Facebook Google+ Twitter

"Dziennik Hadriena i Rumianki". Przez Francję wszerz i wzdłuż z... krową

Dla chcącego, nic trudnego. Można się o tym przekonać po przeczytaniu relacji ze podróży młodego Francuza - Hadriena Rabouina w książce "Dziennik Hadriena i Rumianki", wydanej w październiku 2010 roku przez Wydawnictwo Czarne.

Hadrien, syn rolników zajmujących się rolnictwem ekologicznym, zdecydował się na tę podróż bo, jak sam określił, "wędrowanie jest najlepszym sposobem na poznanie świata". Marzył o podróży od dawna, ale warunkiem postawionym przez rodziców było zdanie matury. Ukończył szkołę z wyróżnieniem, więc mógł rozpocząć przygotowania do wyprawy swojego życia. "Dziennik Hadriena i Rumianki" - Hadrien Rabouin / Fot. skan okładki Nic nie zapowiadało łatwego sukcesu. Kilkukrotnie próbował wyruszyć, ale Rumianka (niesforny towarzysz podróży - trzeba przyznać, że dosyć nietypowy) i jego kiepsko umocowane na jej grzbiecie sakwy podróżne powodowały, że już na starcie pojawiły się pierwsze wątpliwości.

Mimo niesprzyjających okoliczności, udało się dotrzymać założonego planu, nie zapominając w międzyczasie o spisywaniu swoich wrażeń. Jego dziennikarskie zapiski (czasem dosyć trywialne, nieuporządkowane, ale przez to bardzo naturalne i bliskie przeciętnemu czytelnikowi) bez zbytniego zadęcia, pozwalają poznać życie mieszkańców niewielkich francuskich mieścin, których pewnie daremnie jest szukać na trasie objazdowych wycieczek turystycznych.

Urzekło mnie to, że są jeszcze młodzi ludzie, dla których zamiast Facebooka, czy konsoli ważniejsze jest spędzenie chwili swojego życia na podróżowaniu (wyłącznie dla własnej przyjemności). W trakcie czterech miesięcy, Hadrienowi udało się pokonać około 1300 km. Chłopak spędził ten czas na poszukiwaniu ginących zawodów (dla niektórych wizyt Hadrien był w stanie nawet nadłożyć drogi) oraz na obcowaniu z przyrodą (wybaczcie delikatne kulinarne zboczenie, ale już wiem jak przyrządzić tartę z pokrzywą i że krwawnik pospolity czy, babka zwyczajna to nie tylko bywalec łąk, ale i smaczny dodatek do sałaty).

W książce zabrakło mi większej ilości informacji o miejscach, w których autor przebywał, a które pozwoliłyby jeszcze bliżej poznać mieszkańców takich miejsc, jak Chatellet, lub Grojelac (czasami za dużo miejsca jest poświęcone bułkom z czekoladą i kawałkowi pasztetu, które Hadrien dostawał od przygodnie poznanych na swojej drodze ludzi).
Dodatkowo, choć może za dużo wymagam, byłbym przeszczęśliwy, gdyby wydawcy (lub samemu autorowi - nie wiem, czy była w oryginale) udało się dołożyć mapę poglądową, która pozwoliłaby nieco bardziej namacalnie prześledzić trasę wyprawy.

Czy warto spędzić parę chwil z tę lekturą? Pewnie nie zakrzyknę wszem i wobec "MUUUUUUUUUU...sicie ją przeczytać", ale jej przeczytanie z pewnością nie była męczarnią. Jeśli ktoś lubi opowieści "z drogi", lub ma sentyment do Francji, to miło spędzi kilka chwil z tym niegrubym i przyjemnie się czytającym "Dziennikiem".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.