Facebook Google+ Twitter

Dziennikarskie mięso armatnie

Dziennikarze poruszają się na smyczy, której długość regulują panowie z Krakowskiego Przedmieścia, Wiejskiej i Al. Ujazdowskich.

Polska po 1989 roku stała się Polską polityków i dla polityków. Elektoratowi podstawia się pod nos kiełbasę wyborczą (którą zabiera się natychmiast po wyborach). Naród traktowany jest jako narzędzie do zdobycia władzy lub pokonania opozycji politycznej.


Dziennikarze stanowią element społeczeństwa. Nic więc dziwnego, że i oni traktowani są przez polityków jak "mięso armatnie". Naiwną jest wiara elity polskiej żurnalistyki o wyjątkowym znaczeniu mediów w życiu naszego kraju. Dziennikarze poruszają się na smyczy, której długość regulują panowie z Krakowskiego Przedmieścia, Wiejskiej i Alejach Ujazdowskich.

Jak Jarosław Kaczyński podporządkował sobie media

Ostatnie dni nie były zbyt dobre dla Jarosława Kaczyńskiego oraz Prawa i Sprawiedliwości. Spór pomiędzy partyjnymi przyjaciółmi, dymisja Ludwika Dorna oraz dymisja ministra Sikorskiego sprowokowały medialną dyskusję na temat konfliktu w łonie PiS. Mit o trwałości i jednorodności tego ugrupowania zaczął upadać.
Na dodatek zbliżał się termin sejmowego boju o odwołanie wicepremiera Leppera. Jarosław Kaczyński mógł być pewien, że opozycja wykorzysta debatę sejmową na walną rozprawę z PiS-em. Nie mógł się zawieść. Należało zatem uczynić kroki przeciwdziałające złu. Należało rzucić gawiedzi "świeży żer". I stało się.
Przygotowanie artyleryjskie rozpoczął szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusz Kamiński i minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.


CBA powstało niespełna rok temu w wielkich bólach. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości obiecali w kampanii wyborczej, że takie biuro powstanie i słowa dotrzymali. Jest to jedna z nielicznych dotrzymanych przez PiS obietnic. CBA - jak do tej pory - nie ma koncie zbyt wielu sukcesów. A przypomnijmy, że nowe biuro otrzymało duży budżet. Zatrudniło kilkuset pracowników.


Kilka dni temu CBA odniosło sukces (w moim mniemaniu raczej sukcesik), co stało się okazją do wielkiej fety. Starym zwyczajem zorganizowano konferencję prasową. Zagrzmiały tarabany i dźwięk piskliwy wydały surmy.


Szef Kamiński i minister Ziobro zachłysnęli się sukcesem. Oto bowiem w świetle reflektorów, w asyście kamer i mikrofonów schwytano łapownika. Jest nim znany warszawski lekarz ze szpitala (nomen omen) MSWiA. Dostojni mężowie rzucili mnóstwo oskarżeń przeciwko lekarzowi. Nie pominęli nawet najcięższego - zabójstwa. Oskarżyli, skazali, choć jeszcze nie wykonali wyroku.


Kamiński i Ziobro zastąpili sąd. Dlaczego? Minister Ziobro jest niezłym prawnikiem. Zna zapewne starą prawniczą zasadę o domniemaniu niewinności. Zna ale nie popiera! Szczególnie wtedy, kiedy w grę wchodzi interes polityczny.


Cóż to za interes? CBA nie może się pochwalić szczególnymi sukcesami. Wiele wskazuje na to, że para idzie w gwizdek. Aresztowanie lekarza za przyjmowanie korzyści materialnych żadnym sukcesem nie jest. O tym, że doktor Mirosław G. ma „lepkie ręce” wiedziało pół Warszawy. O tym, że lekarze biorą wie cała Polska. Cóż to więc za sukces? Żaden.


Posłowie PiS-u "pod niebo wynoszą" skuteczność CBA, choć śledztwo w sprawie Mirosława G. mógł przeprowadzić posterunkowy Kowalski. Informacja o aresztowaniu lekarza-łapownika znaleźć się powinna na przedostatnich stronach gazet. Bo też lekarz-łapownik jest okazem tak częstym jak kot mlekopij. Informacja, że kot wypił mleko (CBA aresztowała łapownika) nie zneutralizowałaby jednak tematów: Dorn i Sikorski.


