Pozycja materiału w rankingach:
Każdy pismak jakoś zaczyna. Może to być gazetka szkolna, parafialna, wydawana w MDK – nikt od razu nie zostaje pracownikiem czołowych pism czy telewizji. Czy można w ogóle określić, jaki początek jest lepszy, a jaki gorszy?
Zobacz także:
Artykuły
(28)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.18)
Wiek: 24 | Miejscowość: Londyn | Kraj: GB
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Ewa Krzysiak 06.05.2009 09:40
Paweł..no co Ty zmian nie widzisz..np wzajemnej serdeczności.. przez te kilka lat jakie zaszły? :) przez ten czas. Ten art to zabytek..zobacz , kiedy powstał .
Paweł Mazur 06.05.2009 08:53
"Powiem wprost, że spodziewałam się towarzystwa wzajemnej adoracji, odrzucającego wszystkich, którzy nie należą do tej ekskluzywnej grupy. Moje obawy nie spełniły się, " he he he. To chyba piszemy do dwóch różnych portali ;]
"ale czy pomoc jednej osobie to nie wystarczająca radość, zastępująca zwiedzanie najwspanialszych miejsc na Ziemi? " nie wystarczy. Pomoc dwóm osobom, to już inna rozmowa.
Nie można bronić swoich tez za wszelką cenę. Należy założyć, że mogą być mylne.
Katarzyna Rapczyńska 04.09.2006 00:45
TO PRAWDA CO NAPISAŁAŚ. TRZEBA ZA WSZELKĄ CENĘ PRÓBOWAĆ SIĘ PRZEBIĆ I BRONIĆ SWOICH TEZ. WSZYSTKO, CO ZOSTAŁO SPŁODZONE NA PAPIERZE, RODZI SIĘ W WIELKICH BÓLACH. TEKSTY WYBITNYCH DZIŚ TWÓRCÓW SĄ TEGO PRZYKŁADEM. NAPRAWDĘ, BARDZO MNIE PORUSZYŁ TWÓJ TEKST I DAŁ MI OGROMNĄ MOTYWACJĘ DO DZIAŁANIA. OBY WIĘCEJ TAKICH PRZEMYŚLEŃ.
Zbigniew Kowalewski 02.09.2006 20:03
W załączeniu mój odrzucony tekst tytułem dyskusji o sensowności merytorycznych sporów z supervosorami
Misja pesymistów
Uważnie wczytujący się w treść ogłoszeń pracodawców, musi od razu przetłumaczyć sobie obiecujące nazwy proponowanych zawodów z polskiego na nasze. Cóż bowiem znaczy konsultant do spraw produktu albo specjalista do spraw reklamy. Pierwszy zatrudniony ma pecha. Dał się namówić na kupno obowiązkowej partii towaru z nadzieją odsprzedania go znajomym po wyższej cenie. Druga profesja, specjalisty do spraw reklamy oznacza roznosiciela ulotek, zaś w najlepszym wypadku krążącego po różnych biurach sępa namawiającego ludzi do nabycia artykułów, których sam nigdy by nie kupił. Pozbawieni złudzeń, wielokrotnie wystawiani do wiatru, nabici w butelkę po wydaniu ostatnich złotówek za szkolenie, nie dadzą się już skusić czczymi obietnicami niebotycznych zarobków. Poszukujący pracy chce rozmowy twarzą w twarz z tym, kto go zatrudnia i jest płatnikiem jego pensji. Jeżeli w zachęcającym do wysłania CV anonsie znajduje się chociaż cień podejrzenia należy natychmiast zapomnieć o propozycji.
Dyktatura procedur
Wszystkie, nawet renomowane firmy prowadzą komputerową ewidencję, jak ośrodki zdrowia przypisując do określonych pacjentów konkretne jednostki chorobowe. Dlatego też nie znajdziesz w internetowych bazach danych uczciwego zajęcia. Wiem, bo większości takich praktyk doświadczyłem namacalnie, eksperymentując osobiście, do bólu lecz prawdziwie. Obietnica awansu zawodowego od najniższego szczebla do władz promowanej firmy jest zwyczajnym blefem rozpowszechnianym z myślą pozyskania młodych, energicznych, żądnych spełnienia się w roli szefa ludzi.
