Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

50292 miejsce

Dzień Przyszłości

Dzień wizyty bohaterów Powrotu do przyszłości w przyszłości stanowi świetną okazję do przyjrzenia się temu,jak jedno pokolenie wcześniej ludzie wyobrażają sobie przyszłość. Bardziej czy mniej zaawansowaną technologicznie? Lepszą czy gorszą?

Kiedy wczoraj między godz. 1:29 a 4:28 czasu wschodnioeuropejskiego (CET), czyli między 4:29 PM a 7:28 PM czasu pacyficznego (PST), nastał okres, w trakcie którego Marty McFly i doktor Emmet Brown gościli w przyszłości, nie tylko Internet lecz również światowe media zalały informacje związane z jego tematem. Datę nie tylko odnotowała liczna część widzów Powrotu do przyszłości (zwłaszcza jego fanów), lecz usłyszał o niej cały glob.

Od dawana stanowiła ona wydarzenie, jako że „Powrót do przyszłości” jest chyba jedynym filmem, w czasie akcji którego można ulokować zdarzenia z własnego życia, gdyż toczy się ona (jej część) po premierze przedstawiającej ja produkcji i ma konkretnie określony czas (większość z Polaków niestety w owym terminie pewnie spała). Tym, na czym się jednak skupiły obchody „Dnia Przyszłości” było porównanie przedstawionych w drugiej części kultowej trylogii wizji z aktualną przyszłością

Co prawda film powstał nie, jak się pozoruje, 30 lecz „zaledwie” 26 lat temu. Zaplanowany został jednak tak, by jego akcja w przyszłości przypadała na jedno 30-letnie pokolenie wprzód wobec początku trylogii; mogłaby więc świadczyć o tym, jak pokolenie wstecz widziano perspektywy dzisiejszego.

Baczny recenzent od razu się jednak zawiedzie i to wcale nie dlatego, żeby w filmie nie było wizji, które się potwierdziły – z czego dostrzeżeniem komentatorzy czasem mieli trudność. Zawiedzie się dlatego, że wizje te nie stanowiły żadnych prognoz. Tym większy szacunek dla scenarzysty i reżysera za tych wizji sprawdzenie się.

Filmowa wizja jutra zamiast wróżyć przyszłość miała za zadanie osiągnąć trzy cele: przedstawić jutro jak najbardziej „kosmicznie” i dziwacznie, zalać przyszłość gadżetami oraz unowocześnić samego człowieka.

Kosmiczna przyszłość
Przyszłość z Powrotu „do niej” przypomina świat z kreskówki Jetsonów. Spotęgowaniu ulegają dotychczasowe osiągnięcia ludzkości. A zwykłe rzeczy wykonują niezwykłe zadania, choć nie mają one najmniejszego sensu.

Zgodnie ze schematem spotęgowania dotychczasowych osiągnięć, po wkroczeniu za sprawą kolei w pierwszy wymiar a za sprawą motoryzacji w drugi, ludzkość w wielu wizjach przyszłości wkracza w trzeci wymiar za sprawą prywatnego lotnictwa. Nie inaczej jest w Back to the Future (BTTF). I nikogo nie dziwi nielicencjonowany ruch na stłoczonym niebie, bezpieczeństwo, ekonomia czy przydatność takiego rozwiązania. BTTF robi w tej kwestii akurat relatywnie sporo, kanalizując prywatny ruch lotniczy i ograniczając go do autostrad. Analogiczna jest logika BTTF-owej deskolotki, zamykającej serię wózka na gazety (?) i deskorolki gadżetem poruszającym się w trzecim wymiarze. A także urządzenia terapeutycznego, na którym do góry nogami lata Georga McFly. Podobny krok dokonuje się w dziedzinie energii, najwyraźniej tańszej, skoro robi z aut odrzutowce, i dostępniejszej, skoro reaktor atomowy z elektrowni i łodzi podwodnych przenosi do samochodów.

