Facebook Google+ Twitter

Dziennik Offowy, czyli jak to było w Katowicach

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2010-08-10 21:28

Dobrze, że festiwal został na Śląsku. Może wreszcie przestaniemy być postrzegani przez pryzmat węgla, GKS-u i związkowców jeżdżących do stolicy na strajki.

Deszcz konfetti i balonów na koncercie The Flaming Lips. / Fot. Michał MołdyszDzień pierwszy

Podróż do akademika. Zaczęło lać, całe szczęście niegroźnie. W akademiku okazało się, że za nocleg musimy zapłacić nie 30 - jak mówiła pani przez telefon podczas rezerwacji - a 40 zł. No cóż, nie wybrzydzaliśmy, ale gdybyśmy wiedzieli o tym wcześniej, to poszukalibyśmy czegoś w tej samej cenie bliżej centrum, a nie na końcu świata jakim jest Ligota.

Po rozpakowaniu wyprawa do sklepu po jedzenie i tequilę! Niestety z powodu trochę dłuższego niż przewidywaliśmy zasiedzenia przy tequili, zdążyliśmy tylko na dwie ostatnie piosenki Toro y Moi. A szkoda, bo - sądząc po końcówce - cały koncert był równie dobry.

Godzina 19.40, Scena Offensywna i koncert Black Heart Procession. W domu mogę ich słuchać
na okrągło, ale tu nie byłam w nastroju na statyczne i spokojne klimaty. Zostaliśmy tylko na trzech utworach i poszliśmy na Horrorsów. Koncert całkiem całkiem, ale bez szału - spodziewałam się czegoś więcej.

Po Horrosach mieliśmy zamiar iść coś zjeść. Na zamiarach się skończyło. Dźwięki dochodzące ze Sceny Leśnej, na której występował Art Brut, skłoniły nas do zmiany planów. I słusznie, bo koncert był fenomenalny! Wokalista Eddie Argos, ku przerażeniu panów z ochrony, zeskoczył ze sceny w tłum!

Niestety minusem wszystkich festiwali świata jest to, że nie można być w dwóch miejscach jednocześnie, tak więc ominął nas koncert Fenesza.

W końcu! Punkt gastronomiczny, fanaberie z bonami i zimna kiełbasa w cenie 12 zł - ech, te festiwalowe ceny... Nienajedzeni poszliśmy na piwko - akurat zaczęło znowu siąpić - i słuchaliśmy sobie Lenny Valentino, a później The Fall. Z naszej miejscówki dobrze było słychać zarówno to, co się dzieje na scenie Mbanku jak i na Leśnej.

Występ The Fall nie podobał mi się. Nie było to dla mnie jakimś wielkim zaskoczeniem, bo ich płyty również mnie nie zachwyciły. Z tego, co słyszałam, inni też nie byli zadowoleni z tego koncertu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.