Facebook Google+ Twitter

"Dziennik" Virginii Woolf - świadectwo czasów

Od kilku tygodni na półkach polskich księgarni zalegają olbrzymie, starannie wydane tomy podpisane nazwiskiem Virginii Woolf. To pierwsze wydanie jej dzienników w języku polskim.

Virginia Woolf to postać budząca ogromne zainteresowanie. Mamy tu do czynienia z bardzo ciekawym przypadkiem: oto pisarka, której obecna popularność ma swoje źródło nie tyle w pozostawionej przez nią twórczości, co w samej osobie i legendzie autorki "Pani Dalloway" czy "Fal". Urodzona w XIX, zaś tworząca przede wszystkim w XX wieku Virginia kojarzy się dziś z feminizmem, schizofrenią i samobójstwem.

Okładka książki. / Fot. Wydawnictwo LiterackieTrudno mi jest opędzić się od myśli, że wydanie "Dziennika" miało przyciągać nadzieją na sensację. Poszukujący jej czytelnik z pewnością może odczuwać pewną dozę rozczarowania. Zapiski Virginii to nie szczegółowe komentarze na temat obyczajowości środowiska, w którym się obracała. Można ją odnaleźć jedynie pomiędzy wierszami: w krótkiej informacji o dyskusji na temat homoseksualizmu czy niechętnym komentarzu odnośnie religii. Wielu faktów, jak np. skomplikowanych relacji uczuciowo-rodzinnych w domu siostry Virginii, Vanessy, można się jedynie domyślać z rozrzuconych po kartach "Dziennika" komentarzy. Podobnie ma się rzecz ze skłonnościami homoseksualnymi samej autorki: jej uczucia, tak jak są ukazane na kartach prowadzonych przez nią zapisków uwiecznione zostały w formie bardzo niejasnej, przywodzącej na myśl raczej platoniczną fascynację niż esencję emocjonalnej strony życia.

Dużo wyraźniej zarysowana jest relacja Virginii z mężem Leonardem. Związek pisarki z lewicowym działaczem wydaje się spokojny i sielankowy. Woolfowie wszelkie projekty realizują razem: wspólnie prowadzą wydawnictwo Hogarth Press, biorą lekcje rosyjskiego i prowadzenia samochodu. Mają wspólny krąg znajomych. Każde z nich chętnie uczestniczy w pasjach tego drugiego: Leonard czyta i komentuje książki żony jeszcze przed ich wydaniem, z kolei Virginia, pomimo niezbyt dobrej orientacji w problemach politycznych, towarzyszy małżonkowi w spotkaniach partyjnych. Autorka pisze o swoim mężu ze swego rodzaju czułością: bardzo przeżywa jego problemy zdrowotne, a wspólne spacery są okazją do późniejszej refleksji nad szczęśliwością ich związku.

"Dziennik" to w dużej mierze wspaniały obraz kulturalnego światka dawnego Londynu. Na wspólnych przyjęciach czy popołudniowych herbatkach Woolfowie spotykali się z ludźmi takimi, jak Aldous Huxley czy William Butler Yeats, a do grona ich najbliższych przyjaciół należał Thomas Eliot, który zresztą na wiele lat związał się z Hogarth Press - wydawnictwem, dzięki któremu światło dzienne ujrzało wiele spośród jego dzieł. Zdecydowana większość osób, wśród których obracała się Virginia, tkwiła dość mocno w środowisku artystycznym Anglii. Poza pisarzami, autorka przyjaźniła się również z malarzami, do których należała jej siostra i najlepsza przyjaciółka Vanessa.

Virginia jest obserwatorką i komentatorką owego świata: zwraca ogromną uwagę na styl bycia i wysławiania się, a także ubiór poszczególnych postaci. Dzięki jej opisom Thomas Eliot staje się kimś więcej niż znanym nam panem z czarno białego zdjęcia i biografii zamieszczonej we wstępie jego dzieł. Pod piórem jednej z jego najbliższych znajomych tragiczne fakty z jego życia przestają być suche: zaczynamy czuć, że mamy do czynienia z żywym człowiekiem.