W Polsce możliwa kariera Leppera
Rzeczywistość, jaka jest opisywana w amerykańskich bestsellerach, łudzi czytelników, że w stosunkowo krótkim czasie zdobędziemy fortunę, jeżeli będziemy postępować identycznie, jak ich autorzy. Tymczasem w kraju nad Wisłą, Odrą i Bałtykiem możliwa jest raczej kariera w stylu Andrzeja Leppera. Przepisy na zarobienie miliona dolarów są obliczone na umysły pokątnych handlarzy walutą z okresu dawno – wydawałoby się – minionego. Rewelacyjne sposoby pozyskania klienta są żywcem wyjęte z potępianych praktyk komiwojażerów, w Polsce – domokrążców. Jakkolwiek by nie analizować procederu oszukiwania ludzi pracy słowo zawód w warunkach współczesnej polskiej gospodarki oznacza prawdziwy, osobisty zawód. Część II KRÓL JEST NAGI stają po spotkaniu setek oszustów, megalomanów, amatorów i picerów. Człowiek chciałby uwierzyć lecz nie ma to temu podstawowych warunków. Jeżeli po latach sprawowania funkcji na najwyższych urzędach w kraju i za granicą okazuje się, że ustosunkowany krewny nie ma dyplomu, to nie tylko inteligent, ale prosty robotnik jest nieufny wobec swoich przełożonych. Kiedy przypadkiem, dzięki niebywałej wytrwałości uda się przejść szczęśliwcowi przez ucho igielne komisji z firmy rekrutacyjnej czeka go kolejna tura beznadziejnych walk o godność w stylu supermarketowych casusów pracy ponad siły, mobbingu i tego typu doznań. Skargi pisane są na Berdyczów, bowiem w większości zainstalowanych u nas firm wypracowano idealny model jednostronnej komunikacji, czyli z błogosławiącej maluczkich góry do społecznych dołów. To kolejny import wykorzystywanych technik manipulacyjnych i "know - how" w najbardziej cynicznym zastosowaniu.W POSZUKIWANIU UTRACONEJ WIARY Człowiek rzeczywiście może tylko dzwonić do zdominowanych przez imperialistów mass - mediów albo oddać duszę imperium Kościoła modląc się o odmianę podłego losu. Rzeczywiście praca czyni wolnym, bo przecież bez pracy nie ma kołaczy. Przyszedł czas, że pracodawcy dziwią się, niepokoją i nie rozumieją, że to z ich winy nikt nie pojawi się w ich firmie, aby pozwalać sobie na niewolniczy wyzysk. Tego wielu doświadczyło za granicą a w kraju już topnieją szeregi naiwnych. Świadczenia za pracę należą się każdemu człowiekowi, jak psu zupa. Umowa społeczna jest zapisana w Konstytucji a nie jest to martwa litera prawa. Kapitalistyczne przedsiębiorstwa w XIX wieku celowo zatrudniały jako zarządców okrutnych i bezwzględnych, co pokutowało przez długie lata w rozwiniętych państwach europejskich. Ostatnio rezygnuje się z usług tego typu menedżerów, ale jeszcze nie wszędzie dotarły te nowinki. Z całą pewnością nie do nas...FAJA, DICK, ŻELATYNA, LONGFRANK I INNI Wydaje się, że jedyną receptą na kryzys w polskim przedsiębiorstwie są zwolnienia grupowe. Rzadko który menedżer wykorzystuje wiedzę o naturalnym przepływie kadr fachowców, zmianie pokoleniowej i elastycznym przegrupowaniu zasobów ludzkich w zależności od sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstwa. Kapitał ludzki to dla większości zarządców jedynie efektownie brzmiący lecz drażniący slogan. Znam takich, którzy realizując w owczym pędzie tę obłędną i prostacką ideę ideę pozwalniali swoich najbliższych znajomych, przyjaciół, a w końcu ku ich najwyższemu zdumieniu, na końcu zwolniono niepotrzebnych już gorliwców . Rzeczpospolita starszej generacji zna fatalne przypadki przeobrażenia znanych i poważanych do niedawna, dumnych pracodawców w bezrobotnych nędzarzy. Nigdy nikomu nie życzyłem w życiu źle, ale nie trzeba być prorokiem aby stwierdzić z prawdopodobieńswem bliskim faktu - niewykluczone, że te szeregi zasilą kolejni, pozbawieni intuicji, słuchu i wyobraźni zadufani w sobie egoiści.