Częścią tego postępu jest to, że zwykłe rzeczy zaczynają wykonywać niezwykłe zadania, bo w przyszłości również ich atrybuty ulegają spotęgowaniu. I nikt nawet nie zastanawia się, po co miałyby to robić. Ubrania mają wmontowane suszarki. Buty same zawiązują sznurowadła (Nike wypuściło jubileuszową serię takich) zamiast zostać wyposażone w prostszy mechanizm mocowania na stopie. Kurtek nie opłaca się produkować w wielu rozmiarach ale opłaca się im montować urządzenia do dopasowywania rozmiaru. Właściwie komunikujące się z nami ubrania to bardziej rodzaj skafandrów niż okrycia. Wszystko co byleby trudniejsze do osiągnięcia dzisiaj mogącą sobie na to pozwolić przyszłość zalewa zupełnie bez powodu.

Częścią przyszłościowej kosmiczności zawsze staje się również „wystrój świata”, w tym moda. Im dziwaczniej dla nas coś się jawi, im techniczniej, elektroniczniej i matematyczniej z punktu widzenia powszechnego postrzegania w roku powstania wizji (czasem bardziej geometryczne; czasem, przeciwnie, płynne), tym chętniej stylizowane jest tak w przyszłości. A ludzie stają się częścią tej stylizacji, mimo iż realnie zawsze wolą korzystać z modernistycznego otoczenia niż ubierać się jakby sami byli jego częścią.

Gadżety
Kolejnym po spotęgowaniu dokonań współczesności przez rzeczy wykonujące bezsensowne funkcje, które nie wiadomo jak i po co miałyby wykonywać, atrybutem przyszłości jest zalew rzeczy, które (teoretycznie) wiadomo jak ale nie wiadomo po co miałyby swoje funkcje wykonywać. Wszystkiego jest po prostu pełno, jest elektroniczne i robi wszystko, co tylko możliwe. Płaskie ekrany są wszędzie, drukarki zamontowane są w każdym koncie domu. Wszystko otwiera się na odcisk palca. Co może się automatycznie wsunąć lub wysunąć, tak uczyni, a co być sterowane głosem, tak sterowane będzie. Elektronika jest w każdej rzeczy. Umyka w tym wszystkim fakt, że dostępność danej technologii nie oznacza jeszcze jej powszechnego użycia, gdy będzie to nieopłacalne bądź uciążliwe. Przesyt urządzeniami wcale nie oznacza wygody.

Zdrowie
Ostatnią, ledwie zarysowaną, cechą zmian cywilizacyjnych, jakie osiągnęła Przyszłość, jest włączenie w postęp techniczny ludzkiego ciała jako kolejnego po opanowaniu martwej przyrody elementu rzeczywistości poddanego ludzkiemu rozumowi. Doktor Brown przeszczepia sobie organy (w domyśle klony własnych), włosy, naciąga zmarszczki, przetacza krew. A to wszystko wyłącznie dla odmłodzenia. I dostępne dla zwykłego człowieka, nie żadnej dziwaczki z Hollywood. Jak zaawansowane w takim razie byłoby zabiegi w wypadku konieczności wyleczenia groźnej choroby?

Mało kto pamięta jak w epoce między pierwszym in vitro a owieczką Dolly wydawało się, że tuż tuż za elektroniką urządzeń czai się „elektronika” naszego organizmu, że życie będzie nie tylko się wydłużać, ale też prolongować zachowywaną kondycję, a dla młodego wieku ją uefektywniać. Czas pokazał, że biologia nie jest dziedziną będącą naturalnym dziedzicem mechaniki.

Wynalazki – sukces czy porażka
Jako się rzekło, Back to the Future zapowiedział wcale nie tak mało dzisiejszych technologii, poczynając od najbardziej krytykowanych „wpadek”.

Nie mamy podniebnych autostrad, jednak latające samoloty istnieją od wielu lat, i nie sprowadzają się, jak w przypadku deskolotki, jedynie do zabiegów marketingowych inspirowanych filmem. Już kilka firm wykonało swoje samochodo-samoloty. Są wśród nich zarówno maszyny o napędzie śmigłowym jak i odrzutowym. Zarówno startujące poziomo jak i pionowo.

