierwszych spostrzeżeń był czarny kot z białym krawatem i skarpetkami, rozwalony na parapecie i wygrzewający się w słońcu. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że to kotka, udało mi się też kilka razy ją pogłaskać. Przy wchodzeniu i wychodzeniu automatycznie odwracałam głowę i szukałam czarnego futra. Niestety redukcja etatów nie pozwoliła na dalsze pogłębianie tej znajomości.

Może kiedyś dostanę pracę, która pozwoli mi na pełne usamodzielnienie się i przygarnięcie własnego kota. Parę osób sugerowało mi już rozwiązanie pośrednie- sfinksa, czyli kota bez włosów, ale jakoś mnie ta opcja nie przekonuje.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.