Janek Kolasa 01.09.2006 22:51
Taie korekty a literowki sie pojawialy w tym artykule. Ludzie jestem uculony na literowi? To gdzie a czytac???
croma 28.08.2006 20:49
a publikowałaś na www.broszka.pl ? tam byś znalazła więcej zrozumienia niż tu:>
Jakub Kwaśnik 26.08.2006 14:19
Witam wszystkich ! Adriano, przeczytałem Twój artykuł i uważam, że masz bardzo dobre podejście do pisania oraz ogólnie do dziennikarstwa. Podobnie jak Ty, myślę, że doświadczenie, które możemy zdobyć dzięki W24 w przyszłości zaowocuje. Ja także bardzo się cieszę, że Redakcja tworząc serwis dała wielu młodym ludziom szansę szlifowania swych umiejętności i zdobywania nowej potrzebnej wiedzy. Faktem jest, że dziennikarze powinni pisać dla ludzi, a nie dla siebie. To bardzo miłe, gdy inni dzięki nam mogą poszerzyć horyzonty na dany temat, lub spojrzeć na zagadnienie z innej perspektywy. Ja także przeżywam początki dziennikarstwa. Bardzo mnie ono interesuje, dlatego jestem szczęśliwy, że to właśnie na W24 mogę zdobywać wspomniane już wcześniej doświadczenie i otrzymywać wskazówki, rady, za które kiedyś na pewno będę wdzięczny. Do tej pory uważałem, że bardzo trudno jest "wkręcić się" do grona piszących artykuły. Okazało się, ze jednak nie, że sam mogę stworzyć coś, co przeczytają inni. W24 traktuję jako szansę od losu, która pomoże mi rozwijać dziennikarską pasję. Zachęcam także tych wszystkich, którzy chcieliby pisać, ale brak im odwagi - głowa do góry i piszcie ! Nie bójcie sie krytyki, wskazówek, one tylko przyniosą Wam korzyści. Każdy zaczynał od zerowego bilansu. Najtrudniejszy jest tylko pierwszy krok. A Tobie Adriano życzę jak najlepiej i czekam z niecierpliwością na kolejne ciekawe teksty. Pozdrawiam Wszystkich!
Adriana Mateusiak 25.08.2006 17:21
pomóc, nazywajc moja prace wypocinami? Nie będe dłużej konynuowac tej dyskusji - szukasz dziury w całym i nie wiem czmu tak się czepiasz tych punktów? Nie mówię, że sa dla mnie jakoś szczególnie ważne, tylko powatarzam: to jest sposób wynagaradzania za ciekawość. jezeli ludzie dają, to im sie podoba. przeciez nie zmuszam ich do tego. Poza tym nie pojmuje twojej taniej ironii - daleko mi do wilekości, a inteligencji mi nie brak. Rozumiem, żeby w twoich oczach byłabym inteligentna, gdybym ze spuszczoną głową przytakiwała? "tak, to wypociny", "tak, to było nudne"... dno, ja już skończyłam. jeżeli jeszcze chcesz podyskutowac, to zapraszam na meila
Tomasz Sawczuk 25.08.2006 17:20
Widzę, że już się dwa wpisy zdążyły pojawić, gdy pisałem ten ostatni. Nie ma sensu ciągnąć sporu. Adriano - co do tych punktów, to mam wiele ciekawych obserwacji i to nie jest takie oczywiste jak piszesz. Piotrze - powtarzam - nie ma co się czepiać :). Na krytykę reagujmy spokojnie, podobnie jak i na riposty, bo jakbyśmy wszyscy byli tacy świetni, to nie byłoby o czym dyskutować :). Pozdrawiam wszystkich
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +204)