Co więcej, prawdziwie proroczym latające samochody były raczej dla innego, pozornie mniej ale w istocie bardziej podobnego do idei z BTTF, wynalazku i zjawiska: dla dronów i ich powszechności. Przy czym ważny jest tutaj przede wszystkim rozwój dronów rozumianych w sensie ścisłym, jako bezzałogowych maszyn latających wykonujących swoje zadania autonomicznie (niesterowanych). Latanie faktycznie stało się obecnie powszechne, tyle że ludzie nie ryzykują w podniebnych taksówkach swojego życia, lecz sterują urządzeniami, w których się nie znajdują. Jednak rozwój dronów właściwych a także oprogramowania automatyzujacego prowadzenie samochodów pozwala mieć nadzieję, że za jakiś czas faktycznie pomkniemy podniebną drogą pełną samochodo-samolotów.

Rozwój dronów przede wszystkim jednak został przewidziany w Powrocie do przyszłości przez... rozwój dronów, jak ten, którego widzimy wyprowadzajacego psa w Hill Dale.

Jeżeli chodzi o latające przedmioty to, jak już wspomniałem, istnieje również deskolotka (Lexusa), choć wymaga swojego toru i nie będzie (na razie) produkowana seryjnie. No i z pewnością stanowi samospełniajace się proroctwo filmowe – ale to w wypadku filmu pełnego takich paradoksów może nawet być zaleta.

Również większość urządzeń naszpikowanego elektroniką domu McFly-ów, choć nie osacza nas tak mocno jak na filmie, istnieje w naszej rzeczywistości. Wideokonferencje urządzamy sobie od dawna choćby przez Skype-a. Telewizory mamy płaskie jak programy w nich puszczane – obie prognozy BTTF się zatem sprawdziły. Pozostając przy telewizorach, technika oglądania wielu kanałów jednocześnie dostępna jest od dawna, tyle że, jak mówiłem, niestosowana z braku potrzeby. Wykorzystywano ją głównie na finiszu różnych rozgrywek ligowych, kiedy grane jednocześnie mecze miały znaczenie dla siebie nawzajem. Ale podgląd drugiego kanału nie tylko nie jest dla nas już niczym zadziwiającym ale stanowi też funkcję jak najbardziej użyteczną. Hotele od dawna stosują zamki na odcisk palca, następcę zamków na kartę. Przy użyciu kciuka jeszcze nie płacimy za taksówkę, ale mobilne terminale płatnicze to obecnie już nic nowego. Urządzenia typu Google Glass też jak najbardziej znamy, a zamontowany w tego typu urządzeniu przedstawionym w BTTF telefon można potraktować jako zapowiedź telefonii komórkowej, telewizor natomiast jak substytut Internetu.

Zdarzają się też w naszych domach wysuwające się czy opadające urządzenia, choć rzadko sterowane głosem. Urządzenia z domu Marty-ego nie sprawiają też takiego wrażenia przesytu jak w latach 80-tych. Podobnie powszechność drukarek. Okna z wyświetlanym widokiem to co prawda (znowu!) pewien niszowy snobizm, jednak też nic obecnie niezwykłego.

Umysł-ciało
Jedną z uciążliwszych dla przybysza z przeszłości rzeczy była w BTTF interaktywność przyszłego świata. Przypomnijmy sobie, jakie wrażenie osaczenia Marty-ego robiły na nas w pierwszy raz oglądanym filmie zewsząd wyskakujące reklamy. Dziś nie są już one dla nas, zwłaszcza Internautów, żadną nowością, choć rzadko jeszcze występują jako hologramy. Podobnie podczas gdy dla Marty-ego Reagan i Chomeini kłócący się o jego zamówienie musieli być naprawdę denerwujący, żadną nowością nie jest już dla nas interaktywność komunikowania się z maszynami. Obecne interfejsy zakładają bardziej personalny niż mechaniczny sposób składania zamówień, płacenia czy poszukiwania informacji. Nasza postawa wobec wirtualnego świata potwierdził wizje BTTF-u.

