Pozycja materiału w rankingach:
Przedświąteczna gorączka zakupów zmusiła księgarzy do wystawienia na półki wielu dodatkowych tytułów. Wśród nich znalazł się nareszcie "Dziennik rumowy", druga wydana w Polsce powieść autora "Lęku i odrazy w Las Vegas".
Książka napisana na długo przed wynalezieniem charakterystycznego dla Thompsona stylu Gonzo, nie reprezentuje najlepiej dorobku pisarskiego autora. Być może dlatego musiała czekać na wydanie blisko 40 lat. Wydanie „Dziennika rumowego” przez Niebieską Studnię nie było jednak wydawniczą pomyłką. Umożliwi fanom zapoznanie się z dziełem jeszcze przed premierą filmu zapowiadanego na wiosnę przyszłego roku.Zobacz także:
Artykuły
(9)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(3.64)
Miejscowość: Rymań | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Jerzy Opar 16.03.2011 00:25
Biorąc pod uwagę, że czytał Pan "Rum diary" w oryginale, a także napisał obszerny tekst o Thompsonie, nie dziwi mnie brak aprobaty dla mojej oceny. Mimo sympatii do postaci HST, którą jak mniemam podzielamy, starałem się o obiektywną krytykę "Dziennika...", który nie jest złą książką, ale do wybitnych nie należy. Jej wartość jako dokumentu również jest dyskusyjna. Nie jest to wszakże reportaż, lecz powieść wyrażająca subiektywne spojrzenie autora. Zawarte w niej obserwacje społeczne nie są wyjątkowo wnikliwe, jednak udaje jej się tworzyć szczególny klimat, który - jak możemy przypuszczać - odpowiada życiu dziennikarzy w Puerto Rico w tamtym czasie. Ponieważ uchwycenie na kartach powieści owego genius loci nie jest sprawą łatwą, "Dziennik...", mimo literackich niedociągnięć, jest lekturą nie pozbawioną wartości.
Dziękuję za komentarze.
Wojciech Domachowski 19.01.2011 14:54
Chyba jednak się nie zgodzę z opinią, że jest to przeciętna książka. Co prawda nie znam przekładu, bo "Dzienniki Rumowe" czytałem w oryginale, więc możliwie, że mam na myśli trochę jednak inną książkę niż autor recenzji;)
Dla mnie tekst miał dużą wartość dokumentalną - jak sam autor recenzji zauważył - chodzi o specyficzną grupę zawodową, kolesie mocno tankowali i raczej nie byli nazbyt wysublimowani.
No i jeszcze fakt, że przed Rum Diaries nie miałem okazji przeczytać niczego o Portoryko we wczesnych latach sześćdziesiątych. Myślę, że książka nie odstaje poziomem od innych amerykańskich książek z tego okresu, generalnie niezły tekst. Tym bardziej biorąc pod uwagę młody wiek autora.
Beata Szczurzewska 23.12.2010 15:16
Czekam na kolejne tak świetne i lekko napisane recenzje :)
Marika Przybył 15.12.2010 23:13
Książka faktycznie przecięta, choć w żadnym wypadku nie zła, natomiast recenzja aspirująca do nieprzeciętnej. Świetne, lekkie pióro, panie praktykancie!
5. Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie oraz 80. urodziny Wojciecha Kilara. Relacja
(odsłon: +504)