Debata nad odwołaniem profesora Andrzeja Leppera - jak można było się spodziewać - w najmniejszym nawet stopniu nie dotyczyła Leppera ministra. Posłużyła do rozprawy z koalicją, a szczególnie z PiS-em. Trafnie przewidział to Jarosław Kaczyński. Dlatego też w tym samym czasie zorganizował konferencję prasową, podczas której (dwie i pół godziny!) przedstawił kolejne exposé. Bardzo skutecznie odwróciło ono uwagę mediów od oskarżeń miotanych na koalicję.


Następnego dnia miało się odbyć głosowanie nad odwołaniem Andrzeja Leppera. Prawie nikt tego nie zauważył, ponieważ w tym czasie (oczywistym przypadkiem) zorganizowano konferencję prezydenta i ministra Macierewicza, dotyczącą osławionego już raportu. Misternie ułożona akcja Platformy Obywatelskiej spaliła na panewce.

Kynologia stosowana

Jarosław Kaczyński i prominentni działacze Prawa i Sprawiedliwości stawiali nieistniejącym już WSI zarzut manipulowania mediami i czynienie prób podporządkowania ich sobie. Nie zamierzam się spierać w tej kwestii. Było tak rzeczywiście. Odkąd istnieje dziennikarstwo czy szerzej publicystyka polityczna i polityczna propaganda takie próby były czynione. Z mniejszym lub większym powodzeniem. Tak się działo, dzieje i dziać będzie. Zawsze znajdą się dziennikarze i wydawcy, którzy świadomie lub nie wdadzą się we flirt z władzą. Jarosław Kaczyński jest wyjątkowym mistrzem w dziedzinie podsuwania „mylnych tropów”. Manipuluje dziennikarzami z wprawą niezwykłą. Nie zawsze co prawda wygrywa, ale o sukcesach może mówić. Doświadczenie jednak uczy, że prędzej czy później okazuje się, że król jest nagi.


Jak do tej pory PiS znajduje sposoby, żeby zamanipulować dziennikarską brać i odwrócić uwagę społeczną od niewygodnych dla siebie faktów. Dziennikarze traktowani są jak pieski, którym wydano rozkaz: bierz go! Obyśmy nie doczekali się haseł: przynieś, siad i leżeć...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Cześć.
Szczęście (mimo wszystko) polega na tym, że część tego "mięsa armatniego" jest "mięsem z kością" - można się zadławić.
Czego wszystkim manipulatorom życzę a Ciebie pozdrawiam - piotr

Komentarz został ukrytyrozwiń

PiS manipuluje dziennikarzami? PiS czyli: konkretnie kto, od kiedy, na jakiej podstawie i jakie są liczby?
Ostatnio był w Wiadomościach24 tekst o owczym pędzie ("za wielbłądem, a baran zły szczerzy kły")... Czy istnieją sprawy, za które może zabrać się polityk bez narażenia się na krytykę? Chyba nie. Oby tylko ta krytyka miała swoje uzasadnienie w czymś nieco bardziej miarodajnym niż zdanie: "a bo cały PiS to durnie", lub tez "ten głupi Kaczyński". Wielokrotnie słyszałam negatywne opinie o politykach "z pierwszych stron", jednak na pytanie: dlaczego? - brakowało już odpowiedzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Brawo za dosadną i niestety jakże prawdziwą analizę

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 21.02.2007 09:14

Mysle, ze znamienna rzecza, ktora po czesci odnosi sie do tego artykulu, jest ten film - http://wideo.gazeta.pl/wideo/0,0,3933652.html

Warto go zobaczyc z jednego powodu. Tak "DzejKej" traktuje dziennikarzy, ktorzy reprezentuja inne media. Sam nie specjalnie palam miloscia do GW, ale... Zreszta, sami zobaczcie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Nie ma bata na Jarosława" I dobrze :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

To wielka przyjemność przeczytać tego rodzaju analizę sytuacji. Wielki plus dla Autora. Sięgając pamięcią nieco wstecz nie mogę oprzeć się wrażeniu, że pan Kaczyński jest pierwszym i najzdolniejszym uczniem swego guru - Rydzyka. Tyle, że publiczność ma nieporównanie większą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.