Facebook Google+ Twitter

"Dziennik powstańca" Zbigniewa Czajkowskiego-Dębczyńskiego. Recenzja

"Dziennik powstańca" Zbigniewa Czajkowskiego-Dębczyńskiego to relacja z walk w Warszawie w 1944 roku. Walory literackie docenił Zbigniew Herbert w 1969 roku. "Jest to świetna proza i fakt, że napisał ją młodzieniec budzi moją zazdrość".

 / Fot. Grażyna WosińskaTrudno zliczyć publikacje o Powstaniu Warszawskim. Moim zdaniem "Dziennik powstańca" Zbigniewa Czajkowskiego-Dębczyńskiego jest wyjątkowy. Autor opisuje każdy dzień powstania, a nawet sześć dni przed jego wybuchem i kilka po kapitulacji. Przekazuje czytelnikom to, co sam przeżył lub czego był naocznym świadkiem. Bez zbędnych słów, jak na relację żołnierza przystało. Co nie oznacza, że nie ma emocji i refleksji. Dodam, że bardzo wyważonych.

Pamiętnik jest autentyczny. Zbigniew Czajkowski-Dębczyński spisywał swoje przeżycia w kilka miesięcy po powstaniu. Także rysował ołówkiem obraz jaki miał przed oczyma gdy czuwał na swoim stanowisku bojowym w zrujnowanym budynku. Jest to relacja młodego człowieka, a nie starego, mądrzejszego o nową wiedzę i doświadczenia. Pierwsze wydanie ukazało się 25 lat po Powstaniu Warszawskim w Wydawnictwie Literackim Kraków w 1969 roku. Pomimo popularności książki nie była ona wznawiana w PRL.

- Jest już dawno w Polsce wyprzedana i w ogóle sprzedawali ją spod lady – pisał Zbigniew Herbert w liście do autora i jego żony we wrześniu 1969 roku. Czajkowscy mieszkali wtedy w Londynie.

Słynny poeta przyznał także: "Dziennik powstańca" przeczytałem dwukrotnie i gotowy jestem wygłosić długą pochwałę. Jest to świetna proza i fakt, że napisał ją młodzieniec budzi moją zazdrość.

W drugim wydaniu z 1999 roku autor napisał następujące słowa, opublikowane również i teraz: "Nie był on (pamiętnik) pisany z myślą o publikacji. Ot, po prostu wrażenia siedemnastoletniego powstańca, spisane bez specjalnego celu i zbyt szczere, by dzielić się z kimkolwiek".

Siedmiu zginęło, trzech przeżyło


Już okładka wprowadza nas w atmosferę książki. Młody powstaniec w niemieckim hełmie, z granatem w ręku, uśmiechnięty pozuje do zdjęcia na jednej z warszawskich ulic, wolnej od Niemców. Zdjęcie przypomina nam o braku broni, amunicji, którą trzeba było oszczędzać. Niektórym musiały wystarczyć butelki zapalające i granaty. Z tyłu książki widzimy na fotografii dym pożarów i sztukas bezkarnie zrzucający śmiercionośny ładunek.

Autor dedykuje książkę siedmiu kolegom z drużyny, którzy zginęli. Wszystkich było dziesięciu. Ocalał autor pamiętnika i jego dwóch kolegów. W lutym 1999 roku na osiem miesięcy przed śmiercią pisał:
"Gdy po wielu latach chodziłem po Warszawie ulicami, które widziałem ostatni raz od strony piwnic, barykad i stosów gruzów, świat ten wydawał mi się równie nierealny, jakby był na przykład na Księżycu. Tylko właz do kanału przy ulicy Długiej jest wciąż ten sam i wita przyjaźnie jednego z byłych swych gości swym okrągłym wejściem. Mam nadzieję, że nigdy nie będzie służył siedemnastolatkom. Jest moment refleksji gdy to piszę, prawie pięćdziesiąt pięć lat od chwili gdy wchodziłem do tego włazu. Tak, dla mnie zaistniały studia, praca, rodzina, emerytura. Tak, dzięki tej dziurze nie jestem tylko napisem na płycie w kwaterze "Parasola" na Powązkach: "Deivir" 3 komp. Lat 17, sierpień 1944 roku, Stare Miasto".

Takiego szczęścia jak autor dziennika nie miał Krzysztof Kamil Baczyński, dowódca Czajkowskiego-Dębczyńskiego. W książce przeczytamy przejmujący opis pogrzebu poety. Zawiodą się ci, którzy liczyli na szczegóły dotyczące okoliczności śmierci. Przypis odsyła nas do Tygodnika Powszechnego z 11 lipca 1948 roku.



Przejmujące zdjęcia


Relacja Zbigniewa Czajkowskiego-Dębczyńskiego jest zilustrowana 34 zdjęciami. Wszystkie oddają tragizm, będący udziałem uczestników Powstania Warszawskiego. Te z ludźmi nie są pozowane. Widzimy powstańców czuwających na stanowiskach bojowych, sanitariuszki niosące rannych, szpital powstańczy, gruzy, płonące budynki oraz barykady. Poznajemy miejsca, które widział autor dzienników.
Oprócz zdjęć jest wyklejka z mapą "Walczące dzielnice Warszawy 1 VIII – 2 X 1944". Dociekliwym, nie znającym dobrze stolicy pomoże zorientować się w labiryncie ulic, których nazw używa autor.

Na koniec podstawowe dane:
Tytuł: "Dziennik powstańca", autor: Zbigniew Czajkowski-Dębczyński, wydawnictwo: Marginesy, rok wydania 2014, okładka miękka, zdjęcia: z archiwum żony autora, Muzeum Powstania Warszawskiego oraz Studium Polski Podziemnej w Londynie, stron: 251, cena: 34, 90 zł.
Moja ocena książki jest bardzo dobra. Serdecznie polecam.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Pochwały dla Zbigniewa Czajkowskiego ze strony Zbigniewa Herberta ze wszech miar należne, pochwały jakie poeta winien był kierować pod adresem każdego powstańca.
Gratulacje za recenzję :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.