Najbardziej nieprawdopodobnym pomysłem BTTF były gry komputerowe, w które nie gra się rękami, przynajmniej jeśli założyć, że chodziło o grę myślami. Tym większy należy się szacunek za jego trafność. Takie gry bowiem już od dawna istnieją. Grają w nie szympansy. Grają w nie ludzie. Mimo że są prostsze niż gry na automatach z lat 80-tych... i takie niestety pozostaną. Nie odczytują one bowiem myśli, nie można więc się z nimi myślami komunikować. Komunikować można się jedynie stanem umysłu, a to, niezależnie do jak finezyjnych stanów zostałoby doprowadzone, metoda zbyt siermiężna, żeby stać się stylem komercyjnej gry na komputerze. Obecnie wiemy już jednak, że mogą być również inne sposoby na granie nie-rękami. Mamy choćby gry monitorujące ruch ciała. Więc chociaż widzom z 1989 sugerowano, że „Pan Frodo” grał umysłem, to niedookreślonością zostawiając sobie furtkę dla innych interpretacji, trafnie przewidziano rozwój gałęzi gier komputerowych.

Kino Przyszłości reklamuje wielki hologram rekina ludojada. Hologramy nie są dzisiaj niczym nowym. Potwierdzając przewidzenie tej technologii jako ostatniej, przejdźmy do przewidywań BTTF nie związanych z techniką.

Wydarzenia
Filmem, który reklamuje ów rekin, są Szczęki 19. Szczęki nie dobiły do tej części, kończąc żywot na wyprodukowanej w 1987 roku piątce, a cała seria trwała zaledwie 12 lat. Przedstawiona w BTTF myśl o wydrenowaniu Hollywood z pomysłów, okazała się jednak prorocza. I to nie tylko w tym, że udane pomysły filmowe będą przez branżę wyzyskiwane aż do całkowitego się ich zgrania w niekończących się seriach, lecz rónież w tym, że serie te będą zaczepiać się w czasach Szczęk i Marty-ego. W 2015 r. Marty mógłby wpaść na Disney-owskie Gwiezdne Wojny VII, oryginalnie z lat 1977-1983, które z pewnością okażą się taką szmirą jaką okazałaby się 19-stka Szczęk i większą nawet niż ich części I-III (1999-2005). W 2015 trafiłby też na premierę rozwałkowanego Terminatora V i VII część historii o Rockym, które rodziły się w czasach Szczęk. Trafiłby też na zapowiedź żeńskiej wersji Pogromców Duchów (III) i Indianę Jonesa V. A to wszystko jedynie w 2015 r. Zainteresowany Szklaną Pułapką czy Rambo miałby co wypożyczać. Właściwie jedynym kultowym filmem z lat 80-tych, jaki by mu pozostał niedostępny w popsutych dalszych częściach byłby... Powrót do przyszłości!

Choć zawodzi fanów, brak czwartej części serii przygód Marty-ego i Docka (mimo że właśnie o kolejną część tego filmu prosiłby się ów „retrospekcyjny” rok 2015) najprawdopodobniej brak ten ratuje całą serię Powrotu do przyszłości przed zejściem na psy. Przez chorobę parkinsona Michaela J. Fox-a jego film o podróżach w czasie nie może doczekać się kontynuacji, choć przydałaby się mu ona jako podpora wielu wątków należących do poprzednich części, np. powodu, dla którego doktor Brown skleił podarty list, a także dla wyjaśnienia czemu świat w roku 2015 wygląda inaczej niż ten z filmu.

Z innych wydarzeń jakie trafił Powrót do przyszłości na wymienienie zasługuje zwycięstwo Cubs w World Series, a także pojawienie się drużyny, przeciw której w filmie Cubsi mieli je wywalczyć – w latach 80-tych nieistniejącej.