"Dziennik", przynajmniej w takiej formie, w jakiej czytelnik dostał go do rąk (jest to wersja skrócona zapisków autorki), nie jest w najmniejszym nawet stopniu studium szaleństwa. Virginia Woolf jawi się tutaj jako kochająca życie, szczęśliwa kobieta, której radość życia zakłócają jedynie uciążliwe bóle głowy i rozpacz z powodu własnej bezdzietności. Kilkakrotnie pisarka popada w nastroje depresyjne, raz czy dwa wspomina okresy załamań psychicznych, wszystko to jednak znajduje się niejako na marginesie szczęśliwego i pełnego radości i przyjaciół życia.

Ostatnia sporządzona przez nią notatka, zapisana zaledwie kilka dni przed śmiercią, nie nosi śladów planowanego samobójstwa. "Leonard pracuje przy rododendronach", napisała pewnego wiosennego dnia 1941 roku. Tydzień później jej martwe ciało było już w rzece. Pozostały jej książki i dziennik - osobliwe świadectwo czasów, spisane ręką niezwykłej jak na nie kobiety.




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

mnie się nie kojarzy ze schizforenią. Bo na nią nie cierpiała. Za to ciepriała na inną chorobę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Klaro, widze, ze mowimy o dwoch roznych rzeczach, wiec moze skonczmy na tym i zajmijmy sie czytaniem/pisaniem, tak by wszyscy byli szczesliwi :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agato
subiektywizm nie legitymizuje błędów rzeczowych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Klaro: to, że Tobie się nie kojarzy, nie znaczy, że nie kojarzy się nikomu. Nigdzie też nie napisałam, że sama mam takie skojarzenia. Nie ulega jednak wątpliwości, że przez wiele osób V.W. jest wiązana ze schizofrenią - poszperaj sobie na forach ludzi interesujących się s.

Dla mnie jej dziennik, przynajmniej w formie, którą dostaliśmy do rąk, to w dużym stopniu zaprzeczenie pewnych stereotypów, a przynajmniej mijanie się z nimi. Próbowałam to pokazać moją recenzją, która niestety siłą rzeczy musi być lekko subiektywna... jak każda inna :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

w każdym razie
mnie się wcale nie kojarzy.
skłonność do tego typu uogólnień też o autorze niezbyt dobrze świadczy. Jak napisałam wcześniej, tak to mozna sobie "kojarzyć" w memuarach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Klaro, radzę przeczytać zdanie "kojarzy się dziś z feminizmem, schizofrenią i samobójstwem " jeszcze raz i - po dokonanej analizie - wskazać miejsce w którym twierdzę, że autorka omawianej książki cierpiała na schizofrenię.

Pozdrawiam. :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

"chodzilo mi raczej o skojarzenia, jakie budzi autorka - a nie to, na co faktycznie cierpiala."

ja przepraszam bardzo, ale o skojarzeniach to sobie mozna pisać na blogu a nie w miejscu, które chce uchodzić za miejsce rzetelnej informacji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No coz, moze nie dosc jasno sie wyrazilam - chodzilo mi raczej o skojarzenia, jakie budzi autorka - a nie to, na co faktycznie cierpiala. Z jednej strony bardzo interesuje sie nia sama i jej tworczoscia, z drugiej - obserwuje pewien sposob odbioru, z ktorym nie do konca sie zgadzam :) Czego chyba Klara nie zauwazyla.

Pozdrawiam. :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Leonard pracuje przy rododendronach" - zawsze to zdanie zdawalo mi sie przerazajaco spokojne. Straszne. O relacjach z siostra, ktorych w "Dziennikach" brakuje (a takze szerzej o atmosferze w domu Woolfow) polecam "Virginia Woolf i Vanessa Bell. Sekretny układ" - miejscami nurzaca, ale dsoc tresciwa biografia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

zupełnie nie podzielam tych wrażeń po lekturze, a sformułowania typu"wspaniały obraz" nie przekonują.
Do tego Woolf cierpiała na psychozę maniakalno-depresyjną a nie na schizofrenie, to dwie różne od siebie choroby, o czym pisząca powinna wiedzieć lub sięgnąć do źródeł, żeby takich pomyłek unikać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.