W innej kwestii, z którą się co prawda zbytnio nie afiszowano, bo występuje jedynie w spisie treści czytanej przez Marty-ego i Docka gazety, BTTF się jednak pomylił. Przewidywanie, że królowa Diana będzie odwiedzać USA w 2015 roku, od roku 1997 jest już nieodwołalnie nieaktualne. Nietrafione jest jednak nie tylko z wiadomego powodu. W przeciwieństwie do księżnej Diany królowa Elżbieta II okazuje się bowiem być niespodziewanie żywotna, właśnie bijąc rekord najdłużej panującej monarchini Zjednoczonego Królestwa. Co więcej znajomość księcia Karola z obecną żoną Camillą Parker Bawles nie wróżyła dobrze jego poprzedniemu małżeństwu jeszcze za życia Diany.

Podobnie w innej kwestii pojawiającej się jedynie w spisie treści owego wydania USA Today BTTF dał plamę. Mimo że prezydenta z pewnością „zmęczyłyby pytania reporterów”, gdyby BTTF trafnie przewidział, że w przyszłości zostanie nim kobieta, gdyż byłaby nią w takim wypadku Hilary Clinton, która wiele ma za uszami, to akurat płci mieszkańca Białego Domu z 2015 r. autorzy filmu trafnie nie przewidzieli. Chyba że traktować to ich przewidywanie bardziej ogólnie, jako prognozę prezydenta wybranego wyłącznie ze względu na poprawność polityczną, czy to płciową czy rasową. Wtedy strzelili w dziesiątkę, tym bardziej, że wybory z 2008 roku wręcz predestynowały kandydata bądź czarnego bądź żeńskiego do objęcia fotela prezydenta.

Za to Pepsi właśnie wypuściła swoją wersje Perfect. Choć jest to samospełniające się proroctwo w najczystszej postaci, to przecież ciągłe przeistoczenia znanych marek, wypuszczanie tych samych produktów w nowych opakowaniach, to współcześnie nasza codzienność.

Przyszłość gorsza czy lepsza?
Parę imponujących technologii oraz zapadły w pamięć w dzieciństwie ogólny klimat zbombardowania nowoczesnością mogą tworzyć wrażenie, jakby filmowa przyszłość była lepsza niż okazała się przyszłość rzeczywista. To prawda, nie mamy latających samochodów, ale ewolucja techniczna poszła też w kilku kierunkach bezwiednie przeoczonych w filmie. Mamy internet, który znalazł zastosowania równoważne działaniu masy wynalazków. Tu oglądamy „telewizję” i słuchamy „radia”, czytamy „gazety”, często niekomercyjne, mogąc komentować czy oceniać. Tu kupujemy. Tu gramy. Tu szukamy miłości. Tu szukamy hobby. Tu organizujemy rewolucje. Tu utrzymujemy kontakty z rodziną. Przez internet upada Palyboy.

Inną technologią faworyzującą nas wobec filmowej przyszłości jest telefonia komórkowa. Co prawda bohaterowie filmu porozumiewają się przez coś w rodzaju unowocześniejszego walkie-talkie, ale, no właśnie, musi być to specjalne urządzenie.

Wreszcie faworyzuje nas GPS, coś czego latające samochody przyszłości nie miały.

W sumie nie dużo, ale zawsze cieszy...

Przyszłość przyszłości
Do czasu. Jak pisałem w poprzednich artykułach, żyjemy w przed dzień wielkiego kryzysu wywołanego polityką gospodarczą USA, a także rozpadu relacji Amerykańsko-Chińskich. Przez parę następnych lat, póki globalnych zdarzeń na barki nie weźmie Państwo Środka, może czekać nas regres lub stagnacja rozwoju cywilizacyjnego. Będzie ciężko... Na szczęście ten nieszczęsny moment nie objął swoim zasięgiem 21.10.2015 roku. Popsucia mi tego dnia bym bowiem FED-owi nigdy nie wybaczył.

Do zobaczenia, wraz z kolejnymi artykułami, w przyszłości. Albo przeszłości!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.